Przegląd rynku

Nowy Mercedes za 1 proc. ceny miesięcznie – tak mówią reklamy. My sprawdzamy, jak jest

Przegląd rynku 14.03.2019 46 interakcji
Piotr Barycki
Piotr Barycki 14.03.2019

Nowy Mercedes za 1 proc. ceny miesięcznie – tak mówią reklamy. My sprawdzamy, jak jest

Piotr Barycki
Piotr Barycki14.03.2019
46 interakcji Dołącz do dyskusji

1 proc. wartości, około 1500 zł miesięcznie – tyle, według reklam, wystarczy, żeby jeździć nową klasą C. Czy faktycznie?

Zakup nowego samochodu to zawsze spory wydatek. Otwieramy cenniki i od razu rzucają nam się w oczy ogromne kwoty – od kilkudziesięciu tysięcy złotych do… górnej granicy właściwie nie ma. Perspektywa wydania takiej fortuny jednorazowo przeważnie odstrasza – co innego, jeśli to wszystko rozłożymy na jak najmniejsze części. 1500 zł nie brzmi już tak strasznie jak 150 000 zł.

I właśnie w ten sposób Mercedes (albo jego dealerzy) promuje miejscami nową klasę C. Chcesz Mercedesa prosto z salonu? Wystarczy 1500 zł miesięcznie. Ile w tym prawdy i gdzie jest haczyk?

Haczyk pierwszy – oczywisty.

Zgodnie z reklamą, którą podesłał mi Tymon, nowiutką klasą C można jeździć już za 1526 zł miesięcznie. Klientom indywidualnym trzeba jednak przypomnieć, że chodzi o wartość netto – brutto robi się z tego niecałe 1900 zł.

Dla przedsiębiorców wartość brutto oczywiście nie ma większego znaczenia, ale nowym Mercedesem mogą jeździć też ci, którzy nie mają działalności.

Zacznijmy więc od nich.

1500 zł brutto dla klienta indywidualnego za klasę C? Da się.

Muszę tylko zaznaczyć na wstępie jedno – do kalkulacji wzięty został absolutnie najtańszy Mercedes klasy C – wersja C 160 z zerowym wyposażeniem dodatkowym. Brutto kosztuje on 124 300 zł i… nie jestem pewien, czy chciałbym nim jeździć. Ale to jednak Mercedes – nowy i z salonu, więc pasuje.

Jako klient indywidualny mamy do dyspozycji – według strony Mercedesa – dwie formy kredytowania. 50/50, które na pewno nie sprowadzi raty miesięcznej do 1500-1900 zł, a także Flexi Kredyt. I to drugie rozwiązanie – z deklarowaną wpłatą własną, wysokością wykupu i długością finansowania – jest tym, czego szukamy.

Czy da się w ten sposób kupić klasę C za 1500 zł miesięcznie? Tak, o ile dokonamy wpłaty własnej w wysokości 29 proc. (36 tys. zł), spłacimy 36 rat, a potem wykupimy auto za 40 proc. (49 720 zł). W takim układzie rata wynosi 1533 zł brutto. Ile dopłacamy? Według Mercedesa – około 16 tys. zł.

Jeśli natomiast celujemy w 1900 zł (czyli wartość brutto z reklamowej oferty dla firm), możemy zmniejszyć ostatnią ratę balonową do 28 proc., czyli 34 804 zł, przy zachowaniu reszty parametrów na niezmienionym poziomie. Wiele nie oszczędzimy (suma kosztów – ok. 15 tys. zł), ale będzie nam lżej przy wykupieniu auta.

Haczyk drugi – ubezpieczenie.

Jeżeli nasz budżet na samochód to 1900 zł brutto miesięcznie i zdecydowaliśmy się na drugą opcję, to czas… cofnąć się do pierwszej. Do raty trzeba bowiem doliczyć ubezpieczenie, które – ponownie, według konfiguratora Mercedesa – kosztuje 368 miesięcznie.

Oczywiście jeśli mamy u swojego ubezpieczyciela lepsze warunki, możemy z nich skorzystać. Z 1902 zł robi się jednak w tym przykładzie 2270 zł (brutto). Z 1533 zł – 1901 zł.

Da się? Da.

Właściwie więc za 1900 zł, czyli reklamowe 1500 zł netto można mieć nową klasę C jako klient prywatny. I to faktycznie mieć, a nie tylko jeździć. Pod warunkiem, że wybierzemy największego golasa, a do tego mamy 36 tys. zł na start i prawie 50 tys. zł na wykup. A pomiędzy tym jeszcze po 1902 zł miesięcznie na ratę.

Oczywiście da się jeździć klasą C nawet taniej – graniczna wartość w kalkulatorze Mercedesa przy tym modelu to… 82 zł miesięcznie (bez ubezpieczenia). Ale to już raczej sztuka dla sztuki.

A co z klientem firmowym?

Ten ma do wyboru o wiele więcej opcji finansowania, ale skupmy się na tej, którą można zobaczyć na reklamie, czyli Lease&Drive 1 proc.

Haczyk trzeci – 1 proc. netto od wartości brutto.

Warunki Lease&Drive 1% są dość proste, przynajmniej na pozór. Wpłacamy 10 proc. wartości auta netto (w tym przypadku 10 106 zł), po czym przez miesiąc płacimy 1 proc. Po 24 lub 36 miesiącach – w zależności od opcji – oddajemy auto dealerowi lub wykupujemy za ustaloną kwotę (dla wariantu 36 miesięcy – 50 proc., dla 24 miesięcy – 60 proc.). Do tego w cenie mamy tzw. Pakiet Gwarancyjny.

Haczyk? Faktycznie płacimy 1 proc. wartości auta miesięcznie, tyle tylko, że płacimy 1 proc. netto od wartości auta brutto. Czyli rata za auto kosztujące netto 101 057 zł nie wynosi 1010, 57 zł netto, a 1243 zł netto. Nieładnie.

Haczyk czwarty – z ubezpieczeniem to to się nie uda.

Jeśli miesięczny koszt ma zamknąć się w reklamowych 1500 zł, to raczej nie zmieścimy się w tej kwocie z ubezpieczeniem. Dla 10-procentowej wpłaty własnej miesięczna rata wynosi 1243 zł netto, a ubezpieczenie (w wariancie 24-miesięcznym) – 414 zł.

W sumie – 1657 zł netto, nie licząc ubezpieczenia GAP. Chyba że możemy ubezpieczyć auto gdzieś indziej, na korzystniejszych warunkach.

Haczyk piąty – wykupić można, tylko czy warto?

Teoretycznie tak – jeśli zsumować wpłatę własną, raty i wartość końcową, to wygląda to ze wszech miar sensownie. Na tyle sensownie, że można nawet na poważnie rozważyć wykupienie auta z takiego leasingu po tych 2 czy 3 latach.

Jedyny problem w tym rozwiązaniu jest taki, że przez pierwsze lata trwania leasingu nie spłacimy zbyt wiele z całej wartości samochodu – najwyżej 40 lub 50 proc. Resztę będziemy musieli albo spłacić w jednej racie, albo ewentualnie finansować na inne sposoby, co może znacząco obniżyć opłacalność całego pomysłu.

Trzeba jednak pamiętać, że oferta z reklamy dotyczyła głównie samego jeżdżenia nowym Mercedesem – nie posiadania go. Więc to, czy opłaca się go wykupić czy też nie, to zupełnie inna kwestia.

To jak jest?

Oczywiście, da się jeździć względnie tanio nowym Mercedesem – i to nawet bez konieczności płacenia ogromnej kwoty na start. Problem pojawia się dopiero wtedy, kiedy zagłębimy się w szczegóły i zastanowimy się, co dalej – albo po okresie leasingu będziemy musieli auto oddać, co zresztą robi wiele osób, albo będziemy musieli wydać jednorazowo naprawdę sporo, żeby zostać jego właścicielem. Jak to mówią – nie ma okazji.

Inna sprawa, że wszystkie te kalkulacje przeprowadzono dla bazowo-bazowej wersji. Z kołpakami, halogenowymi reflektorami, 129-konnym silnikiem, manualną skrzynią biegów, materiałową tapicerką i smutnym, czarnym wnętrzem.

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać

Autoblog na Instagramie

Autoblog na Instagramie