REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. VOD

"Doktor Strange 2" już na Disney+. Widzowie chcą premier VOD coraz szybciej i szybciej

Półtora miesiąca - tylko tyle czasu minęło od kinowej premiery "Doktora Strange'a w multiwersum obłędu" do jego wejścia na Disney+. To krótkie okno dystrybucyjne, o którym kiedyś mogliśmy jedynie pomarzyć, staje się już standardem. Platforma Myszki Miki bierze bowiem przykład z HBO Max. I oby tak już zostało.

doktor strange 2 disney plus premiera
REKLAMA

Załóż konto Disney Plus z tego linku, skorzystaj z promocyjnej ceny (2 miesiące gratis).

"Doktor Strange w multiwersum obłędu" prosto z kin trafił na Disney+. Na wielkim ekranie zagościł jakoś na początku kwietnia. Po nieco ponad 45 dniach debiutuje zaś do streamingu. A przecież tak krótkie okno dystrybucyjne jeszcze nie tak dawno Myszce Miki się nawet nie śniło. Zanim Disney wystartował ze swoją platformą, standardem było 90 dni. Potem ten okres się stopniowo kurczył. Ale nawet poprzedni film Marvel Studios dystrybuowany przez wytwórnię, czyli "Eternals", musiał czekać prawie 70 dni, zanim pojawił się online.

Szybkie przeniesienie "Doktora Strange'a w multiwersum obłędu" z wielkiego ekranu na Disney+ sugeruje, że krótkie okna dystrybucyjne zapoczątkowane przez HBO Max stają się już regułą. Korzystają na tym widzowie, ale wielkie wytwórnie już niekoniecznie. Wciąż więcej zarabia się dzięki wyświetlaniu filmu w kinach. Nikt przy zdrowych zmysłach nie pomyśli jednak, aby wrócić do czasów, zanim HBO Max wyznaczyło nowe standardy w kwestii wypuszczania hitów na platformy VOD.

REKLAMA

Doktor Strange 2 już na Disney+.

Disney+ nie może sobie pozwolić, by być gorszym od swojego konkurenta. Zgodnie z zapowiedziami "Batman" pojawił się na HBO Max jakieś 45 dni po swojej premierze kinowej. "Doktor Strange w multiwersum obłędu" potrzebował na to niewiele więcej. Hollywoodzkie okno dystrybucyjne uległo skróceniu, a teraz nie może się już wydłużyć do dawnego stanu, bo użytkownicy platform streamingowych nie wybaczą tego wielkim wytwórniom. Hollywoodzkie studia nauczyły nas wygody, a my przyjęliśmy ją z całym dobrodziejstwem inwentarza.

Doktor Strange w multiwersum obłędu - Disney+

Co prawda ciągle jeszcze głównym źródłem dochodu dla wielkich wytwórni jest dystrybucja kinowa. To wyświetlanie filmów pokroju "Doktor Strange w multiwersum obłędu" na wielkim ekranie wciąż przynosi większe zyski, niż po wpuszczeniu ich do sieci. Nie tak dawno nie brakowało przecież wyliczeń, ile to milionów dolarów dana produkcja nie straciła przez to, że zamiast premiery w tradycyjnym modelu doczekała się debiutu hybrydowego lub w ogóle tylko online. Niestety, dla gigantów takich jak Disney czy Warner Bros. Discovery z tej drogi nie ma już odwrotu.

"Doktor Strange w multiwersum obłędu" musiał szybko wejść na Disney+, gdyż pandemia i Netflix zmieniły nasze przyzwyczajenia w konsumpcji filmów. Gdy kina pozostawały zamknięte miesiącami, to był nasz jedyny sposób na oglądanie nowości, w tym również blockbusterów. Początkowo dystrybutorzy wprowadzali swoje tytuły tylko do streamingu bardzo niechętnie, a potem próbowali przejść na model hybrydowy, który okazał się daleki od idealnego. Temu wszystkiemu towarzyszyła ożywiona dyskusja na temat sensowności takiego podejścia. W końcu jednak HBO Max znalazło złoty środek.

Disney+ idzie w ślady HBO Max, ale nad obiema firmami tak naprawdę wisi ślad serwisu Netflix.

Wytwórnia Warner Bros. zdecydowała ostatecznie, że wszystkie ich filmy bez wyjątku po 45 dniach od premiery kinowej będą trafiać na HBO Max. Dzięki temu taka "Diuna", "Matrix Zmartwychwstania" i ostatnio "Batman" oraz "Fantastyczne zwierzęta: Tajemnice Dumbledore'a" jeszcze na dobre nie zeszły z wielkich ekranów, a już je można było obejrzeć w zaciszu swojego domu. Bez względu na to, czy święciły na dużym ekranie triumfy, czy okazały się zawstydzającą wpadką. My z kolei szybko się do tego przyzwyczailiśmy. Platforma wyznaczyła więc nowy standard, który właśnie podłapał Disney+.

Wejście "Doktora Strange'a w multiwersum obłędu" na Disney+ zaledwie półtora miesiąca po premierze kinowej oznacza, że czasy kiedy na legalne obejrzenie filmowego hitu musieliśmy czekać w nieskończoność, odeszły do lamusa. Teraz serwisy VOD czują bowiem presję, którą wywiera Netflix. Streamingowy gigant wypuszcza kolejne tytuły z prędkością światła. O dystrybucję kinową, dba tylko wtedy, gdy walczy o Oscary. Inne usługi nie mają takiego luksusu, bo są powiązane z klasycznym Hollywood.

REKLAMA

Chociaż na Disney+ i HBO Max filmów oryginalnych nie brakuje, to ich liczba nie może się równać z tą, którą oferuje Netflix. Mogą wybić się więc na jego tle, jedynie kusząc nas szybkim dostępem do kinowych hitów. Okno dystrybucyjne raczej się bardziej nie skurczy, ale i tak jest o wiele lepiej, niż było jeszcze przed pandemią. Przynajmniej teraz ci, którzy wolą "wielkie filmy" na jeszcze większym ekranie mogą skorzystać z takiej opcji. Pozostaje nam tylko cieszyć się z takiego stanu rzeczy i mieć nadzieję, że po "Doktorze Strange'u w multiwersum obłędu" Myszce Miki w nawyk wejdzie wprowadzanie na swoją platformę tytułów, szybciej nawet niż jest to dla niej opłacalne.

Publikacja zawiera linki afiliacyjne Grupy Spider's Web.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA