REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Netflix

Jest tylko jeden sposób na to, aby Netflix mógł całkowicie pokonać konkurencję

Współpraca z kinami - tylko w ten sposób Netflix może walczyć z konkurencją. Tak uważa jeden z założycieli Wild Bunch International, które zajmuje się dystrybucją i sprzedażą filmów. Patrząc na poczynania Disneya czy Warner Bros. Discovery, trudno odmówić mu racji.

netflix kino vod disney
REKLAMA

Korona króla streamingu platformie Netflix jak do tej pory z głowy nie spadła. Serwis musi jednak widzieć, że pretendenci do zajęcia jego tronu rosną w siłę. Branża VOD rozrasta się z każdym dniem. Na rynku pojawiają się nowi gracze, a coraz starsi wyjadacze rozpychają się na nim łokciami. Usługa tanio skóry nie sprzeda, ale żeby utrzymać się na szczycie, potrzebuje czegoś więcej niż wprowadzenia abonamentu z reklamami i kasowania mniej popularnych seriali.

Rozwiązanie problemu regularnie już spadającej liczby użytkowników i wpływów finansowych może przynieść współpraca z medium, z którym Netflix od dawna ostro konkuruje. Dość już wprowadzania na wielkie ekrany jedynie produkcji, które mogą przynieść platformie Oscara (np. "Nie patrz w górę") lub tytułów, na które wydano sporo kasy (np. "Gray Man" w Stanach Zjednoczonych). Ograniczona dystrybucja kinowa to za mało. Czas, aby ją poszerzyć - tak uważa założyciel i dyrektor sprzedaży międzynarodowej Wild Bunch International, czyli firmy zajmującej się dystrybucją i sprzedażą filmów.

REKLAMA

Dystrybucja kinowa ratunkiem dla Netfliksa?

Podczas konferencji w San Sebastain Vincent Maraval powiedział, że współczesny model dystrybucji widzi jako połączony ze sobą ekosystem. Myśląc o sprzedaży filmów, pierwsze do głowy, oczywiście przychodzą mu kina, ale trzeba też korzystać ze streamingu, aby rosnąć w siłę. Dla Netfliksa, z którym współpracuje ma natomiast jedną radę:

Szansą dla Netfliksa są kina. Jeśli Netflix chce przetrwać na rynku z lepiej skapitalizowanymi firmami jak Amazon czy Apple, musi wejść w układ z kinami.

Trudno odmówić Maravalowi racji, skoro dystrybucja kinowa wciąż przynosi największe zyski. Przecież po sukcesie "Batmana" David Zaslav doszedł do wniosku, że Warner Bros. Discovery musi wprowadzić zmiany do obranej przez jego poprzednika strategii względem streamingu. Serwis HBO Max zszedł dla niego na drugi plan i nie tylko naciska on na wyświetlanie filmów na wielkich ekranach, ale też postanowił skończyć z 45-dniowym okienkiem dystrybucyjnym.

Batman - HBO Max

Model funkcjonowania Netfliksa jest przestarzały

Platformy streamingowe dla większości ich włodarzy nie są obecnie jedynym (ani głównym) źródłem dochodu. Ten rynek nie jest przez nich postrzegany jako samowystarczalny, tylko dodatek do innych działalności. Aby się o tym przekonać wystarczy spojrzeć na Myszkę Miki. Disney jest wielkim koncernem i swoją markę dystrybutorską buduje przede wszystkim w kinach. Tak, wydaje tytuły skierowane prosto na Disney+, ale do platformy przyciąga też filmami, które niedawno bądź kiedyś tam gościły na wielkich ekranach.

Jeszcze kilka lat temu Netflix był usługą świeżą, oryginalną. Wraz z wejściem do gry wielkich koncernów medialnych z ogromnym zapleczem finansowym, jego działalność, nawet biorąc pod uwagę próbę wspierania się grami, wypada dzisiaj dość blado. A przecież ma produkcje, które w szranki o kinowych widzów mogłyby stawać z największymi. Nie trzeba daleko szukać. Wystarczy wspomnieć niedawne "Broad Peak". Ze względu na przepiękne zdjęcia film Leszka Dawida powinien rozgościć się na wielkich ekranach, a nie po krótkiej i ograniczonej dystrybucji trafiać na platformę.

Broad Peak - Netflix

Użytkownicy też skorzystaliby na filmach Netflix w kinach

Netflix kusi nowych użytkowników głośnymi tytułami z wielkimi nazwiskami stającymi po obu stronach kamery. Pomimo wysokich wyników oglądalności, prawdziwy komercyjny potencjał takich filmów jak "Czerwona nota" gdzieś się jednak na platformie gubi. Podobne tytuły w kinach mogłyby oddziaływać na widzów z większą mocą, co przyniosłoby dodatkowe (i z pewnością całkiem spore) dochody.

REKLAMA

Netflix co chwilę zalewa nas przytłaczającą liczbą premier filmowych. Coraz trudniej to wszystko śledzić. Gdyby produkcje zostały wyróżnione łatwą dostępnością w kinach, a więc normalną, a nie ograniczoną dystrybucją, nie tylko hajs by się zgadzał, ale też wyszłoby to na zdrowie i nam - zwykłym użytkownikom.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA