Ciekawostki / Klasyki

Bitwa złomów: terenowa limuzyna kontra limuzynowa terenówka

Ciekawostki / Klasyki 18.06.2021 463 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 18.06.2021

Bitwa złomów: terenowa limuzyna kontra limuzynowa terenówka

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski18.06.2021
463 interakcje Dołącz do dyskusji

Zapraszam na bitwę złomów, gdzie auto terenowe przerobione na limuzynę zmierzy się z limuzyną przerobioną na auto terenowe. Będzie hardkorowo.

Bitwa złomów występuje wtedy, kiedy pojawiają się jakieś dwa ciekawe auta na sprzedaż, które coś łączy – np. cena, pochodzenie albo nietypowa historia – i trzeba wybrać, które będzie gorszym sposobem na przepalenie forsy. Tym razem mamy sytuację szczególną, ponieważ jeden z samochodów jest terenówką, z której ktoś zrobił limuzynę, a drugie – limuzyną, z której ktoś zrobił terenówkę. Ruszamy!

Lewy narożnik: Chevrolet Suburban Starcraft Custom 1989

Do lat 80. Chevrolet Suburban kojarzył się z prostym i ogromnym samochodem użytkowym. Mogło nim jechać 8 osób, mógł ciągnąć wielkie przyczepy, nie klękał podczas jazdy terenowej. Jednak wabił też klientów, którzy poszukiwali ogromnego samochodu rodzinnego, mając np. sześcioosobową rodzinę i przyczepę z końmi do ciągnięcia. To dlatego wprowadzono specjalny pakiet wyposażenia Starcraft Custom, który zamieniał Suburbana z twardej terenówki w prestiżową limuzynę, idealną dla potrzeb zamożnej rodziny, która nie chciała zwykłego sedana.

Tym sposobem mamy coś, co z wierzchu wygląda jak Suburban z naroślą na dachu. Ale cóż tam narośl, trzeba zajrzeć do środka. Środek został zrobiony według zasady „jeśli tego nie da się zrobić z drewna, nie da się tego zrobić wcale”. I oto oprócz drewnianej kierownicy i deski rozdzielczej mamy wielki, drewniany stolik szachowy, drewniany tunel środkowy i boczki oraz drewniane szafki podsufitowe, które kryją mały, kineskopowy telewizorek. Wszystko oczywiście wykończone idealnie niepasującym dwukolorowym pluszem. Trudno mi znaleźć coś, co bardziej krzyczałoby „lata 80.”, może z wyjątkiem filmu Kung Fury. W każdym razie ten Suburban ze swoim obfitym użyciem drewna przypomina nam, że każda rodzina jest jak drzewo.

Prawy narożnik: Bentley-Lexus-Nissan Arnage 4×4 V8

Bentley Arnage był staromodny nawet jak był nowy. To były jeszcze czasy Bentleyów robionych bez udziału Volkswagena, Anglicy musieli radzić sobie sami. A że Anglicy robiąc samochody robią to samo od 60 lat, to i podobnie prezentował się Arnage ze swoim 6,75-litrowym V8, luksusowym wnętrzem i sylwetką nawiązującą do lat 60. ubiegłego wieku. Ceny takich Arnage nie są jakieś przesadnie wygórowane. Na tyle niskie, że pewien zamożny człowiek z Rosji postanowił takiego Benka pociąć i zrobić z niego terenówkę. Na dzień dobry wywalił silnik 6.75 i wsadził 4.3 V8 z Lexusa, dzięki czemu auto stało się bardziej niezawodne o jakieś 2137 procent.

Potem wystarczyło wywalić układ jezdny spod nadwozia i dokręcić je do ramy terenowego Nissana Patrola. Wymagało to podcięcia błotników, żeby zmieściły się ogromne, terenowe opony. Obecnie jest to hybryda Bentleya (buda), Patrola (rama) i układu jezdnego Toyoty Land Cruiser. Pojazd wygląda znakomicie i niesłychanie zyskał na wszechstronności. Wyobrażam sobie angielskiego lorda w takim pojeździe, który goni nim przez las jakieś egzotyczne zwierzę w egzotycznym kraju, ostatniego pozostałego na wolności pandelfirożca syngaleskiego, a następnie strzela do niego i fotografuje się przy jego zwłokach z dymiącą strzelbą. Zamiast Arnage pasuje tu nazwa „carnage”. Na szczęście do tego nie dojdzie, bo właścicielem Bentleya Carnage nie jest angielski lord, tylko jakiś Rosjanin, który życzy sobie za niego jakieś 400 tys. zł z groszem.

Zdjęcia Suburbana: Hemmings, zdjęcia Bentleya: Avito.ru

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać