Testy aut nowych

Bajaj QUTE to wspaniały indyjski mikrosamochód. Nie wróżę mu jednak sukcesu na polskim rynku

Testy aut nowych 19.03.2019 199 interakcji
Michał Koziar
Michał Koziar 19.03.2019

Bajaj QUTE to wspaniały indyjski mikrosamochód. Nie wróżę mu jednak sukcesu na polskim rynku

Michał Koziar
Michał Koziar19.03.2019
199 interakcji Dołącz do dyskusji

Polski Romet od 2017 r. współpracuje z indyjską firmą Bajaj, produkującą motocykle oraz autoriksze i czterokołowce. Jednym z owoców tej umowy jest uroczy pojazd o nazwie (nomen omen) QUTE. Miałem niedawno okazję spędzić kilka chwil z tym 4-osobowym mikrosamochodem.

Bajaj QUTE to pierwszy indyjski lekki czterokołowiec, który uzyskał europejską homologację. W pewnym sensie jest rozwinięciem idei tuk-tuka. W Polsce jako pojazd na kategorię B1 Bajaj ma stanąć do walki z liderami tego niewielkiego rynku, takimi jak Aixam czy Ligier. Największym atutem nowego zawodnika przynajmniej w teorii jest cena. Czy indyjska koncepcja wyceniona na 25 tys. zł ma szanse na polskim rynku?

Na początku zaznaczę, że nie było szans na test drogowy. W tej chwili nie ma dostępnych zarejestrowanych egzemplarzy demonstracyjnych, więc musiałem ograniczyć się do manewrowania na placu firmy i macania auta na postoju. Mimo wszystko mogę już co nieco powiedzieć o tym czterokołowcu, choć nie należy tego traktować jako ostatecznego werdyktu. Swoje wrażenia z obcowania z Bajajem mogę określić w skrócie jako zauroczenie, ale nie do końca takie, jakiego się spodziewacie.

samochód na b1

Atos? To Ty?

Z zewnątrz model QUTE przywodzi mi na myśl Hyundaia Atosa. Tutaj w waszych głowach mogły już zrodzić się pytania typu „czy to pochwała?”; „czy to diss?” Odpowiem fragmentem znanego monologu skryby z filmu „Asterix i Obelix: Misja Kleopatra”:

Moim zdaniem to nie ma tak, że dobrze, albo że niedobrze.

Z jednej strony projekt Atosa to świetne wykorzystanie ograniczonej przestrzeni dostępnej w małym aucie. Ceną za walory praktyczna była niezbyt pociągająca aparycja. Podobnie jest z QUTE. Jego linia zapowiada dobrze zaplanowane wnętrze, ale jest trochę jak wyciosana siekierą, a potem dla niepoznaki nieco zaokrąglona szlifierką oscylacyjną. Nawet ozdobne przetłoczenia umieszczone na bokach czterokołowca nie są w stanie ukryć jego prostolinijnej natury. Wszystko tu wygląda topornie poza przodem, który wyróżnia się sympatycznym wyrazem twarzy. Można by rzec, że jest QUTE. Urocze wrażenie potęgują wymiary – długość i szerokość wynoszą odpowiednio 2752 mm i 1312 mm.

Czy ta prosta stylistyka jest w jakiś sposób odpychająca? Na pewno nie dla mnie. Lubię pojazdy bez zbędnych udziwnień, kanciaste, czasem nawet prymitywne, więc Bajaja polubiłem od pierwszego wejrzenia. W czasach fikuśnych linii i płynnych kształtów mikrosamochód taki jak QUTE może wręcz fascynować.

samochód na b1

Wnętrze – surowe i praktyczne.

W środku indyjskiego czterokołowca znalazłem raj dla motoryzacyjnych ascetów. Nie ma tu ani jednej zbędnej części, niepotrzebnie zwiększającej masę pojazdu. Do minimum ograniczono elementy pokryte jakimkolwiek materiałem. Plastikowe boczki drzwi i gumowa wykładzina – to wszystko, reszta to goła blacha i dach z tworzywa.

Siedzenia obito skajem, którego niewątpliwą zaletą jest łatwe czyszczenie. Taki materiał wywołał we mnie skojarzenia z dawną motoryzacją, dokładniej wczesnymi Fiatami 126p. Ogólnie cały bezkompromisowo surowy projekt wnętrza przywodzi mi na myśl Fiata 126p, tylko jeszcze bardziej spartańskiego. Coś pięknego, żadnych zbędnych upiększeń.

Deska rozdzielcza jest wręcz ascetyczna. Umieszczono na niej prędkościomierz z wyświetlaczem pokazującym aktualnie wybrane przełożenie oraz przebieg pojazdu, lewarek, małe radio (z pilotem!), ładowarkę i 2 schowki zamykane na kluczyk. Co ciekawe, w standardzie nie ma ogrzewania. Za jego montaż trzeba dopłacić 1000 zł.

samochód na b1

Być może zastanawiacie się na co komu aż dwa zamykane pojemniki na rękawiczki. Śpieszę z odpowiedzią

Prawdziwie indyjski czterokołowiec

QUTE jako pojazd wywodząc się w prostej linii od autorikszy, w swojej ojczyźnie występuje bez szyb. W związku z tym pierwsze egzemplarze prezentowane w Europie miały okna z z giętkiego przezroczystego materiału. Finalnie zamontowano szyby odsuwane, podobne do tych z Żuka. Ich zabezpieczenie jest dość umowne. Znając bolączki tego rozwiązania wykonałem prosty test. Popchnąłem od zewnątrz zamkniętą przednią szybę. To wystarczyło by wyskoczyła z zamknięcia, a środek Bajaja stanął przede mną otworem.

samochód na b1

Właśnie dlatego we wnętrzu znajdują się zamykane na klucz schowki. Jakiekolwiek realne zabezpieczenie przed otwarciem drzwi przez niepowołane osoby nie istniało nawet w założeniach. Rzeczy pozostawiane w Bajaju należy chować do schowków w desce lub niewielkiego bagażnika znajdującego się z przodu. Niestety, wspomniana przestrzeń ładunkowa pod przednią klapą nie imponuje rozmiarami. Zmieści się tam co najwyżej nieduży plecak.

samochód na b1

 

Doskonale wykorzystana przestrzeń.

QUTE dysponuje także niechronioną przestrzenią ładunkową. Za oparciem tylnych siedzeń znajduje się niewielki bagażnik. Można go oczywiście znacznie powiększyć składając kanapę. Dzięki temu, choć Bajaj jest maleńki, przewiezienie nim większej walizki nie będzie problemem.

Dobre wykorzystanie przestrzeni to niewątpliwa zaleta przybysza z Indii. Nie tylko dzięki przestrzeni na bagaż. Indyjski pojazd pomimo mikrych rozmiarów jest 4-osobowy w pełnym tego słowa znaczeniu. Mam 183 cm wzrostu, a siadając za ustawionym pod siebie fotelem kierowcy miałem mnóstwo miejsca na kolana i zapas przestrzeni nad głową. To jest prawdziwa rewelacja w samochodzie krótszym o 30cm od Malucha. W tym momencie moje skojarzenia ze 126p podupadły.

samochód na b1

Nie umarły jednak zupełnie, bo umocniło je wcześniejsze zajmowanie pozycji za kierownicą. Podobnie jak w samochodzie produkowanym przez FSM, zakres możliwego odsunięcia fotela wydaje się nieco zbyt mały przy moim wzroście. To zasadniczo jedyny zarzut do pozycji za kierownicą, ustawienie wszystkich przyrządów jest zupełnie przyzwoite. Co charakterystyczne, siedzi się tutaj w pozycji wyprostowanej, trochę jak w dostawczakach.

Premium? To rodzaj szynki konserwowej?

Kiedy już oswoiłem się trochę z indyjskim czterokołowcem, zacząłem się mu dokładniej przyglądać. Przekonałem się, że także na poziomie jakości wykonania jest spójny z całościową koncepcją. Nie przywiązano zbyt dużej wagi do nieistotnych kwestii, takich jak idealne spasowanie elementów nadwozia czy precyzyjne wykończenie łączeń blach.

samochód na b1

Gładkie i równe krawędzie plastików czy schludne malowanie również nie znalazły się najwyżej na liście priorytetów. Tak, na zdjęciu poniżej widzicie boczek maźnięty lakierem podczas malowania. Samo tworzywo użyte we wnętrzu także należy raczej do tych tanich. Szczelność nadwozia również nie jest wybitnie dobra.

samochód na b1

Bardzo dobrze, że Bajaj jest produkowany w ten sposób. To oznacza mniejsze koszty i szanse na lepszą cenę dla klienta. Bez zbędnego udawania premium, które stało się obsesją współczesnej branży motoryzacyjnej. QUTE ma przede wszystkim spełniać swoją funkcję i wycisnąć maksimum z ograniczonych wymiarów i budżetu. Toporny montaż to wyraźny sygnał – nikt nie rozdrabniał się tu na zbędne szczegóły. Wspaniała odtrutka jeśli musieliście ostatnio przejechać się prestiżowym autem w wersji premium exclusive ultimate highline.

Oszczędny i zwinny.

Z tyłu mikrosamochodu znajduje się zasilany wtryskiem jednocylindrowy 4-suwowy silnik o mocy 15 KM i pojemności 217 ccm, prawdopodobnie oparty na konstrukcji Hondy. Połączony jest z ręczną 5-biegową skrzynią. Oficjalnie podawane przeciętne spalanie to 3,6 litra na 100 km. Na prędkościomierzu QUTE zobaczymy maksymalnie 70 km/h, które możemy z powrotem zmienić w 0 km/h używając hamulców bębnowych. Masa własna czterokołowca wynosi 399 kg, a nalepka którą znalazłem na samochodzie wskazywała na ładowność rzędu 300 kg.

Choć nie miałem okazji jeździć Bajajem po ulicy, manewrowanie na placu wystarczyło by potwierdzić to czego się spodziewałem. Jak przystało na tak maleńki pojazd, indyjski czterokołowiec jest bardzo zwrotny.

samochód na b1

QUTE kontra polski rynek.

Choć możliwość jazdy czterokołowcem Bajaja na prawie jazdy kategorii B1 jest niewątpliwym atutem, nie spodziewam się by w Polsce miało to duże znaczenie. W naszym kraju samochody dla nastolatków to niezbyt rozbudowany rynek. Nie jesteśmy też na tyle rozwiniętym gospodarczo społeczeństwem, by wystarczająco wielu rodziców było stać na zapłacenie 25 tys, zł za pojazd, który będzie służył ich pociesze przez zaledwie 2 lata, do osiemnastki. Dodatkowo sprzedaż utrudnia to, że Bajaj jest za ciężki na kategorię AM. Nie ma szans na jeżdżenie nim w wieku 14 lat. Poza tym indyjski wygląd raczej nie podbije serc młodych.

Nadzieją dla Bajaja jest stanie się pojazdem do dostarczania pizzy czy innych posiłków, zamiast skutera, którego eksploatacja w zimne miesiące nie jest zbyt przyjemna. QUTE mógłby się też przydać jako transport wewnątrz zakładów przemysłowych, na polach golfowych itp.

Niestety, problemem jest cena ustalona na poziomie 25 tys. zł. To zaledwie 5 tysięcy taniej niż bazowa Dacia Sandero. To fakt, że nawet najtańszy Aixam jest sporo droższy, ale za to można nim jeździć z prawem jazdy AM i jest po prostu bardziej atrakcyjny wizualnie. Restauracje też raczej nie będą zbyt chętnie decydować się na dołożenie sporej kwoty do przeciętnej ceny zakupu skutera i zapłacenie 25 tys. zł by kupić indyjskiego czterokołowca. Zwłaszcza w sytuacji kiedy w cenie do 5 tys. zł mogą kupić szereg małych, podstarzałych, ale pełnoprawnych aut z instalacją LPG, które w ostatecznym rozrachunku okażą się tańsze w eksploatacji.

samochód na b1

Obniżka ceny może być konieczna.

Co do klientów przemysłowych i obsługi różnych obiektów o dużej powierzchni trudno mi się wypowiedzieć. Nie znam na tyle cen pojazdów konkurencji, nie wiem czy zarządzający przedsiębiorstwami będą skłonni wybrać droższy w eksploatacji napęd benzynowy zamiast bardzo taniego elektrycznego, montowanego choćby w popularnych Melexach. Wiadomo na razie tyle, że firmy nie walą drzwiami i oknami do salonów Rometa.

Mnie Bajaj QUTE zauroczył swoją prostotą i doskonale przemyślanym wnętrzem. Mimo to nie mogę udawać, że nie widzę przesady w jego cenie. Moim zdaniem indyjski czterokołowiec może zacząć się dobrze sprzedawać w Polsce, jeśli stanieje. W Indiach, gdzie cieszy się niezłą popularnością, kosztuje równowartość 11 tys. zł. To oznacza, że może być tańszy, po prostu indyjska firma przestrzeliła z ceną na Europę.

samochód na b1

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie