Wiadomości

Co to tak zachrzęściło przy parkowaniu? Ach, to tylko obcierka za 120 tys. złotych

Wiadomości 28.07.2021 1000 interakcji

Co to tak zachrzęściło przy parkowaniu? Ach, to tylko obcierka za 120 tys. złotych

Paweł Grabowski
Paweł Grabowski28.07.2021
1000 interakcji Dołącz do dyskusji

Koszt naprawy samochodu elektrycznego bywa kosmiczny, nawet wtedy, gdy nie dojdzie do uszkodzenia baterii. 120 tysięcy złotych za tylny zderzak w Audi e-tron – no takie są ceny, proszę pana.

Naprawy nowych samochodów są coraz droższe. Skomplikowana konstrukcja karoserii i stref zgniotu, których zadaniem jest przyjęcie na siebie jak największej siły, powodują, że byle stłuczka na parkingu kończy się wymianą kosztownych części, bo zderzak pęka, zamiast się odkształcić. Do tego dochodzą wysokie koszty robocizny i szybko okazuje się, że naprawa Porsche Cayenne może kosztować tyle, co nowa Dacia Duster w Prestiżu, a uszkodzenie Lamborghini Urus od Mansory skończyłoby się palpitacjami serca u ubezpieczyciela sprawcy, oczywiście gdyby ubezpieczyciele mieli serca. Jednak w wysokich kosztach naprawy przodują samochody elektryczne. Mała dziura w podłodze Jaguara i-Pace kosztowała 155 tysięcy złotych. Nic dziwnego, że w Norwegii wolą złomować samochody elektryczne niż je naprawiać. Kolejny kamyk do ogródka chorych kosztów napraw postanowiło dorzucić Audi ze swoim e-tronem.

koszt naprawy samochodu elektrycznego 2
Jaki może być koszt naprawy samochodu elektrycznego po takiej stłuczce? Źródło: Autoevolution.com

13 czerwca tego roku w Audi e-tron należące do pana Stevena Burnsa wjechał inny samochód, powodując niewielkie uszkodzenia widoczne na zdjęciu. Właściciel myślał, że sprawa zakończy się szybko i tanio, a ubezpieczenie bez problemu pokryje koszty. Niestety pomimo upływu kilku tygodni auto nadal nie jest naprawione, a rachunek za naprawę można wstawić na okładkę dowolnego tabloidu z opisem faktura grozy (0 l.).

Koszt naprawy samochodu elektrycznego jest kosmiczny nawet wtedy, gdy bateria pozostała nietknięta

Ile może kosztować uszkodzenie takie jak na zdjęciu? Gdyby to był używany samochód, to naprawa zmieściłaby się w kwocie kilku tysięcy złotych. Ale skoro to nowe Audi, a do tego elektryczne, to niech będzie, że naprawa będzie trochę droższa. 20 tysięcy złotych? 30 tysięcy? (odpowiednio 10 i 15 tys., jeżeli zajmujesz się wycenami dla ubezpieczycieli). Otóż nie. Uszkodzenia widoczne na obrazku kosztowały około 120 tysięcy złotych (31 tys. dolarów). Po rabacie, bo przed nim trzeba byłoby zapłacić 150 tysięcy złotych.

Na dowód pan Steve zamieścił wycenę z serwisu, która przedstawia się następująco:

Tak przedstawia się koszt naprawy samochodu elektrycznego po delikatnej stłuczce. Źródło: Autoevolution.com

Przyjrzyjmy się temu rachunkowi. Same części to 32 tysiące złotych. W ich skład wchodzi nowy zderzak, nowe nadkole, nowy tylny panel nadwozia. Najdroższa jest robocizna, która wynosiła ponad 72 tysiące złotych. Nic dziwnego, że tyle delikatnie uszkodzonych aut trafia na aukcje, skoro naprawa kosztuje takie pieniądze. Zastanawia mnie jednak, co można robić przy tym samochodzie przez 82 godziny spędzonych na pracach związanych z nadwoziem. Od razu kojarzy mi się pewne ASO, w którym parę lat temu czas na wymianę oleju i filtrów ustawiono sztywno na 2,5 h i za tyle godzin się płaciło. Każda z nich kosztowała 210 zł. Po skończeniu gwarancji mnie – amatorowi z pożyczonym kluczem do filtra oleju wymiana zajęła 30 minut, łącznie ze sprawdzaniem kolejnych kroków na YouTube. Najwidoczniej fachowcy potrzebują więcej czasu.

Ponadto auto będzie miało malowane trzy elementy, żeby nie było widać różnicy odcieni pomiędzy nowym zderzakiem a sąsiadującymi elementami. Auto po skończonej naprawie uda się na pełną geometrię, tak żeby przywrócić mu stan fabryczny.

Swoją drogą, niektóre narzędzia do sprawdzania historii pojazdu pokazują wartość szkody. Gdy ktoś zobaczy historię tego Audi, to pewnie oczami wyobraźni będzie widział samochód z urwanym przodem, krwią w środku i dużymi zniszczeniami. A gdy uzyska zdjęcia naprawy, będzie zszokowany tym, jak bardzo się pomylił.

Ta stłuczka doskonale pokazuje jak będzie wyglądać przyszłość napraw powypadkowych

Staną się nieopłacalne. Rosnące koszty części i robocizny spowodują, że naprawy będą tak drogie, że odbije się to na wysokości składek ubezpieczeniowych, zarówno OC jak i AC. Spowodowanie stłuczki, która zakończy się regresem ubezpieczalni, może sprawić, że ktoś nagle pozostanie bez środków do życia. Wysokie koszty części spowodują rozwinięcie się druciarstwa. A nadal mówimy tylko o zwykłych stłuczkach, których jest pełno każdego dnia. Gdyby doszło do uszkodzenia akumulatorów, to koszt naprawy przekroczyłby wartość nowego samochodu. Ciekawi mnie tylko, czy wraz z rosnącymi kosztami napraw, zawód mechanika samochodowego stanie się chętniej wybierany przez młodych ludzi.

PS: Zapytacie ile kosztuje nowe Audi e-tron w amerykańskim salonie. Otóż dwa zderzaki, tj. 65 tysięcy dolarów. I to jest prawdziwa patologia.

Zdjęcie główne: Autoevolution.com

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać