REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

"Kos" będzie "ostry jak szabla". Czyli jaki? Pytamy twórców filmu o Tadeuszu Kościuszce

W 2023 roku ekrany kin podbije "ostry jak szabla" film "Kos". Bujać to my. Już my znamy te wszystkie chwyty marketingowe, a potem załamujemy ręce nad kolejną polską superprodukcją historyczną. Czy tak będzie i tym razem? Twórcy i aktorzy zapewniają, że nie. Udało nam się z nimi porozmawiać i zapytać, czego należy się spodziewać po nadchodzącej produkcji o Tadeuszu Kościuszce.

kos film wywiad zdjęcia
REKLAMA

Dołącz do Amazon Prime z tego linku, skorzystaj z promocji (30 dni za darmo) i kupuj taniej podczas pierwszego Amazon Prime Day w Polsce. Listy najlepszych ofert znajdziesz tutaj.

Pamiętacie te wszystkie polskie filmy historyczne, na które chodziliście całą klasą, byle tylko nie siedzieć na lekcjach? Oglądanie ich było równie porywające, co czytanie lektur szkolnych i tylko myśl o wizycie w McDonald’s pozwalała wam wytrzymać seans. "Kos" ma być zupełnie inny. To co prawda opowieść o Tadeuszu Kościuszce rozgrywająca się wiosną 1794 roku, ale według zapewnień twórców i aktorów będzie przede wszystkim produkcją rozrywkową.

REKLAMA

W oficjalnej informacji prasowej czytamy, że "Kos" jest "ostrą jak szabla, porywającą i nowoczesną, wypełnioną wartką akcją i emocjami uniwersalną opowieścią o ludziach, którzy w imię wolności i równości, pokonali wzajemne uprzedzenia i dzielące ich różnice". Brzmi interesująco? Producenci, twórcy i aktorzy składali podczas spotkania z prasą szumne deklaracje. Zgodnie z ich słowami ma to być western kościuszkowski z elementami kina akcji i kina przygodowego, w którym nie zabraknie humoru. Aha. Czyli na co dokładnie należy się nastawiać?

Odpowiedź na pytanie czym dokładnie będzie "Kos" nie jest wcale taka łatwa. Film kosztuje ponad 20 mln zł. Jak zaznacza dyrektor Polskiego Instytutu Sztuki Filmowej Radosław Śmigulski jest to superprodukcja, ale tylko jak na warunki polskie. Nie należy spodziewać się rozmachu na miarę hollywoodzkich blockbusterów. W podobnym tonie w rozmowie ze mną wypowiadał się reżyser Paweł Maślona:

Dużo się mówi o rozmachu realizacyjnym. Ja nie wiem, czy słusznie. Czy ten film ma taki rozmach? Może tak, jeśli porównamy go do polskich produkcji powstających za kilka milionów zł. Jeśli jednak chcielibyśmy postawić go obok tytułów hollywoodzkich, będzie to dosyć kameralne kino, które na wszelkie możliwe sposoby próbujemy wypełnić akcją. Nie chodzi też o sceny akcji dla samych scen akcji. One są po prostu nieodłączną częścią opowiadanej historii.

I chociaż od "Kosa" nie należy wymagać hollywoodzkiego rozmachu, to jego rozmach z pewnością będzie europejski. To w końcu produkcja międzynarodowa. Zaangażowany jest w nią Daniel Baur z niemieckiej grupy K5 International, platforma streamingowa Viaplay, a Polskę w towarzystwie producentów reprezentują Leszek Bodzak i Aneta Hickinbotham, którzy odpowiadali wcześniej m.in. za nominowane do Oscara "Boże Ciało". Scenarzystą jest natomiast Michał A. Zieliński nagrodzony za swój tekst w konkursie Script Pro 2020.

Kos - o czym będzie film?

Akcja "Kosa" rozgrywa się na kilka dni przed insurekcją kościuszkowską. W Polsce wrze, a do kraju wraca Tadeusz Kościuszko. Planuje on wzniecić powstanie przeciwko Rosjanom, angażując do tego szlachtę i chłopów. Towarzyszy mu wierny przyjaciel i były niewolnik Domingo, którego drogi w pewnym momencie krzyżują się z losami Ignaca – szlacheckiego bękarta, walczącego o nadanie mu herbu i majątku po zmarłym ojcu. Jak więc widać wątków jest całe mnóstwo. Założenie produkcji okazuje się jednak nad wyraz proste.

Chcemy opowiedzieć o konkretnych ludziach, z różnymi motywacjami i celami. Wszyscy oni trafiają w jedno miejsce, a wokół nich rozgrywa się wielka historia. Tytuł nie jest jednak przypadkowy, bo to opowieść o Kościuszce. Pisząc scenariusz, pomyślałem sobie jednak, że warto zrobić krok do tyłu. Niech to będzie dobry film, bez względu na to o kim by on nie był. Chodzi o to, aby fabuła była ciekawa, emocjonująca i dotyczyła osób, z którymi można się utożsamiać. Otoczka historyczna jest dodatkiem. Ona ma tylko uatrakcyjniać ciekawą opowieść

- mówi Zieliński.

"Kos" wyrósł z przekonania, że postać Kościuszki jest "zbrązowiała". Jak sam twierdzi, Zieliński chciał go ożywić, bo to był "facet, który wyprzedzał swoje czasy". Charakteryzował się cechami pożądanymi również dzisiaj. Z jednej strony był gorliwym patriotą, a z drugiej postępowcem. Co więcej był też inżynierem, artylerystą i logistykiem. Scenarzysta to właśnie chce pokazać. Takie podejście wymagało od niego odklejenia się od pewnych faktów historycznych, aby "odchodząc od podręczników, iść w kierunku ludzkich emocji".

Kos - Jacek Braciak - Tadeusz Kościuszko - fot.: Łukasz Bąk

Kos - reżyser chce opowiedzieć o przemocy

Scenarzysta zaznacza, że "Kos" nie będzie filmem z narzuconym przesłaniem. Zieliński ucieszy się nawet jeśli ktoś z widzów po seansie pomyśli sobie "o, jaka świetna scena walki". Ma jednak nadzieję, że publiczność odnajdzie w nim kilka warstw. Bo dla niego znajduje się tam aspekt "osobistej wolności w trudnej sytuacji" oraz sposobu, w jaki Polacy dokonywali historycznych wyborów, który miałby zmusić do zastanowienia się, co można było zrobić lepiej. Paweł Maślona mówi natomiast, że chciałby opowiedzieć o przemocy:

Co to znaczy być ofiarą przemocy? Co to robi z człowiekiem? Do czego prowadzi? O tym chcę mówić najbardziej. Dla mnie ważne jest, aby ludzie zobaczyli, że to wszystko, co będzie działo się na ekranie, jest o świecie, w którym przemoc jest na porządku dziennym. Chodzi mi o przemoc systemową, czyli traktowanie ludzi jak podludzi. To jest część naszej historii i naszego dziedzictwa.

Chociaż "Kos" jest głęboko zakorzeniony w naszej historii, okazuje się również opowieścią uniwersalną. W rolę Dominga – czarnego towarzysza Kościuszki – wciela się Jason Mitchell znany z roli Eazy-E w "Straight Outta Campton". On zauważył, że w scenariuszu polska kultura przecina się z losami Afroamerykanów. Dlatego postanowił wziąć udział w tym projekcie.

Przede wszystkim, lubię opowiadać prawdziwe historie. Nie jest to łatwe, kiedy fabuły ciągle są te same i bez przerwy robi się filmy o niewolnikach. To jest powtarzalne. Praca nad "Kosem" jest dla mnie odświeżająca. Przez sposób, w jaki opowiada o ludzkich zmaganiach, jest zakorzeniony nie tylko w polskiej kulturze, ale także historii czarnych. Przechodziliśmy przez identyczne problemy. To będzie piękne, bo pokażemy na ekranie, że wszyscy jesteśmy tacy sami, bez względu na to, jakim językiem mówimy i jakiego koloru mamy skórę. To ważne, aby patrzeć na świat z takiej właśnie perspektywy. Ludzie za bardzo przywiązują się do narzucanych etykiet i stereotypów. Mam nadzieję, że ta produkcja to zmieni

- mówi Mitchell.

Kos - Jason Mitchell wie, że to będzie ważny dla Polaków film

Mitchell rozumie, jaka odpowiedzialność na nim spoczywa. Wie, że to będzie ważny dla Polaków film, dlatego chce wypaść jak najlepiej. Wspomniana przez niego uniwersalność opowieści ułatwia mu zadanie. Poza tym jest też zachwycony ekipą, zaangażowaną w powstawanie "Kosa". Jak sam mówi, przyszło mu pracować z "najlepszymi aktorami, jakich w życiu spotkał". Prócz niego na ekranie zobaczymy m.in. wcielającego się w tytułową rolę Jacka Braciaka, Bartosza Bielenię kreującego Ignaca oraz Roberta Więckiewicza jako rosyjskiego rotmistrza.

Kos - Bartosz Bielenie - Ignac - fot.: Łukasz Bąk

Jeśli na dźwięk określenia polski film historyczny dostajecie drgawek, nie bójcie się. "Kos" zapowiada się na produkcję, która zmyje niesmak po tych wszystkich klasowych wycieczkach do kina na przesiąknięte nieznośną martyrologią rodzime tytuły. Dlatego nawet sam scenarzysta zaznacza, że nie wie, czy szkoły się na niego wybiorą, ale ma nadzieję, że pójdą na niego uczniowie. Jak to jednak będzie, przekonamy się dopiero w 2023 roku.

Disney+ zadebiutował w Polsce. Tutaj kupisz go najtaniej.

REKLAMA

Publikacja zawiera linki afiliacyjne Grupy Spider’s Web.

*Zdj. główne: "Kos"/fot.: Łukasz Bąk

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA