Felietony

Motoblender 19/2020: striptizerki zza szyby pickupa

Felietony 03.05.2020 663 interakcje
Tymon Grabowski
Tymon Grabowski 03.05.2020

Motoblender 19/2020: striptizerki zza szyby pickupa

Tymon Grabowski
Tymon Grabowski03.05.2020
663 interakcje Dołącz do dyskusji

Oto Motoblender numer 19 w tym roku. Ile można?

Ciekawy jest przypadek z Hondą w Stanach Zjednoczonych. Nowy szef Hondy na Kanadę, pan Leclerc, najdelikatniej mówiąc nie jest fanem samochodów elektrycznych. Uważa, że są one bez sensu. Nie jest przy tym denialistą klimatycznym i nie mówi „emitujmy sobie radośnie aż się ugotujemy”, ale twierdzi że polityczne naciski na przechodzenie na samochody elektryczne nie przyniosą spodziewanych efektów w postaci redukcji emisji gazów cieplarnianych. Twierdzi, że auta elektryczne są mało praktyczne, drogie i ogólnie ludzie ich nie chcą. Podobno badania wykazują, że Kanadyjczycy gotowi są dopłacić 700 dolców, żeby kupić samochód elektryczny. Tyle że zdaniem pana Leclerca, różnica między autem benzynowym a elektrycznym jest przeważnie dużo większa niż 700 dolarów kanadyjskich.

Słowa te są o tyle dziwne, że Honda planuje dwa nowe samochody elektryczne na rynek amerykański, a w Europie rusza ze sprzedażą małego auta o nazwie Honda e. Oraz zarzuciła projekt wodorowy Clarity – nie jest to pierwsza marka, która poddaje się z wodorem. Problem jednak w tym, że te elektryczne auta Hondy na rynek USA-ński są w planach na rok 2024, czyli przez trzy lata Honda nie będzie sprzedawać w Stanach nic elektrycznego. No to na wszelki wypadek dissuje elektryki, a w 2023 r. powie „nie no elektryki som spoko przecież, nigdy nic takiego nie mówiliśmy”. Ogólnie zastanawiająca jest ta niechęć producentów japońskich do samochodów elektrycznych. Tylko Nissan się z tego wyłamuje, od lat pompując Leafa. Zawsze mnie bawi jak gdzieś piszą, że Nissan nie ma w ofercie zwykłego samochodu kompaktowego. A to, co to jest?

samochody elektryczne dopłaty

Mam nadzieję, że te elektryczne auta Hondy nie będą wyglądały jak to.

Dzieci ukradły 46 samochodów. Nie można ich aresztować

Najwyraźniej kradzieże samochodów są w Stanach Zjednoczonych zbyt proste, bo grupa dzieci i nastolatków w wieku od 9 do 16 lat dokonała kradzieży aż 46 pojzdów w Północnej Karolinie. W sumie szajka zaatakowała 13 salonów 20 razy, za każdym razem skutecznie kradnąc nowe wozy. Co z nimi potem robili, nie wiem. W każdym razie policja odzyskała 40 z nich. Ja mając 16 lat ledwo wiedziałem jak prowadzić samochód, a co dopiero jak go ukraść. Czy Amerykanie zostawiają piloty do tych aut w salonie, czy jak? Wystarczy wejść, otworzyć szufladę i można zabierać fury? To chyba raj dla złodziei samochodowych, zwłaszcza tych nieletnich. Raj polega na tym, że nie można ich aresztować. Na czas trwania pandemii zawieszono zatrzymania nieletnich w tym stanie, więc jedyne co można było zrobić to powiedzieć „ale z was wredne dzieciaki!” i wypuścić całe towarzystwo do domu. Jedyna nadzieja, że rodzice wytłumaczą im, co zrobili nie tak. Choć bardziej jestem skłonny uwierzyć, że to właśnie od rodziców nauczyły się złodziejskiego fachu.

Seat traci projekt taniego auta elektrycznego dla grupy VAG

Seat nieustająco zbiera cięgi od losu. Miał współpracować z chińskim JAC-em w dziedzinie budowy taniego samochodu elektrycznego i wjechać z nim na rynek chiński. I co? I się nie udało, Volkswagen wykreślił Seata z tego projektu. Efektem współpracy miał być samochód na platformie MEB, swoisty następca dla Up-a, Citigo i Mii, może trochę większy, może bardziej formatu Polo, w każdym razie w pełni elektryczny. Chodzi o to, żeby robić mniejsze i tańsze auto elektryczne niż ID.3 za 30% euro mniej. No i właśnie to Seat miał… ale już nie będzie. To nie znaczy, że projekt został zarzucony. Po prostu Volkswagen poszukuje innej marki w swoim portfolio, która będzie mogła go poprowadzić. Mogę parę podpowiedzieć: np. MAN. Można by wtedy zrobić superbohatera: EV-MAN i dogadać się na część finansowania z Marvelem. MAN nie? No to Bugatti. Małe, elektryczne Bugatti. Oczywiście, że takie istniało już w przeszłości. Albo Lamborghini: zrobiliby mały, elektryczny ciągnik. Albo Bentley: mały, elektryczny Bentley, niby wszystko normalnie, ale w środku drewno ze specjalnego gatunku drzewa rosnącego tylko w ogrodzie Kim Jong Una w Korei Północnej, skąd tajni brytyjscy agenci wykradają nocami gałązki pod ostrzałem rakiet balistycznych.

Nie widziałem dawno czegoś bardziej odrażającego…

…niż pomysł Amerykanów z Portland, tj. klub go-go w postaci drive-thru. Też nie mogłem w to uwierzyć, nawet trudno to napisać. Go-go-drive-thru polega na tym, że w namiocie postawionym na parkingu dziewczyny tańczą na rurze w skąpych strojach do muzyki granej przez didżeja, a kierowca może się pogapić na kobiety i odebrać zamówione jedzenie bez wysiadania z samochodu. Wszystko to oczywiście z okazji pandemii. Jestem skrajnie zniesmaczony sytuacją, w której rednecki siedzą w swoim pickupie, za szybą wyginają się dla nich tancerki, a potem oni biorą te kleiste hamburgery i je żrą. Ameryka musi upaść.

Ostatnio ku wielkiej złości komentatorów pisałem o sprzedaży samochodów we Włoszech

Przypomnijmy, że w kwietniu spadła ona o 98% w stosunku do kwietnia roku ubiegłego, tzn. sprzedało się ok. 2000 aut. Ale jeszcze lepiej jest w Indiach, gdzie w kwietniu sprzedało się zero samochodów osobowych. Łącznie zero, zero koma zero zero. To jest jakieś. Myślę, że po raz ostatni tyle samochodów w Indiach sprzedało się w 1886 r. Uważam, że przykład indyjski jest zdecydowanie wart wprowadzenia na całym świecie. W każdym roku robimy jeden miesiąc, w którym nie sprzedaje się ani jeden nowy samochód. Taki motoryzacyjny post. Post-industrialny post. Lepsze to niż post mortem. W każdym razie mimo fali bluzgów jakie musiałem skasować, nic się w moim podejściu nie zmieniło. Nadal jestem fanem COVID-19, ale nie tyle cierpienia i duszenia się, ile tego fantastycznego spustoszenia, jakiego dokonuje on w świecie rozszalałej konsumpcji. Mój ulubiony mem z koronawirusem to ten:

motoblender

Audi, VW i Porsche wydłużają gwarancję o 3 miesiące

Skoro serwisy są zamknięte, to głupio byłoby zabrać ludziom gwarancję za to, że nie pojechali do serwisu. Choć w sumie wcale bym się nie zdziwił takim posunięciem ze strony producentów.  Oprócz grupy VW, gwarancję wydłużył też Aston Martin. Oraz koncern Hyundai-Kia. Kto nie wydłużył? Pozostali producenci. Wśród nich na przykład Tesla. Wiemy, że Elon Musk nie jest zwolennikiem restrykcji i ograniczeń nakładanych na czas epidemii, w związku z tym ma również wylane na gwarancje, które kończą się w tym czasie.

Jednak nawet decyzja VW nie odpowiada nam na pytanie: co zrobić, gdy w czasie pandemii boli nas ząb? Tzn. raczej co zrobić, gdy w czasie pandemii zepsuje się nam samochód na gwarancji, a serwis jest zamknięty, bo pandemia? Wtedy zapewne wystarczy postawić auto na kobyłkach i poczekać, aż pandemia się skończy. Minister zapowiada szczyt zachorowań na 32 listopada 2137 roku.

No i na koniec: elektryczna randka po chińsku

Pani jechała Teslą, zabrakło jej prądu. Nie wiem jak to możliwe, myślałem że Tesle jeżdżą w nieskończoność, ale nieważne – zabrakło to zabrakło. Na szczęście zatrzymał się mężczyzna prowadzący pojazd BYD Song PHEV, który postanowił pomóc tejże pani i podładować jej Teslę ze swojego silnika spalinowego. Dobrze, że w ogóle istniała taka możliwość – jedno auto ładowane przez drugie, i że państwo mieli ze sobą odpowiednie przewody. Wprawdzie moc ładowania wynosiła nędzne 2 kW i potrzeba było dwóch godzin, żeby Tesla mogła dotoczyć się brakujący kawałek do ładowarki, ale najważniejsze że się udało, a przy okazji doszło do zawarcia obiecującej znajomości BYD-a z Teslą. Być może połączy ich coś więcej niż kabel od ładowania.

motoblender

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać