Felietony

Pierwszy wypadek BMW i3 od innogy już za nami. Te samochody są zbyt szybkie i za ciche

Felietony 11.04.2019 89 interakcji
Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz 11.04.2019

Pierwszy wypadek BMW i3 od innogy już za nami. Te samochody są zbyt szybkie i za ciche

Grzegorz Karczmarz
Grzegorz Karczmarz11.04.2019
89 interakcji Dołącz do dyskusji

Szybcy i cisi, tacy są kierowcy elektrycznych samochodów. Po wypadku BMW i3 z innogy go! warto zapytać, czy na pewno jesteśmy gotowi na elektryczne samochody?

W 2,5 sekundy do 100 km/h na godzinę rozpędza się Tesla S w trybie Ludicrous, czyli niedorzecznym. Na szczęście nie da się jej oficjalnie kupić w naszym kraju, bo jeszcze trafiłaby do któregoś z krajowych carsharingów. Samochody elektryczne mają zbyt dobre przyspieszenie dla większości użytkowników i wcale nie musi ono sięgać 2 sekund do 100 km/h, 7 w zupełności wystarczy by rozbić elektryczny samochód.

Testując BMW i3 w carsharingu od innogy pisałem, że większość polskich kierowców nigdy nie zetknęła się z samochodem o takim przyspieszeniu. Nie wiedzą jak szybko potrafi wystartować samochód elektryczny. Charakterystyka dostępności maksymalnego momentu obrotowego i mocy w silniku elektrycznym jest dla nich zaskakująca, a o niespodziewanie dobrym przyspieszeniu nie informuje dźwięk silnika. Podobnie zaskoczeni potrafią być inni użytkownicy drogi.

Równo tydzień przyszło nam czekać na pierwszy wypadek z udziałem elektrycznego BMW i3 w carsharingu od innogy. Niestety wraz z kierowcą ucierpiały osoby postronne. Wynajmujący BMW i3 wjechał w ludzi oczekujących na przystanku. Szczegóły wypadku nie są jeszcze znane, ze wstępnych ustaleń wynika, że w BMW najpierw uderzył przy zmianie pasa inny samochód.

Samochody elektryczne są ciche.

Większość ludzi jeździ na słuch. Zmieniamy biegi automatycznie, gdy dźwięk wzrastających obrotów silnika spalinowego przekroczy poziom do jakiego się przyzwyczailiśmy. Dla jednego będzie to 2000 obrotów, dla innego 3500. W samochodzie elektrycznym tego nie ma. Nie zmieniamy biegów, a nawet w modelach, które nie mogą się pochwalić wybitnymi osiągami, już po 5 sekundach licznik może pokazywać 60 kilometrów na godzinę. W BMW i3 niewiele więcej trzeba by zobaczyć na nim 100.

Nie da się tego porównać z przyspieszeniem większości popularnych samochodów spalinowych. By wyraźnie nimi przyspieszyć, trzeba mocno wciskać pedał gazu przekraczając barierę obrotów i dźwięku, którą sami ustaliliśmy w trakcie codziennej jazdy. Samochód elektryczny takich barier nie ma, wciskamy pedał przyspieszenia i nagle jesteśmy o wiele dalej. W zupełnej ciszy.

Ciszy, która zwodzi nie tylko kierowcę. Inni uczestnicy ruchu też nierzadko są zdziwieni, gdy nagle i bezszelestnie na pasie obok znajdzie się elektryczny samochód. Nie ogłasza on rykiem silnika swojej prędkości, a przyspieszenie bez dźwięku jest zaskakujące i chętnie wykorzystywane.

Nie szanujemy samochodów w carsharingu.

W carsharingu pedał przyspieszenia wciskamy chętnie, bo samochody są cudze i ich nam nie szkoda. Niewielu użytkowników to wielbiciele samochodów i ogólnie pojętej kultury technicznej. Mało kto myśli o szacunku do urządzenia, bardziej o tym jak szybko dotrzeć na miejsce oszczędzając cenne minuty.

Czas nagli, a z nim pieniądze wydane na najem. Zupełnie nie żałujemy zużycia paliwa, bo to nie my tankujemy. Elektryczny pojazd może być bardziej odporny na brutalne traktowanie, ale spalinowe auto segmentu B i z manualną skrzynią biegów, po roku w carsharingu, może już nie czuć się dobrze. Typ samochodu nie jest ważny, gdy uciekają minuty.

Najem na minuty prowokuje do szybkiej jazdy.

A samochód elektryczny na minuty prowokuje dwa razy bardziej.

Zdarza się, że w głowie wypożyczającego powstaje czarna dziura i nieustannie dąży do zagłady otoczenia. Doświadczenie pokazuje że samochody w carsharingu lubią przyciągać słupki, murki i bramy. Braku szacunku dla urządzeń i cudzej własności chyba nie da się go szybko wyleczyć, ale samochody elektryczne da się oswoić.

Można przeciwdziałać zaskoczeniu jakie następuje w starciu z pojazdem elektrycznym. Skoro ich udział w samochodowym rynku ma się stale zwiększać, może warto rozważyć ich obecność w kursach na prawo jazdy? Jeśli posiadając prawo jazdy na samochody z automatyczną skrzynią biegów nie można prowadzić takiego z manualną, to może moc samochodu elektrycznego i jej dostępność, to również sprawa nie do ogarnięcia dla przeciętnego użytkownika 15-letniego pojazdu z silnikiem o pojemności 1,6 litra? Lepiej zapoznać go z nią na kursie, niż czekać aż sam ją odkryje.

Może prędkość po prostu ograniczyć?

W samochodach już niedługo mają być montowane obowiązkowe ograniczniki prędkości. A gdyby tak samochodom w najmie na minuty, takie ograniczenia wprowadzić już teraz? Nawet bardziej niż maksymalnej prędkości, ograniczenie przyspieszenia. Choć chyba wystarczyłoby nie kupować do carsharingu jednego z szybszych samochodów elektrycznych dostępnych na rynku.

BMW i3 osiąga setkę w 7,3 sekundy, a i3s  w 6,9 s. Mocniejsza wersja Hyundaia Kona na sprint ma potrzebować 7,6 s. Dostępny w carsharingu Smart EQ to 4,9 s., ale do 60 km/h, na osiągnięcie 100 km/h potrzebuje już 11,5 s. Całkiem szybki jest też Nissan Leaf z wynikiem 7,3, a mocniejsza wersja Renault Zoe to tylko 11,4 s., ale 50 km/h osiąga po 3,9 s.

Dla porównania, Skoda Octavia z silnikiem Diesla o mocy 150 KM i dwusprzęgłową automatyczną skrzynią biegów by dobić do setki potrzebuje 8,9 sekundy. Dla wielu taka służbowa Octavia to samolot, który już nawet nie jeździ, tylko wzbija się w powietrze i leci nad lewym pasem autostrady.

Pozostali elektryczni konkurenci są już dużo drożsi i raczej nie zapełnią naszych ulic setkami egzemplarzy. Jagura i-Pace to 4,9 s., Audi e-tron to 5,7 s., a Mercedes EQC  potrzebuje 5,1 s. do setki.

Wygląda na to, że trudno jest kupić samochód elektryczny, który nie urwie nam głowy przy rozpędzaniu się do prędkości dozwolonych w mieście.

Czy samochody elektryczne są bezpieczne?

Zazwyczaj myśląc o ich bezpieczeństwie, zastanawiamy się, czy w razie wypadku porazi nas prąd, albo ratujących nas strażaków. Mniej myślimy o tym, jak do wypadku nie doprowadzić i z dostępnego przyspieszenia korzystać mądrze.

Nie można też przesadzać, 7 sekund do setki to nie jest rakieta. Po prostu zetknięcie z cudzym pojazdem elektrycznym dla wielu osób może być zbyt emocjonującym przeżyciem. Jedni zwyczajnie go nie ogarną, bo do tej pory prowadzili jeden samochód w życiu i to taki z mizernym przyspieszeniem. A inni podnieceni tym, że samochód to nie ich własność i można bezkarnie powciskać gaz do oporu zapomną, że fizyki nie da się oszukać i ta czarna dziura w ich głowie w końcu wciągnie jakąś bramę, czy płot.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie