Samochody używane

Jak to jeździ: Audi S6 C6. Ma dziesięć cylindrów, a kosztuje tyle co nowa Dacia Sandero

Samochody używane 02.08.2021 733 interakcje
Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk 02.08.2021

Jak to jeździ: Audi S6 C6. Ma dziesięć cylindrów, a kosztuje tyle co nowa Dacia Sandero

Mikołaj Adamczuk
Mikołaj Adamczuk02.08.2021
733 interakcje Dołącz do dyskusji

Audi S6 C6 wygląda niepozornie, ale kryje pod maską dziesięciocylindrowy silnik i nadal zapewnia bardzo dobre osiągi. To świetny wybór na autostradę w kategorii „auta za cenę Dacii Sandero”.

Nie jestem fanem Audi A6 C6. Ten samochód kojarzy mi się przede wszystkim z agresywnymi kierowcami, siejącymi postrach na trasach powiatowych. Oczami wyobraźni widzę już C6, które pędzi 150 km/h na ograniczeniu do 70, a kierowca nadużywa świateł drogowych i omija korek poboczem. Znacie ten obrazek z polskich dróg.

Najgorsze są czarne kombi. Przyciemnione szyby, chmura z rury wydechowej przy przyspieszaniu, naklejki na tylnej klapie skłaniające kobiety do obnażania się w zamian za słodycze… widzę to!

Jest jednak pewne czarne kombi, które polubiłem

Audi S6 C6 V10
Audi S6 C6 V10

Nie każde C6 powoduje u mnie chęć ucieczki. Niepozorny Avant, którym jeździłem kilka dni temu, nie jest zwykłym A6. Choć tak wygląda.

W cyklu „Jak to jeździ” często opisywałem samochody, za którymi oglądają się przechodnie. Przygotowując artykuły, widziałem wiele kciuków w górę i uśmiechów. Byłem też bohaterem wielu zdjęć robionych telefonami. Tym razem nic takiego mnie nie spotkało.

Rzeczywiście trzeba się znać na rzeczy, by zauważyć, że coś jest na rzeczy… nie, to zdanie brzmi słabo, przepraszam. Tak czy inaczej, testowane Audi S6 nie wyróżnia się zbyt mocno. Inny grill z przodu, zderzak z diodami, srebrne lusterka, cztery końcówki wydechu z tyłu, koniec. Nie ma nawet oznaczenia na klapie. Tylko skromny napis na błotniku informuje o nietypowym silniku, który zagościł tu pod maską.

Oto Audi S6 C6 V10 z 2006 roku

Gdy ten egzemplarz wyjechał z salonu gdzieś w Szwajcarii, jego właściciel mógł się chwalić, że kupił najmocniejsze możliwe A6. Jeszcze szybsza wersja RS6 trafiła do oferty dopiero dwa lata później. Gdy tak się stało, Audi miało naprawdę szeroką gamę wersji swojego modelu klasy wyższej. BMW oferowało albo zupełnie „cywilne” 550i albo agresywne i drogie M5. Mercedes sprzedawał E 500 albo 55 AMG. S6 było „czymś pomiędzy”. Tego typu – usportowione, ale jeszcze nie całkiem sportowe – wersje, konkurenci zaczęli oferować dopiero całkiem niedawno. Audi robi to od lat.

Audi S6 C6 ma pod maską 5.2 V10

Podobny silnik był stosowany w Lamborghini, choć z różnic między tymi jednostkami można by napisać pracę doktorską. W każdym razie koncepcja na V10 z kątem rozwarcia cylindrów wynoszącym 90 stopni, jest taka sama, co we włoskich supersamochodach. Czy właściciel Audi może się chwalić, że ma „motor Lambo”? Czasami może doprowadzić to do długiej dyskusji, więc lepiej się chwalić i szybko uciekać.

Moc tego kombi wynosi 435 KM, a moment obrotowy – 540 Nm. Nie ma turbo. Zastosowano bezpośredni wtrysk paliwa, co komplikuje plany miłośników LPG. Do tego napęd Quattro (60 proc. momentu na tył) i skrzynia automatyczna Tiptronic z sześcioma przełożeniami. Nie było S6 z „manualem”. Na przyspieszenie do 100 km/h, Audi S6 C6 Avant potrzebuje 5,3 s. Prędkość maksymalną ograniczono elektronicznie do 250 km/h.

Opisywany samochód jest w Polsce od dwóch lat

Audi S6 C6 V10
Audi S6 C6 V10

Ma przejechane 226 tysięcy kilometrów. Jak wygląda życie z S6? Trzeba przywyknąć do spalania („15-16 litrów na niemieckiej autostradzie, 20 litrów w mieście”) i wysokich kosztów serwisu. Duży silnik oznacza duże wydatki, bo trzeba go wyjmować niemal do każdej czynności w warsztacie. Za wymianę hamulców (ceramika na szczęście tylko w RS6, nie w S6), świec czy oleju też trzeba słono zapłacić. Opisywany egzemplarz przeszedł niedawno spory serwis za ponad 8 tysięcy złotych. Zadbano m.in. o zawieszenie.

Czy 5.2 to awaryjna jednostka? Na forach poświęconych Audi sporo słyszy się o „słynnych” klapkach w kolektorze dolotowym, które potrafią się urwać i zrobić spustoszenie w okolicy. Niektórzy wskazują też na kłopoty ze zbierającym się nagarem (dość typowa przypadłość motorów FSI z tamtych lat) i kosztowny rozrząd wraz z wariatorami.

Audi S6 C6 V10 – bagażnik. Bardzo duży.

Pytanie brzmi: czy jazda to wszystko wynagradza?

Gdy wsiadłem do powierzonego mi na test Audi S6 C6 V10, przypomniały mi się czasy, w których jeździłem A3 3.2. Podobny kokpit, taki sam zapach. Jednak S6 nieco lepiej zniosło próbę czasu. Typowe dla starszych Audi łuszczenie się gumy z przełączników tutaj dotknęło tylko pokrętło świateł. W A3 gorzej wyglądał m.in. panel klimatyzacji. Byłem też pod wrażeniem ekranu komputera pokładowego FIS, w którym działały wszystkie piksele. To nie takie oczywiste.

 

Audi S6 C6 V10
Audi S6 C6 V10 – wnętrze

Po odpaleniu silnika od razu słychać, że to nie jest „zwykłe” A6. Dziesięciocylindrowy motor brzmi ciekawie. Nie jest nachalny i nigdy nie robi się bardzo głośny. To w końcu samochód z seryjnym wydechem.

Podczas spokojnej jazdy, S6 jest… spokojne

Oprócz dyskretnej ścieżki dźwiękowej słyszalnej w tle, w korkach Audi S6 C6 V10 nie daje po sobie poznać, że ma aż 435 KM. Układ kierowniczy nie jest tak bezpośredni, jak w nowych modelach aut. Zachwyca za to zawieszenie, które zapewnia bardzo dobry komfort niezależnie od tego, czy jedziemy po równym asfalcie, czy po kocich łbach czy kostce.

Gdy robi się pusto i jest trochę miejsca, by sprawdzić, co potrafi V10, pierwsze mocne przyspieszanie może… rozczarować. Wolnossący silnik musi nabrać obrotów, reakcja na gaz wydaje się powolna, a skrzynia nie kwapi się do szybkiej pracy. „Oho, to taki krążownik” – pomyślałem.

Ale istnieje recepta na te problemy

2006 rok nie był jeszcze czasem samochodów z „magicznym przyciskiem” od trybów jazdy. Nie da się tutaj osobno ustawiać twardości zawieszenia, wzoru zegarów i natężenia dźwięku silnika (może to i lepiej). Nie ma trybu eko albo „indywidualnego”.

Audi S6 C6 V10

Ale za to da się przestawić lewarek skrzyni biegów w pozycję „S”. I naprawdę warto to zrobić. Wtedy Audi S6 C6 V10 zupełnie zmienia swój charakter. Krótki ruch prawej ręki zmienia to auto z leniwego połykacza kilometrów w coś o wiele bardziej agresywnego. Skrzynia zaczyna dawać z siebie wszystko, no i przede wszystkim niesamowicie wyostrza się reakcja na gaz. Można patrzeć, jak pasażer uderza głową w zagłówek. Osiągi robią oczywiście największe wrażenie przy prędkościach autostradowych, kiedy naprawdę można docenić pojemność silnika.

W takim ustawieniu S6 prowokuje do ostrzejszej jazdy, a nawet do szybkiego wjeżdżania w zakręty. Mityczne, okropne „wyjeżdżanie przodem” wcale mi tu nie doskwierało, choć S6 nie jest mistrzem błyskawicznej zmiany kierunku jazdy. Nic dziwnego, w końcu mierzy niemal pięć metrów i brakuje mu tylko 30 kilogramów do przebicia granicy dwóch ton na wadze.

Audi S6 C6 V10 – sytuacja rynkowa

S6 z polskich ogłoszeń kosztują od 40 do 65 tysięcy złotych. Egzemplarz ze zdjęć jest wystawiony na sprzedaż z ceną nieco niższą niż 60 tysięcy.

Czy to klasyk? Raczej nie. Poprzednie generacje S6 nadal nie są jeszcze poszukiwane przez kolekcjonerów. Rolę takiego modelu w gamie pełni – i będzie pełnić – RS6. S6 C6 ma co prawda parę dodatkowych „punktów za wyjątkowość” z powodu motoru V10, ale i tak póki co należy rozpatrywać ten wóz bardziej w kategorii „relatywnie niedrogie 400 koni”.

Audi S6 nie jest więc jeszcze youngtimerem. Jego niepozorność dla niektórych może być wadą, a dla innych zaletą, bo naprawdę mało kto spodziewa się takich – całkiem współczesnych – osiągów po zwykłym, czarnym kombi.

Nie jest to też samochód, o którym nie mogę przestać myśleć po przejażdżce, ale gdybym miał wybrać jakieś auto w cenie nowej Dacii Sandero, którym pojadę zaraz z Warszawy do Madrytu albo Lizbony, S6 byłoby bardzo mocnym kandydatem.

Fot. Chris Girard

Musisz przeczytać:

Musisz przeczytać