REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Uncategorized

Profesor oskarżony o molestowanie sugeruje, że to on jest ofiarą. Co się dzieje na polskich uczelniach?

Prof. Andrzej Markowski, słynny językoznawca, wiosną tego roku został odsunięty od prowadzonych przez siebie zajęć i wydalony z Uniwersytetu Warszawskiego. Komisja Rektorska ds. Przeciwdziałania Dyskryminacji na UW uznała za uzasadnione zarzuty o wieloletnie molestowanie seksualne przez niego studentek. Niedługo po zerwaniu współpracy, Markowski założył bloga, w którym, poza tematami językoznawczymi, odnosi się również do oskarżeń, pisząc o nich z perspektywy ofiary.

uniwersytet molestowanie seksualne językoznawca blog uczelnia mobbing
REKLAMA

Prof. dr hab. Andrzej Markowski to znany polski językoznawca, gramatyk normatywny i leksykograf. W tym roku był zmuszony rozwiązać współpracę z Uniwersytetem Warszawskim w związku z wieloma zarzutami o molestowanie seksualne studentek, które Komisja Rektorska uznała za uzasadnione.

Co wiadomo oficjalnie: w grudniu 2021 roku Markowski rozwiązał stosunek pracy z UW (ze skutkiem na 31 marca 2022), został też odsunięty od zajęć w związku z postępowaniem. W kwietniu tego roku zaprzeczył w oświadczeniu zarzutom dopuszczania się przemocy seksualnej i ogłosił, że nie zastosowano zasady domniemania niewinności, a zarzuty nie zostały sformułowane w oficjalnym postępowaniu.

21 marca na łamach "Tygodnika Powszechnego" pojawił się reportaż "Językoznawca: molestowanie seksualne na UW" - głos zabrało w nim sześć z siedmiu oskarżających Markowskiego kobiet. Autorce tekstu udało się również dotrzeć do tych osób, które zarzucają mu podobne czyny, ale nie skierowały swojej skargi do Komisji. Wśród skarżących znalazły się zarówno byłe, jak i obecne studentki, doktorantki i wykładowczynie.

REKLAMA

To był dzień obrony mojej pracy. Odpowiedziałam na pytania, wyszłam z gabinetu, profesorowie mieli się naradzić. Gdy wróciłam, profesor powiedział, że zdałam z wyróżnieniem, na piątkę. Podszedł do mnie, przycisnął mnie do siebie, włożył język do ust. Dwa metry dalej stał drugi profesor, patrzył w okno

- mówiła jedna z ofiar, a to zaledwie jedna z wielu podobnych opowieści.

23 marca rektor UW - Alojzy Nowak - złożył zawiadomienie do prokuratury o możliwości popełnienia przestępstwa. 5 kwietnia Markowski oświadczył w swoich social mediach: "zostałem nakłoniony do złożenia wymówienia w grudniu 2021, nie tylko MIESIĄC PRZED WYDANIEM OPINII komisji, ale nawet PRZED wezwaniem mnie do przesłuchania przez komisję (zlekceważono zasadę prawa, audiatur et altera pars)! Wskutek wymówienia NATYCHMIAST odsunięto mnie od zajęć ze studentami. Takie postępowanie mojego byłego pracodawcy uniemożliwiło mi poznanie zarzutów zawartych w skardze i konkretne odniesienie się do nich. Rozwiązanie umowy nastąpiło z dniem 31 marca wyłącznie ze względu na to, że zgodnie z prawem może być ona rozwiązana tylko z końcem semestru. Nie istnieje możliwość, by osoby mnie skarżące nie wiedziały o odsunięciu mnie od pracy już w grudniu. Poinformowanie gazet nie stanowiło więc formy nacisku na opieszały uniwersytet, lecz środek dalszego i szerszego szkalowania mnie".

Mecenas Karolina Kędziora, prezeska zarządu Polskiego Towarzystwa Prawa Antydyskryminacyjnego, podkreśliła, że po zbadaniu sprawy opinia potwierdziła wiarygodność zarzutów. Czyny Markowskiego zostały nazwane molestowaniem, opisany został też mechanizm działania, którego elementem było wykorzystywanie statusu psychicznego poszkodowanych. "Wiemy, że profesor używał swojej władzy, która wynikała ze sprawowanych przez niego licznych funkcji, by stosować przemoc seksualną".

Teraz, kilka miesięcy później, Markowski prowadzi swój blog - ni to kącik językoznawczy, ni to pamiętnik poszkodowanego. Trudno powiedzieć, by w tej sytuacji opinia publiczna wydała już jakikolwiek wyrok, bowiem zdania wciąż są podzielone, a profesor posiada wielu obrońców. Nie sposób jednak lekceważyć serię niezależnych zeznań osób z różnych szczebli uniwersyteckiej rzeczywistości - tym bardziej, że wynik wewnętrznego śledztwa jest jednoznaczny. Przyznajcie: jest coś surrealistycznego w rzeczywistości, w której w sieci pojawiają się pełne przerażających zeznań reportaże, środowisko UW toczy batalie w komentarzach, a prof. Markowski argumentuje na swoim blogu, że nie mógł przycisnąć ofiary do ściany, bo "w pokoju, w którym odbywały się seminaria, wszystkie ściany są zastawione krzesłami, szafami, tablicą".

Rektor UW, choć oskarżany o dwumiesięczny brak reakcji, milczenie i ciche odsunięcie profesora od obowiązków, wreszcie zareagował stanowczym oświadczeniem, wyrazami solidarności i zgłoszeniem zawiadomienia do prokuratury. Biorąc pod uwagę liczne niedawne afery (o tym niżej) wybuchające w środowisku uniwersyteckim w ostatnim czasie, które zazwyczaj ściągały fale krytyki na władze uczelni, brak szybkiej i jednoznacznej reakcji jest dość zastanawiający. Tak czy owak - na rozwój tej sprawy przyjdzie nam jeszcze trochę poczekać.

Sakndale na polskich uniwersytetach

W ostatnich latach trochę się tego nazbierało. No bo tak:

  • 2020 rok. RPO podjął sprawę przemocy werbalnej i fizycznej, zachowań seksistowskich i molestowania ze strony niektórych pracowników Śląskiego Uniwersytetu Medycznego. Skargi studentów i absolwentów wskazują na stałą i powszechną praktykę, na którą władze uczelni nie reagowały;
  • Również 2020 rok, Uniwersytet Jagielloński. Przeciwko wykładowcy podpisało się 20 osób, dwie kobiety złożyły też skargi indywidualne. Prowadzący miał "wybierać w prowadzonych przez siebie grupach studentki, którym podczas indywidualnych spotkań składał seksualne propozycje. Miał również domagać się udostępniania numerów telefonów, dotykać studentek podczas egzaminów i spotkań indywidualnych, a także w chamski sposób komentować ich wygląd".
  • 2021. Znowu UW. Komisja dyscyplinarna ds. studentów i doktorantów UW stwierdziła, że doktorant wydziału "Artes Liberales" Marcin Kozak podawał i sprzedawał środki psychoaktywne studentom. Doktorant został wydalony z uczelni. Ten sam doktorant jest również oskarżany o gwałt na studentce.
  • 2021. Na Politechnice Krakowskiej wszczęto postępowanie wyjaśniające w sprawie aż trzech wykładowców Wydziału Architektury, którym kilka studentek zarzuca molestowanie seksualne.
  • 2022. Pojawiły się informacje o znęcaniu się psychicznym oraz poniżaniu studentów i doktorantów Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego przez niektórych pracowników, a także o ich seksistowskich, ksenofobicznych i homofobicznych wypowiedziach. Rektor zapewnia, że wobec osób, które przekroczyły zasady Akademickiego Kodeksu Wartości zostaną wyciągnięte konsekwencje. Jedna osoba z władz Instytutu Historii Sztuki Uniwersytetu Jagiellońskiego złożyła już dymisję z pełnionej funkcji.
REKLAMA

A było tego więcej.

Według Agaty Szypulskiej, prawniczki w Zespole do spraw Równego Traktowania Biura RPO, aż 40 proc. ankietowanych studentek i studentów przyznaje, że doświadczyło molestowania. Co gorsza, często ze strony wykładowców i w przestrzeni publicznej.

Problemem w tym kontekście był i jest brak przemyślanych, jednolitych i powszechnie przyjętych standardów antydyskryminacyjnych i antymobbingowych na polskich uczelniach. Niedobór odpowiednich mechanizmów sprzyja rozmaitym patologiom i uniemożliwia studentom podjęcie równej walki. Dobrze, że w ostatnich latach starania o nagłośnienie podobnych skandali i wyciągnięcie konsekwencji z winnych przybrały na mocy. Wygląda na to, że to jedyna droga.

Zdjęcie główne: Shutterstock/Prostock-studio

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA