REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

"Powódź '97" jak polski Czarnobyl. Świetny dokument na YouTubie pokazuje skalę zaniedbań

Na początku sierpnia 1997 roku - równo ćwierć wieku temu - żywioł odpuścił i zakończyła się wielka powódź, zwana potocznie powodzią tysiąclecia. Dwa dni temu na jednym z youtube'owych kanałów odbyła się premiera filmu "Powódź '97", który przypomina o nieprawdopodobnej skali zaniedbań w tym okresie - i wzrusza znacznie bardziej niż niejeden fabularny wyciskacz łez.

powódź 97 1997 film dokument tragedia zaniedbania
REKLAMA

"Powódź '97" to film dokumentalny zrealizowany przez twórców z kanału ciekawehistorie, którzy w oparciu o reportaże, materiały prywatnych telewizji, relacje i urywki programów informacyjnych stworzyli niezwykle treściwy, a zarazem poruszający obraz.

Zaczęło się - jakżeby inaczej - nagle. Niż z Włoch starł się z wyżem ze wschodu, generując olbrzymie ilości deszczu - w jednym miejscu na przestrzeni kilku dni spadło tyle wody, ile normalnie spada przez całe miesiące. Bombardowany kroplami opadami obszar między Wrocławiem, Katowicami i Brnem obejmuje ujścia wielu rzek, których stan szybko się podniósł.

REKLAMA

"Powódź '97" świetny dokument

System monitorowania i ostrzegania wówczas nie istniał. Trudno było jednak przeoczyć poważne podniesienie poziomu wody w rzekach - alarmy i sygnały były jednak uparcie ignorowane. 7 lipca kierownik stacji badawczej poinformował, że zagrożenie już minęło - stan wody zaczął opadać. Nie było to prawdą. Ze względu na ten śmiertelnie poważny błąd nikt nie zarządził ewakuacji. Ufający władzom mieszkańcy miast siłą rzeczy również nie podjęli żadnych działań.

Jako pierwsze pod wodą znalazły się Prudnik i Głuchołazy. Późnym wieczorem 7 lipca fala przelała się przez wały, zalewając jedną trzecią Kłodzka. Do miasta nie można było dojechać, a ewakuacja stała się możliwa jedynie drogą powietrzną. Mieszkańcy na dachach budynków czekali na ratunek. A to był dopiero początek.

Sprawę bagatelizowano również w innych miejscowościach. Zapewniano, że zabezpieczenia dadzą sobie radę. Żartowano. A potem ludzie zaczęli się topić. Tkwili na dachach i drzewach, przemarznięci, przerażeni i wyczerpani, próbując ratować, co tylko się da - czyli niewiele. Dostawy prądu zostały przerwane. "Gorzej niż wojna, bo przed wojną można było uciec" - mówi jedna z kobiet w materiale. Pomiędzy 18 a 22 lipca wystąpiła druga fala opadów, która spowodowała jeszcze większe wezbrania.

Przerażającą skalę zniszczeń można było ocenić dopiero wtedy, gdy woda przepłynęła dalej, obnażając zrujnowane ulice i budynki. Wówczas dał o sobie znać głód i brak środków do życia. Zginęło 56 osób, a w wyniku samobójstw - kolejnych 50. Utonęło blisko milion zwierząt hodowlanych, których nie dało się ewakuować. Straty w Polsce oszacowano na około 3,5 miliarda dolarów.

Powódź '97: o skutki makabrycznych wydarzeń nie można obwiniać jedynie żywiołu

Pomoc nadciągała z północy i spoza granic - konwoje często prywatnych samochodów dostarczały wodę pitną, gromadziły najpotrzebniejsze artykuły. Gdy było po wszystkim, bezradne, pozbawione wszystkiego ofiary skierowały swój gniew na rząd i premiera Włodzimierza Cimoszewcza. Krytyka w związku z zaniedbaniami była ogromna. Premier jeszcze bardziej podkopał swój wizerunek mówiąc, że ludzie, którzy się nie ubezpieczyli, sami są sobie winni.

Zastanawiano się, jakim cudem wojsko nie było w stanie zabezpieczyć czegoś tak podstawowego, jak łączność w czasie zagrożenia (śmigłowce nie były w stanie kontaktować się z bazą); jakim cudem władze tak bardzo nie doszacowały niebezpieczeństwa; jakim cudem kondycja sporej części wałów i zabezpieczeń okazała się fatalna. Gdzie w uprzedzonych wcześniej większych miejscowościach (Wrocław) podziały się służby i koordynatorzy działań cywilów? Gdzie zorganizowane akcje ratunkowe?

Dobrze, że nie mogą państwo słyszeć komentarzy - często są bardzo brutalne w stosunku do resortu Ministerstwa Spraw Wewnętrznych i Administracji. Pan minister Sobotka za propozycję poratowania Wrocławia za pomocą dziesięciu Motorol usłyszał kilka określeń, których autorzy wskazywali na dobrą znajomość jego matki. Dotyczyło to też pana ministra Millera. Ludzie pytają: po co nam państwo, które w ogóle nie pomaga?

- słyszymy w filmie.
REKLAMA

"Powódź '97" cechuje się świetnym usystematyzowaniem zebranych materiałów - chronologią, szczegółowym opisem tła tych wydarzeń, przyczynami (atmosferycznymi i ludzkimi) oraz tym, co najgorsze - skutkami. To bodaj najlepszy dokument dotyczący tragedii sprzed ćwierćwiecza, uwypuklający szereg dramatycznych w efekcie zaniedbań. Mnogość wypowiedzi ofiar i innych nagrań z tamtego okresu pozwala tym widzom, których powódź bezpośrednio nie dotknęła lub którzy jej nie pamiętają, wyobrazić sobie skalę tragedii. Pierwszorzędna robota.

Powódź '97
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA