REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Tokarczuk nie chce, by czytali ją "idioci". To chyba było o wszystkich Polakach poza "elytą"

Olga Tokarczuk dosyć otwarcie pokazała swoje nastawienie do większości Polaków i każdym, kto kiedykolwiek śmiał ją skrytykować. Noblistka wyznała, że "literatura nie jest dla idiotów", a jej czytelnicy są podobni do niej, bo to prawdziwi intelektualiści. Wypowiedź z festiwalu Góry Literatury rozgrzała media społeczności i doprawdy trudno się temu dziwić.

olga tokarczuk góry literatury 2022
REKLAMA

Na festiwalu Góry Literatury Olga Tokarczuk wypowiedziała się na temat swojej literatury i tego, do kogo kieruje swoje książki, choć znacznie istotniejsze wydaje się to, dla kogo noblistka nie pisze i co myśli o czytelnikach.

W sieci pojawiło się nagranie z festiwalu Góry Literatury, na którym Olga Tokarczuk, pisarka, laureatka literackiego Nobla tłumaczy, dla kogo pisze książki, a w zasadzie dla kogo ich nie pisze. Jej wypowiedź od razu spotkała się z falą (słusznej) krytyki, choć gdzieniegdzie pojawiają się głosy bardzo jej przychylne.

REKLAMA

Olga Tokarczuk mówiła tak:

Nigdy nie oczekiwałam, że wszyscy mają czytać i że moje książki mają iść pod strzechy. Wcale nie chcę, żeby szły pod strzechy. Literatura nie jest dla idiotów. Żeby czytać książki trzeba mieć jakąś kompetencję, trzeba mieć pewną wrażliwość, pewne rozeznanie w kulturze. Te książki, które piszemy, są gdzieś zawieszone, zawsze się z czymś wiążą.

Nie wierzę, że przyjdzie czytelnik, który kompletnie nic nie wie i nagle się zatopi w jakąś literaturę i przeżyje tam katharsis. Więc piszę swoje książki dla ludzi inteligentnych, którzy myślą, którzy czują, którzy mają jakąś wrażliwość. Uważam, że moi czytelnicy są do mnie podobni, piszę jakby do swoich krajanów.

Z wypowiedzią Olgi Tokarczuk jest kilka problemów. Pomińmy ten najbardziej oczywisty, czyli przekonanie, że każdy kto czyta, kocha i rozumie książki noblistki jest jej "krajanem", a reszta to idioci.

Znacznie ważniejsze wydaje mi się to, że autorka „Biegunów” literaturę traktuje bardzo, bardzo instrumentalnie.

Z jej wypowiedzi bije przekonanie, że literatura jest królową wszystkich sztuk (można powiedzieć – królową życia) i nie każdy jest godny, aby stanąć przed jej szlachetnym obliczem. Noblistce nie przyszło chyba do głowy, że do obcowania z literaturą wystarczy prosta umiejętność polegająca na łączeniu ze sobą liter i układaniu je w słowa, a następnie zdania. I nie, do czytania książek nie potrzebne są żadne kompetencje, co powinien wiedzieć każdy, kto miał w rękach którąś z celebryckich autobiografii.

Zgadując trochę, co artystka ma na myśli, zakładam, że mówi ona raczej o tej literaturze pisanej z wielkiej litery – takiej, jak jej własne książki. I rzeczywiście, jak to się mówi, im więcej wiesz, tym więcej widzisz, a więc z dzieła, dowolnego, możesz wyciągnąć więcej, jeśli masz odpowiednie kompetencje kulturowe. Tyle tylko, że dotyczy to każdego medium opowiadającego historie, każdego przejawu ludzkiej kreatywności. Obcowanie z grą komputerową, komiksem, serialem czy filmem będzie tym bogatsze im więcej wiesz. Ba! Nawet turystyczny wypad do innego miasta może być czymś więcej, jeśli coś o nim wiesz.

Literatura nie jest tu w żaden sposób uprzywilejowana.

Powiem nawet więcej – ta literatura w dzisiejszych czasach świetnie odnajduje się nie w opasłych tomiszczach, a w scenariuszach seriali, gier, komiksów, a czasem nawet na deskach teatrów. Co z tego, że odbiorca poznaje historie i inne punkty widzenia z padem w ręce czy zatopiony w świetnym filmie? Dlaczego literatura ma być lepszym środkiem opowiadania historii, niż na przykład teatr Kabuki, seria płaskorzeźb na drzwiach katedry albo opera rockowa? Odnoszę wrażenie, że Olga Tokarczuk tak bardzo broni statusu literatury… bo sama się nią zajmuje.

Przy okazji Tokarczuk zapomina, że odkąd napisze książkę, to ta przestaje być jej własnością i każdy, powtarzam, każdy, nawet największy "idiota" może z nią zrobić, co mu się podoba.

Filozof Richard Rorty mówił nawet, żeby pojęcie "interpretacji" zastąpić pojęciem "użycie".

Bo każdy człowiek, czy jest „krajanem” Olgi Tokarczuk czy nie, myśli, pragnie, ma jakąś wrażliwość, ma swoje doświadczenia i sztukę odczyta właśnie na ich podstawie. I na tym przecięciu komunikatu autora i pragnień odbiorcy dzieje się prawdziwa magia interpretacji, której noblistka nie rozumie.

tokarczuk nobel idiota
Olga Tokarczuk
REKLAMA

Budowanie narracji, że tworzy się coś wyjątkowego, coś niedostępnego dla zwykłych ludzi jest asekuranckim wykorzystywaniem literatury do podbudowania własnego ego i połechtania próżności wszystkich, których zalicza się do swojego elitarnego grona. Rzecz w tym, że ten elitaryzm, tak samo jak nagrody literackie czy kanony "książek, które trzeba znać" są konstruktem społecznym, efektem pewnej umowy, która z jakiegoś powodu wyklucza tych wszystkich, którzy nie mieli tyle szczęścia (i może talentu), aby otrzymać liczne literackie nagrody i w sztuce szukają… ucieczki. Radosnego eskapizmu, niekoniecznie zaś testu wiedzy, złożonej gry z czytelnikiem czy widzem. Kompetencje kulturowe są ważne, ale to nie one decydują o tym, czy ktoś jest "idiotą" czy modelowym czytelnikiem książek Olgi Tokarczuk.

Na odwrocie noblowskiego medalu zapisano maksymę z "Eneidy" Wergiliusza, którą można przetłumaczyć jako "Uczyńmy życie lepszym przez naukę i sztukę". I nie ma tam, ani słowa o tym, kto na te sztukę zasługuje.

*Tekst pierwotnie ukazał się 18 lipca.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA