Wiadomości

Od 2022 roku nowe auta będą musiały mieć ograniczniki prędkości. A także kilka innych elementów

Wiadomości 26.03.2019 346 interakcji
Piotr Szary
Piotr Szary 26.03.2019

Od 2022 roku nowe auta będą musiały mieć ograniczniki prędkości. A także kilka innych elementów

Piotr Szary
Piotr Szary26.03.2019
346 interakcji Dołącz do dyskusji

Już za 3 lata faktem stanie się montaż ograniczników prędkości w nowych samochodach. Taką decyzję podjęły Parlament, Rada i Komisja Europejska. Oprócz wspomnianych ograniczników, do listy obowiązkowego wyposażenia trafi też kilka innych elementów.

To było nieuniknione. Od lat mówiło się o tym, że prędzej czy później przegłosowane zostaną nowe przepisy obligujące producentów samochodów, by w modelach na rynek europejski oferować kolejne elementy mające zwiększać bezpieczeństwo czynne i bierne.

Najwięcej emocji budzi oczywiście kwestia ograniczników prędkości – już od 2022 r. nowe auta będą musiały być wyposażone w takie „limitery”. Nie mówimy tu o sztywnym ograniczeniu prędkości, jak w ciągnikach siodłowych czy autobusach – chodzi o bardziej zaawansowane rozwiązanie, korzystające z funkcji rozpoznawania znaków lub z systemu GPS. Lub z obu tych rozwiązań jednocześnie. Systemowi nazwano nazwę Intelligent Speed Assistance (ISA).

Pomysłodawcą wprowadzenia nowego rozwiązania jest Europejska Rada Bezpieczeństwa Transportu. Jej członkowie twierdzą, że wprowadzenie ograniczników pozwoli w ciągu 15 lat od wprowadzenia zredukować liczbę kolizji i wypadków o 30 proc. i uratuje życie 25 tys. osób.

Jest i ciekawostka: możliwe, że w początkowym okresie system ISA będzie można po prostu wyłączyć.

Takim najzwyklejszym przełącznikiem. Jest to rozwiązanie zaproponowane… również przez Europejską Radę Bezpieczeństwa Transportu, która obawia się (ciekawe dlaczego?) marnego poziomu społecznej akceptacji dla nowego rozwiązania. Docelowo jednak wyłączniki miałyby zniknąć, a przepisy miałyby zostać zaostrzone – ISA włączałaby się wraz z silnikiem.

W jaki sposób system ISA ma w ogóle działać?

Pomijając wspomnianą integrację z GPS-em lub systemem rozpoznawania znaków drogowych, idea polega na ograniczaniu mocy silnika w taki sposób, by pojazd poruszał się z prędkością obowiązującą na danym odcinku drogi. Nie ma to jednak być rozwiązanie „sztywne” – w wymagającej tego sytuacji samochód będzie dało się rozpędzić bardziej, np. podczas wyprzedzania. Tyle tylko, że wstępne wizje zakładają, iż w celu chwilowego zdjęcia kagańca trzeba będzie mocno wcisnąć pedał gazu. Pół biedy w 70-konnym aucie miejskim, ale jakoś trudno mi sobie wyobrazić, żeby ktoś poruszający się na co dzień 400-konnym Mercedesem czy Jaguarem musiał wbijać gaz w podłogę przy każdym wyprzedzaniu.

W przypadku, gdy samochód będzie poruszać się ze zbyt wysoką prędkością dłużej niż kilka sekund, zapędy kierowcy mają być hamowane sygnałami wizualnymi i dźwiękowymi.

Pozostaje też kilka kwestii teoretycznie pobocznych, ale w praktyce mogących mieć spore znaczenie dla poprawnego działania systemu ISA. Po pierwsze, póki co skuteczność działania systemów rozpoznawania znaków jest taka sobie – potrafią one odczytać ograniczenie prędkości np. z naczepy ciężarówki i zaprezentować kierowcy jako limit obowiązujący na danym odcinku drogi. Nie są to częste sytuacje, ale zdarzają się.

ogranicznik prędkości w nowym aucie

Po drugie, kwestia samych znaków – przyjrzyjcie się tym, które mijacie codziennie w drodze do pracy czy na zakupy. Nie wszystkie są doskonale widoczne. W zimie potrafią być przysypane śniegiem, a w lecie skryć się za pokaźnych rozmiarów gałęzią.

Trzecia kwestia to obowiązujące w Polsce przepisy. Mówią one, że w normalnych warunkach skrzyżowanie „odwołuje” ograniczenie prędkości, które zostało narzucone przez znak drogowy znajdujący się przed tym skrzyżowaniem. Nie w każdym kraju działa to tak samo. Innymi słowy, auta na polski rynek musiałyby mieć inaczej zestrojony system ISA, albo korzystać w głównej mierze z systemu GPS, a w mniejszym z rozpoznawania znaków.

Rzecz w tym, że to prowadzi do kolejnego potencjalnego problemu – aktualności map. Absolutnie nie widzę tu opcji, by ISA korzystała z rozwiązań bazujących na fabrycznych systemach nawigacyjnych poszczególnych samochodów – stan sieci drogowej jest w nich praktycznie zawsze przestarzały. Czyli co – nowe mapy specjalnie dla systemu ISA? A może Google Maps?

No, dość o ogranicznikach. Co jeszcze trafi na listę wyposażenia obowiązkowego?

Kilka elementów. Przede wszystkim należy tu wymienić „czarne skrzynki” – moduły zbierające dane z każdej jazdy. Ubezpieczyciele zapewne już zacierają ręce z radości.

Oprócz tego każde auto będzie musiało być wyposażone w czujniki lub kamerę cofania, system utrzymywania pasa ruchu czy też system automatycznego hamowania awaryjnego. Monitorowane będzie też zmęczenie kierowcy. Mało? Dorzućmy do tego instalację elektryczną dostosowaną do montażu alkomatu z funkcją blokady zapłonu.

Czy wszystkie samochody od 2022 r. będą musiały dysponować tymi wszystkimi elementami wyposażenia?

To raczej wątpliwe. Zapewne nowe przepisy będą dotyczyły całkowicie nowych modeli aut, które w 2022 r. i później wejdą na rynek. Nie spodziewałbym się więc, że przykładowo nowa Skoda Octavia będzie musiała spełniać te kryteria już od 2022 r., ale już przykładowo kolejna generacja Dacii Duster – jak najbardziej. Nie można jednak wykluczyć, że w miarę zaostrzania przepisów w późniejszych latach, producenci będą musieli dostosować do nich także modele znajdujące się już w produkcji.

ogranicznik prędkości w nowym aucie
Fajny, prosty samochód? Kolejna generacja już taka prosta nie będzie.

Osobiście mam mieszane uczucia co do planowanych zmian – jak zapewne większość z was. Mniejsza o instalację umożliwiającą podłączenie alkomatu (i tak dobrze, że nie będzie on obowiązkowy) czy nawet o „czarną skrzynkę” – największe obawy wzbudzają we mnie zawsze rozwiązania, które wydają się być niedopracowane już na etapie samych założeń. I dlatego największe obawy mam wobec systemu ISA. A wy?

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać