Wiadomości

Unia będzie wiedziała, ile pali twój samochód. Czy czekają nas kary dla kierowców?

Wiadomości 14.08.2019 325 interakcji
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 14.08.2019

Unia będzie wiedziała, ile pali twój samochód. Czy czekają nas kary dla kierowców?

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk14.08.2019
325 interakcji Dołącz do dyskusji

Komisja Europejska donosi: od 2021 roku w nowych samochodach pojawią się urządzenia zbierające i wysyłające dalej dane dotyczące emisji spalin i zużycia paliwa. Co to może oznaczać? Na przykład… sprzedawanie wraz z autem „pakietów spalania”.

Podobno klamka już zapadła: od 1 czerwca 2021 roku, wszystkie nowe samochody będą musiały być wyposażone w specjalne oprogramowanie. Jego zadaniem będzie nie tylko zbieranie parametrów jazdy, ale i przesyłanie ich dalej, do producenta. Dokładniej: chodzi o monitorowanie, ile dany samochód pali i emituje CO2. Dane będą przyporządkowane do numeru VIN danego egzemplarza, a producenci będą musieli co roku składać raporty do Komisji Europejskiej na temat tego, jak mocno ich produkty trują.

Wszystko po to, by tworzyć nowe prawo.

Przedstawiciele unijni zapewniają, że takie dane mają im pomóc w tworzeniu nowych norm emisji spalin. W idealnym świecie wyglądałoby to mniej więcej tak: „Hej, Helmut, zobacz: wszystkie samochody tak naprawdę palą więcej niż miały palić. Może w takim razie nasze normy są zbyt rygorystyczne i oderwane od rzeczywistości? Może trochę je poluzujemy, producenci przestaną kombinować i zaczną wydawać pieniądze na faktyczny rozwój, a nie na obchodzenie norm, a klienci będą mieli lepsze, bardziej trwałe samochody?”.

Niestety, taki scenariusz jest równie prawdopodobny jak ten, wedle którego na drzewie pod moim domem jutro zaczną rosnąć dolary. Europejscy komisarze zapewne już zacierają ręce wymyślając nowe, jeszcze surowsze normy. A wiedza na temat tego, któremu kierowcy samochód pali dużo, a któremu mało, bardzo im się przyda. Głównie do tego, by normami i ograniczeniami obciążyć nie tylko producentów, ale również i klientów.

polonez caro 1991
Polonez niczego nie zapisuje ani nie wysyła. I dobrze.

Odkurzam szklaną kulę i bawię się w wróżbitę.

Jak to wszystko może wyglądać za kilka lat? Pierwsza możliwość jest następująca: to kierowcy będą karani za to, że ich auta za dużo palą i emitują. Komisja Europejska narzuci dany limit (np. 5 litrów na 100 kilometrów). Jeśli ktoś jeździ za szybko, zbyt agresywnie albo np. za dużo ciśnie hybrydą w trasie (czyli w sytuacji, w której taki typ auta pali więcej) – zapłaci. Możliwe są też kary zależne od liczby przejechanych kilometrów. Robisz 5 tysięcy rocznie po mieście? Wszystko OK. Ale jeśli jeździsz 60 tysięcy po autostradach z gazem w podłodze, marny twój los…

Dzisiejsza technologia umożliwia już wysyłanie kierowcom wezwania do zapłaty przez internet. Nic nie stoi również na przeszkodzie, by policja przy okazji rutynowej kontroli sprawdzała spalanie auta. „Dzień dobry, przegląd jest? Oj, podświetlenie tablicy panu nie działa. A jak tam spalanko? Uuuu, osiem litrów, panie kierowco, co ja mam z panem zrobić…”

Kolejny scenariusz: będzie można „kupić sobie emisję”.

Koncerny samochodowe już od dłuższego czasu dogadują się między sobą tak, by płacić jak najmniejsze kary za przekroczenie emisji CO2. Fiat zapłacił Tesli za to, by ich samochody były liczone wspólnie. Dzięki temu gigantyczna emisja Jeepa Trackhawka jest „niwelowana” przez Teslę, która nie emituje nic. Jedni zarabiają, inni nie muszą płacić kar – i wszyscy są zadowoleni.

A gdyby tak kazać płacić klientom? Kto wie – może za kilka lat w salonie trzeba będzie zadeklarować średnie spalanie naszego samochodu? Wyobraźmy sobie, że dany model kosztuje 100 tysięcy złotych… ale z pakietem „spalanie 6 litrów”. „Spalanie 8 litrów” kosztuje dodatkowo 10 tysięcy, a 10 litrów: 20. Można to też oczywiście wliczyć w ratę miesięczną….

Pozostaje jeszcze jeden problem.

Wspomniane rejestratory parametrów będą kolejnymi urządzeniami, przez które ktoś będzie wiedział, gdzie, jak, którędy i jak często jeździmy. Dodajmy do tego automatyczne ograniczniki prędkości… a później zapewne również automatyczne wystawianie mandatów przez samochód (jestem przekonany, że stanie się to już niedługo). Chyba nawet ja w końcu będę musiał przejść na stronę #zawszegratem. Ale gratów też zakażą.

Nie będzie niczego!

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie