REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

"Kaczkowski odstawał od innych księży" - Piotr Trojan opowiada o swojej roli w filmie "Johnny"

"Johnny" to biografia księdza Jana Kaczkowskiego. Twórcy zdecydowali się opowiedzieć o ostatnich latach życia duchownego z perspektywy jednego z jego podopiecznych - Patryka Galewskiego, który na naszych oczach przechodzi niesamowitą przemianę. Wciela się w niego znany już publiczności z głównej roli w "25 latach niewinności. Sprawy Tomka Komendy" Piotr Trojan. W rozmowie z nami aktor opowiada, jak przygotowywał się nagrodzonej podczas festiwalu w Gdyni kreacji.

johnny piotr trojan wywiad ks kaczkowski
REKLAMA

"Od zera do bohatera" - tak swoją rolę w filmie "Johnny" widzi Piotr Trojan. W biografii księdza Jana Kaczkowskiego wciela się on w Patryka Galewskiego, czyli recydywistę, którego duchowny sprowadza na właściwe tory. Ta kreacja była dla aktora prawdziwym wyzwaniem. Włożył mnóstwo wysiłku, aby się do niej należycie przygotować. Nie tylko rozmawiał z pierwowzorem swojego bohatera, ale też przeszedł szkolenie z pracy w kuchni czy hospicjum. Było warto, bo jego występ został uznany za najlepszą pierwszoplanową rolę męską podczas niedawno zakończonego FPFF w Gdyni.

REKLAMA

Johnny - wywiad z Piotrem Trojanem

Rafał Christ: W "Johnnym" grasz Patryka Galewskiego. Można o nim powiedzieć, że jest poczciwym skazańcem. To już kolejna taka rola w twoim dorobku.

Piotr Trojan: Ostatnią rzeczą, jaką powiedziałbym o Tomku Komendzie to, że był poczciwym skazańcem. Tomek spędził w więzieniu 18 lat za zbrodnię, której nigdy nie popełnił. Jego historia jest na wskroś tragiczna i bolesna. Z kolei Patryk, jakby nie było, miał z prawem na bakier. Był skazywany za drobne kradzieże, czy rozboje. Spędził za kratami nieporównywalnie mniej czasu, ale była to słusznie zasądzona kara. I właśnie ta różnica, ten nowy kontekst były czymś, z czym chciałem się zmierzyć. Bo to nie jest tak, że dostałem scenariusz "Johnny'ego" i sobie pomyślałem: "o, coś takiego już grałem, będzie mi łatwiej". Ten tekst był po prostu bardzo dobrze napisany. To jest niesamowita historia. Pamiętam, jak rozmawiałem ze scenarzystą Maciejem Kraszewskim i się go wypytywałem, czy to wszystko naprawdę tak wyglądało.

Johnny - Piotr Trojan

Co cię najbardziej w tej historii zaskoczyło?

Jestem po szkole salezjańskiej i spotkałem w swoim życiu wielu księży. Jan Kaczkowski odstawał od nich wszystkich. Nie znałem jego historii, wiedziałem tylko, że ktoś taki był. Dlatego te wszystkie zwroty akcji, sposób w jaki ta opowieść się układa, były dla mnie zaskakujące. Poza tym uznałem, że zagranie Patryka będzie interesującym wyzwaniem aktorskim. W końcu moja postać przechodzi drogę od zera do bohatera, a w międzyczasie czeka go wiele wewnętrznych przemian. To było arcyciekawe, bo musiałem odegrać cały rollercoaster stanów emocjonalnych.

W dodatku wiedząc, że zobaczy to pierwowzór twojego bohatera…

Patryk nie był jedynym punktem odniesienia. Bardzo szybko doszedłem do wniosku, że nie chcę odwzorowywać go w 100 proc. Jak zacząłem zgłębiać materiał, dowiedziałem się, że ksiądz Kaczkowski pomógł wielu chłopakom. Spotkałem się z częścią z nich i dużo rozmawialiśmy. Wszyscy są wrażliwi i po przejściach. Ksiądz Kaczkowski, nie ma co się oszukiwać, uratował im życie. Ta praca w hospicjum ich zmieniła, pozwoliła wjechać na właściwe tory. Postanowiłem więc skorzystać także z ich doświadczeń.

Patryk jest oczywiście trzonem mojego bohatera. Z innymi chłopakami rozmawiałem także o nim. Tak było właściwie z każdym, z kim się spotykałem - od kucharki, przez rodzinę księdza Kaczkowskiego, po dyrektorkę hospicjum. Zdobywałem tę wiedzę, żeby przekazać, to zabrzmi górnolotnie, jakąś prawdę o swoim bohaterze. Inaczej widzisz sam siebie, a inaczej widzą cię ludzie wokół. Ja chciałem to wszystko jakoś połączyć i nie odtwarzać kogoś, kto istnieje, tylko stworzyć postać bardziej uniwersalną.

Jak na to wszystko zapatrywał się Patryk? To w końcu jego historia.

Patryk znał scenariusz i go zaakceptował. Ja przeanalizowałem z nim cały tekst, punkt po punkcie. Dopytywałem go o różne rzeczy, bo przecież nie mogłem czerpać z tego, jaki jest teraz. To już zupełnie inny człowiek - inaczej mówi, inaczej się rusza, inaczej zachowuje. Ja odgrywam pewien etap jego życia, który on ma już za sobą. Musiałem czerpać z jego opowieści. Czujnie ich słuchałem, wyłapując niuanse, kiedy na przykład się zawiesza, czy o czym mówi mu się trudniej. Ja na tej podstawie budowałem potem postać. A miałem ogrom materiału.

Patryk jest facetem, który mówi o wszystkim bez ogródek. To ja się bardziej o niego bałem niż on o siebie. Wiesz, zaraz ludzie poznają całą jego historię. Nie będą to tylko obcy, ale też najbliżsi. Na to trzeba być gotowym psychicznie. On stwierdził, że jest. Być może potraktował to jako swego rodzaju spowiedź, może uznał za terapię, ale dzielił się każdymi, nawet najbardziej intymnymi szczegółami swojego życia. Te spotkania okazały się bardzo owocne. Byłem nimi zachwycony.

Johnny nie jest dla Piotra Trojana filmem robionym dla kasy

To co najbardziej chciałeś w swojej kreacji uwydatnić?

Chciałem jak najlepiej oddać wszystkie emocje mojej postaci. Tak, żeby widz współodczuwał je ze mną. Bo wiesz, ja nie tylko rozmawiałem z ludźmi i sobie notowałem ważne informacje. Przechodziłem też szkolenie z pracy w kuchni i pracy w hospicjum. Nie traktowałem swojej roli jako czegoś do odhaczenia – odegrania i zapomnienia. To nie jest jeden z tych filmów, które powstają dla kasy. To ten sam przypadek co "25 lat niewinności. Sprawa Tomka Komendy" - takie produkcje robi się z zupełnie innych pobudek, to są ważne projekty. Po seansie musi coś w widzach zostać. W przypadku "Johnny’ego" myślę, że będzie tego całkiem sporo.

"Johnny" to film, w którym oprócz historii przyjaźni Patryka i księdza Kaczkowskiego, poruszony jest również temat śmierci. A z niezrozumiałych powodów panuje wokół niej społeczne tabu, o tym się nie rozmawia. Nie potrafimy się z nią oswoić. Ta produkcja trochę w tym pomaga. Kiedy byłem w hospicjum w Pucku, jego dyrektorka Anna Labuda, opowiadała mi jak to wszystko wygląda. Wcześniej takie placówki postrzegałem jako zło konieczne. Rodzina nie chce się kimś opiekować, więc go do nich oddaje. A prawda jest zupełnie inna. Ludzie zaznają tam spokoju. Godzą się ze swoim odejściem. I nie umierają na złość komuś, tylko dlatego że mogą.

Dla mnie najważniejszą nauką jaka płynie z mojej roli i przy okazji całego filmu, to nie oceniać ludzi i ich nie przekreślać. Patryk jest inteligentnym, wrażliwym i empatycznym facetem. Ale to też dzieciak z ulicy. Opowiadał mi, że kiedyś nie mógł nawet przejść się po rynku w Pucku, żeby policja go nie zatrzymała. A dzisiaj? Szliśmy tamtędy i on się ze wszystkimi witał. Widać było, że jest lubiany. Tak samo w restauracji na Helu, w której jest szefem kuchni. Ja w niej byłem i widziałem jaka radosna atmosfera tam panuje. To niesamowite, bo przecież gdyby nie ksiądz Kaczkowski, Patryk prawdopodobnie nigdy by do takiego etapu w swoim życiu nie doszedł.

Johnny - Dawid Ogrodnik - Piotr Trojan

Włożyłeś w tę rolę mnóstwo pracy i widać, że się w jakiś sposób zżyłeś ze swoją postacią. Czy trudno było się z nią rozstać?

To nie jest tak, że się zżywam z postaciami i trudno mi się z nimi rozstać. Do każdej roli podchodzę jak do jazzowania. Zbieram wszystkie materiały, a potem muszę się od nich uwolnić. Bo to musi być przefiltrowane przeze mnie. Korzystam również z własnych doświadczeń. Później to oglądam i wtedy zaczynam się zastanawiać – jak ty to zagrałeś? Co to był za stan? To była poranna godzina? Bohaterowie na ekranie są wypadkową wielu różnych czynników.

Gdy gram na planie jestem w 100 proc. skupiony na pracy. Odcinam się wtedy od wszystkiego, co może mnie rozpraszać. Nie wychodzę ze znajomymi, nie spotykam się z rodziną, nie czytam książek, nie oglądam filmów, żeby nie zburzyło mi to roli. Potem, kiedy już wracam do normalnego życia i patrzę jak coś zagrałem, nie jestem w stanie tego powtórzyć. "Johnny" jest tutaj świetnym przykładem.

Od początku wiedzieliśmy, że będziemy nagrywać offy dopiero po zmontowaniu filmu. Kiedy już do tego doszło i próbowałem znowu wcielić się w Patryka, Daniel Jaroszek, reżyser zwrócił mi uwagę, że to jest już inny Patryk. Nie miałem tego głosu co na planie. Bo wiesz, to była zupełnie inna sytuacja. Ja wtedy funkcjonowałem na innych zasadach. Na przykład Dawidowi Ogrodnikowi, wcielającemu się w księdza Kaczkowskiego, kazano tyć, a mi chudnąć. Więc on od rana zajadał się pączkami, a ja siedziałem i piłem napoje bez cukru. Zrzuciłem w ten sposób kilka kilogramów. Chodziłem głodny, więc zachowywałem się i grałem inaczej.

Agata Kulesza nauczyła Piotra Trojana higieny pracy

To tak w pigułce, jaki jest dla ciebie klucz do dobrego aktorstwa?

Nie ma takiego klucza. Zawsze to mówiłem moim studentom w Szkole Aktorstwa Machulskich. Jedyną rzeczą, do której jestem przekonany jest to, że każdy musi znaleźć swoją indywidualną metodę. Trzeba poczuć własną wrażliwość - sposób poruszania się, mówienia, wszystkiego. Jak ktoś zaprasza mnie na casting, jestem przekonany, że chce zobaczyć mój pomysł na daną postać. Ja muszę coś zaoferować, a nie po prostu odegrać, na przykład wesołego pana ze stacji benzynowej. Muszę udowodnić reżyserowi, że powinien mnie zatrudnić.

Nawet jeśli uważasz to za sprawę indywidualną, to chyba podpatrujesz metody kolegów i koleżanek po fachu.

Szczerze przyznam, że tęsknię za czasami, kiedy pracowałem na etacie w teatrze. Tam się dużo rozmawia o tym, jak coś zagrać. Z innymi aktorami spędzasz przecież mnóstwo czasu i można wszystko przedyskutować. W filmie czy serialu tempo jest zabójcze. Ale oczywiście, czerpię z moich doświadczeń z Jowitą Budnik na planie "Szadzi", czy z Agatą Kuleszą podczas pracy nad "25 latami niewinności". Bardzo je cenię, bo to aktorki, które czytają tekst i on działa. Słuchając ich, oczami wyobraźni przenosisz się do świata przedstawionego i widzisz grane przez nie postaci.

Piotr Trojan - fot.: Magda Michalak
REKLAMA

Pamiętam jak grałem Tomka Komendę, który naprawdę często przychodził na plan. Robiliśmy raz scenę powrotu do domu, który wyglądał niemal identycznie jak mieszkanie, w którym dorastał mój bohater. Kątem oka patrzyłem na niego i zauważyłem, jak nagle wybiega. To mnie paraliżowało. Agata Kulesza powiedziała mi wtedy, że muszę się od tego odciąć i jedyne, co mogę zrobić, to jak najlepiej zagrać tę postać. To jest higiena pracy, jaką od niej przejąłem.

Dziękuję za rozmowę.

Dziękuję.

"Johnny" w kinach od 23 września.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA