REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. VOD

"Guilty pleasure" to efekt nagonki i kulturowego zaufania. Nie jesteście wcale lepsi

Każdy z nas słyszał czasem o tzw. guilty pleasure. Wiele osób czuje przymus tłumaczenia, dlaczego lubią seriale, filmy czy muzykę, która spotyka się z powszechnym hejtem bądź kpinami. Nie musicie tak jednak robić. Ten kulturowy zamordyzm wynika głównie z nieuzasadnionego przekonania o swojej wyższości.

seriale guilty pleasure co to czy warto
REKLAMA

Guilty pleasure to efekt zwykłej nagonki. Ludzie, nie wiedzieć dlaczego, wymyślili sobie, że mogą czuć się lepsi od innych, ponieważ lubią jedne rzeczy zamiast drugich. Ba, nie tylko lubią, ale oglądają. A potem reszta, żeby nie wyjść na głupków, twierdzi, że jej sympatie to tylko wstydliwe przyjemności. Nie, nie jesteś lepszy ode mnie, bo lubimy inne filmy czy seriale. Serio, to jest takie proste.

"Furioza"? Daj spokój, jak może ci się podobać takie kino? Serio, oglądałaś ten nowy serial na Netfliksie? Przecież jest beznadziejny! Tracisz czas na reality show od TVN-u? Zrób coś ze swoim życiem. O tak, wszyscy to dobrze znamy. To teraz czytaj z ruchu moich warg: nie, nie jesteś lepszy, bo lubisz lub znasz jedne filmy i seriale zamiast drugich. Pójście do kina na węgierski arthouse nie czyni cię też lepszym człowiekiem od tego, który "zmarnował" dwie godziny na "Mask Singer". Wbij to sobie do głowy.

REKLAMA

Ileż to razy słyszałam, że się na czymś nie znam, bo podoba mi się coś innego niż komentatorowi, rozmówcy. Albo na odwrót: nie znam się, bo mi się nie podoba. Słyszałam też, że podoba mi się, bo ktoś zapłacił, albo nie podoba mi się, bo ktoś nie zapłacił. To były zawsze komunikaty z poczuciem wyższości. Tak jakby na tego kogoś, kto postanowił mnie obrazić, spłynęła tajemna wiedza.

Wiecie, on czy ona już wie, a ja maluczka jeszcze nie dostąpiłam tego zaszczytu. Bardzo łatwo jest budować w sobie poczucie wyższości polegające na obcowaniu z danym dziełem kultury. Nie podoba ci się Tarantino? Jesteś nudny. Nie śmieszy cię "The Office"? Nie masz poczucia humoru. Dobra, zagalopowałam się, bo to akurat prawda. No, wiecie, o co mi chodzi.

Nie znasz się, bo nie podoba ci się to co mnie? Kulturowy zamordyzm to plaga.

Jest jeszcze inny rodzaj "popkulturowego zamordyzmu" - jeśli czegoś nie widziałeś, to nie istniejesz. Nie znasz na niczym, nigdzie i nigdy. Nie obejrzałeś wszystkich części "Ojca chrzestnego"? Zgiń, przepadnij. Nie widziałeś "Gwiezdnych wojen"? Wyjdź i nie wracaj. Tak jakby wszystkie twoje opinie i sądy na tematy dotyczące innych filmów i seriali były nieważne, tylko dlatego, że czegoś nie oglądałeś i czegoś nie znasz lub o czymś nie słyszałeś.

Oczywiście, trudno kłócić się z tym, że obycie, zarówno filmowe i serialowe, daje kontekst i poszerza wiedzę, która przydaje się w interpretacji nowych tytułów. Często (a może i zawsze) bazujących na tym, co już powstało. Wszak nowe produkcje to suma doświadczeń, obrazów, myśli, słów, twórców, a oni zwykle oglądają i czytają na potęgę, bo na tym, w gruncie rzeczy, polega ich praca. Na chłonięciu.

Wciąż jednak nie mówię o czasem nieco pretensjonalnych studentach filmoznawstwa czy pisaniu pracy doktorskiej. Chodzi mi o rozmowy w towarzystwie i "lajfstajlowe"opinie, gdzie nie trzeba się chwalić mgr czy dr przed nazwiskiem, bo czegoż niby dowodzą te dwie czy trzy literki? Wielokrotnie niczego. Ludzie zwykli sprzyjać tym, którzy im przytakują, bo wtedy czują się lepiej. Nie ma oczywiście nic złego w dobrym samopoczuciu. To stan pożądany przez każdego, choć nie tak samo definiowany przez wszystkich.

Problem pojawia się wtedy, kiedy argumenty nie trafiają albo są przysłaniane przez jakieś braki, chętnie zauważane w myśl tzw. cherry pickingu, tylko dlatego, że ktoś ma inne zdanie niż jego rozmówca. Nie jestem bez winy i też szukam potwierdzenia własnych opinii, ale czym innym jest radość z faktu, że ktoś myśli tak jak my, a czym innym atakowanie z serii "bo się nie znasz".

Guilty pleasure - fałszywe remedium na wszystko

Przez te napięcia w światku fanów popkultury strach już czasem się odezwać. Wszelkie sympatie dla niepopularnych tytułów - głupawych reality show i tasiemców bez końca załatwia jedno: guilty pleasure. Myślę sobie czasem, że sami ukręciliśmy ten stryczek. Jeśli twój gust nie wpisuje się w obecne standardy, czyli według tłumu powinieneś się go wstydzić albo przynajmniej według grupy, do której należysz, czy aspirujesz, trzeba zasłonić się "wstydliwą przyjemnością".

Seryjnie oglądane seriale klasy B Netfliksa, wciągane bez opamiętania bikini show czy "Kuchenne rewolucje" - och, to tylko guilty pleasure, które trzeba czytać jako "wiem, że to nie wypada, ale nie mogę się powstrzymać". Ta granica coraz bardziej się przesuwa, widać ją choćby po polaryzacji fanów wspomnianego Netfliksa i HBO. Netflix, produkujący seriale na potęgę, z których wiele ocenianych jest przeze mnie jako te wątpliwej jakości, stoi według sporej części serialomaniaków w kontrze do HBO, tworzącego zwykle treści bardziej "filmowe", ambitniejsze.

Nie jesteś lepszy, bo wolisz szwedzkie kino od "sieczki" Netfliksa.

Netflix - guilty pleasure
REKLAMA

Czy chodzi o to, że wszystko ma nam się podobać? Nie. A może o to, że wszystkie produkcje są równie dobre? Tak samo jakościowe? Nie i nie. Wiele tytułów jest trudniejszych w odbiorze i wymaga większego przygotowania, by je zrozumieć lub móc konsumować na różnych poziomach. Nie znaczy to jednak, że ci - niech będzie - lepiej przygotowani, bardziej oczytani są lepsi, a ich gust ma wyznaczać jakiś ogólny standard. Do którego wszyscy, a najlepiej ci zwykli netfliksowi zjadacze chleba, mają dążyć.

Oni po prostu przeczytali więcej książek i obejrzeli więcej filmów, tylko tyle. Nie są lepszymi ludźmi. Nie każdy sięga po seriale, filmy i książki z tego samego powodu. Ba, różne tytuły oglądamy i czytamy z uwagi na różne potrzeby czy chwilowe fascynacje. Nie ma nic złego w czuciu się dobrze i łechtaniu własnego ego swoim obyciem i wysublimowanym gustem. Ale zmorą fanów popkultury jest ciągła chęć bycia lepszym, oparta o to, co, cóż, nierzadko podpowiedział nam... algorytm.

* Tekst pierwotnie został opublikowany w kwietniu 2022.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA