REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Twórcy "Pierścieni Władzy" wciskają fanom kit. Gdzie to wzorowanie się na Tolkienie, o którym tyle kłamią?

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" jest chyba pierwszym serialem w historii, który jest tak znienawidzony jeszcze przed premierą. Amazon co kilka tygodni prezentuje nowe zdjęcia i wywiady z twórcami, ale fani za każdym razem mają tę samą odpowiedź: "Nie chcemy tego". Dla ich udobruchania showrunnerzy podkreślają na każdym kroku, że robią wszystko tak, jak chciałby tego J.R.R. Tolkien. Szkoda tylko, że zupełnie tego nie widać.

władca pierścieni pierścienie władzy jrr tolkien
REKLAMA

Serial "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" z oczywistych względów od początku musiał mierzyć się z olbrzymimi oczekiwaniami widzów. Fani fantasty od dawna czekają na produkcję godną "Władcy Pierścieni" i wczesnych sezonów "Gry o tron", ale raz za razem spotyka ich rozczarowanie. Olbrzymi budżet serialu Amazon Prime Video wydawał się możliwą odpowiedzią na część problemów gatunku. Wystarczyło jednak, że firma pokazała pierwsze zdjęcia i teaser, by wybuchło ogólnoświatowe oburzenie.

Amazon bardzo długo nie podejmował żadnych kroków zaradczych. Wyglądało to tak, jakby chciał przeczekać wściekłość fandomu "Władcy Pierścieni". Gdy okazało się to niemożliwe, dopiero postanowiono zainterweniować. W magazynie "Empire" ukazał się obszerny materiał poświęcony serialowi z wypowiedziami showrunnerów, J.D. Payne'a i Patricka McKaya, a także różnych członków obsady.

REKLAMA
Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy - zdjęcia

W pierwszym momencie z wypowiedzi, udzielonych przez twórców, bije przede wszystkim olbrzymia asekuracja. Obaj w żadnym razie nie chcą, żeby "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" był porównywany z trylogią Petera Jacksona i "Grą o tron". Nie chcę być niemiły, ale to po prostu nie jest możliwe. Te produkcje będą ze sobą zestawiane, co jest zresztą naturalne. Pierwsza rzecz, jaką zrobili fani po opublikowaniu materiałów z serialu, to właśnie porównanie go do filmowego "Władcy Pierścieni" i "Hobbita". Pomysłodawcy nowej produkcji powinni się zresztą cieszyć, że mówimy częściej o filmach niż książkach. Bo - wbrew ich zapewnieniom - kontrast między serialem a twórczością Tolkiena jest jeszcze bardziej zauważalny. Budzi też jeszcze bardziej negatywne skojarzenia wśród fanów.

J.R.R. Tolkien przewraca się w grobie. "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" nie ma nic wspólnego z jego wizją.

Normalnie powstrzymywałbym się z rzucaniem tak kategorycznego stwierdzenia przed obejrzeniem filmu lub serialu. Dlatego w tym wypadku muszę podkreślić, że ta opinia bazuje na udostępnionych do tej pory materiałach i wywiadach z ekipą "Pierścieni Władzy". Być może Amazon finalnie nas wszystkich zaskoczy i pokaże 1. sezon kompletnie inny od tego, co widzieliśmy do tej pory.

To jednak tylko hipotetyczna sytuacja, w którą osobiście nie wierzę. "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" w rzeczywistości reprezentuje najgorszy typ adaptacji, czyli oficjalnie tworzony fanfik. Sugerowanie, że J.R.R. Tolkien właśnie tego by sobie życzył, jest niczym więcej jak wierutnym kłamstwem.

Pierścienie Władzy - serial Amazon Prime Video

Co ważne, nie mam w tym miejscu na myśli kwestii mniejszości etnicznych w serialu Amazona. Napisałem już w przeszłości sporo na temat fałszywych sugestii dotyczących rasizmu Tolkiena i jak najbardziej prawdziwego rasizmu niektórych fanów Anglika. Nie ma wielkiego sensu, bym się tutaj powtarzał. Zwłaszcza, że zdjęcia z "Empire" nie wywołały takiego natłoku komentarzy wyrażających przeciw wobec czarnoskórych elfów, krasnoludów i hobbitów (a właściwie Harfootów). Rasiści chyba całkowicie odwrócili się od "Pierścieni Władzy". Może to i dobrze. Tym bardziej, że nie brak innych krytycznych komentarzy ugruntowanych w twórczości Tolkiena, nad którymi znacznie bardziej wolę się pochylić.

"Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" chce na siłę uwspółcześnić Tolkiena i sprowadzić go do roli standardowej hollywoodzkiej opowieści.

W rozmowie z magazynem "Empire" Patrick McKay i J.D. Payne na każdym kroku podkreślają, że są tylko kustoszami dziedzictwa Brytyjczyka. To J.R.R. Tolkien stworzył świat, a oni do niego na moment wchodzą. Zgodnie zresztą z życzeniem pisarza, który chciał, aby "Władca Pierścieni" i jego mitologia zostawiły po sobie ślad dla innych artystów. Przywołujący słynny cytat o "umysłach i rękach dzierżących narzędzia malunku, muzyki i dramatu" Payne nie wspomina oczywiście nic o tym, że słowa Tolkiena można różnie interpretować. Ani o jego obawach przed adaptacjami, które wypaczają oryginał.

Serial "Władca Pierścieni: Pierścienie Władzy" szykuje się na właśnie taki typ adaptacji. Po części nawet nie z winy twórców. Trudno wejść w tak słabo opisany przez Tolkiena fragment historii Śródziemia bez praw do "Silmarillionu" i "Niedokończonych opowieści", a tych Amazon nie posiada. Gorzej, że twórcy serialu poszli o krok dalej i sami wprowadzili masę zmian, które w oczywisty sposób idą wbrew pismom Tolkiena. Spójrzcie tylko na poniższą listę:

  • udział Harfootów ważnych wydarzeniach Drugiej Ery Śródziemia, choć mówi się, że przed Trzecią Erą niziołkowie byli rasą niemal niezauważalną i bez wielkich osiągnięć
  • Galadriela jest "młoda", niedoświadczona i ma "jeszcze dużo do nauki", choć widziała światło Amanu i potem brała udział w trwającej 600 lat wojnie z Morgothem w Pierwszej Erze
  • Elrond jako "młody elfi polityk budujący swoją pozycję poprzez poprawę relacji swojego ludu z krasnoludami z Khazad-Dum"; w książkach mowa zaś o synu Earendila i bracie pierwszego króla Numenoru, którego olbrzymia mądrość i pozycja były absolutnie niepodważalne
  • słaba relacja między elfami i krasnoludami w Drugiej Erze to też temat budzący wątpliwości; w pierwszych latach istnienia obu ras faktycznie dochodziło między nimi do sporów czy nawet walk, ale w Drugiej Erze właściwie wszystkie krasnoludy z różnych ras i zniszczonych siedzib w Górach Błękitnych udały się do Morii, a Dzieci Durina miały wyśmienite stosunki z Noldorami Celembrimbora
  • duże kontrowersje budzi też stosunek serialu do długowieczności elfów; w "Pierścieniach Władzy" te istoty wydają się znacznie bardziej zmienne i mniej dostojne, a ich wiek skacze między "młodymi" Galadrielą i Elrondem a wyglądającym na emeryta Celembrimborem (co też nie jest zgodne z kanonem)
  • czas odgrywał zresztą u Tolkiena olbrzymie znaczenie, a ciężar długiego życia elfów i ludzkie pragnienie nieśmiertelności miały olbrzymi wpływ na wypadki Drugiej Ery; w serialu Amazon Prime Video cała historia wydarzy się w ciągu znacznie krótszego okresu, co niszczy fundamenty zbudowane przez Anglika
REKLAMA
Serial Władca Pierścieni

Kolejne odstępstwa od kanonu i dziwne, fanfikowe decyzje twórców można by wymieniać jeszcze długo. Nie ma jednak ku temu wielkiej potrzeby. Choć showrunnerzy kłamią bez choćby drgnienia powieki na temat zgodności swojego serialu z wizją J.R.R. Tolkiena, to prawie nikt im nie wierzy. Wystarczy zerknąć na komentarze pojawiające się pod artykułami i zdjęciami z "Empire" w mediach społecznościowych i na Reddicie. Patrick McKay i J.D. Payne mają oczywiście prawo zrobić taki serial, jaki sobie wymarzyli (skoro ktoś im na to pieniądze i licencję na korzystanie z tego świata), ale niech przynajmniej nie wycierają sobie gęby Tolkienem. Bo tego fani zdecydowanie nie będą tolerować.

* Zdjęcie główne: Empireonline.com

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA