REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Książki

Bezwzględny Szczepan Twardoch. Kim jest "byk nie do za*ebania" i co ma wspólnego z pisarzem?

"Byk" Szczepana Twardocha trafił do teatru i na książkowe półki. Pisarz rozprawia się w nim z licznymi wątkami poruszanymi w swoich powieściach, ale też w publicystyce - zarówno tej prasowej, jak i uprawianej w mediach społecznościowych. Kim jest tytułowy byk i co ma wspólnego z Twardochem?

byk ksiazka szczepan twardoch
REKLAMA

Zanim przejdziemy do tego, jak dokładnie wygląda "Byk" Szczepana Twardocha, warto opowiedzieć o nie mniej teatralnym pojedynku (czy też rzezi) zwierzęcia na realnej arenie. Zanim byk zostanie zabity, musi się trochę pomęczyć. Najpierw drażnią go torreadorzy, wymachując płachtami w irytujących kolorach i umykając przed nacierającym na nich rogatym łbem. Śmiałek unika potężnego i szalenie niebezpiecznego zwierzęcia z teatralną, a może nawet taneczną gracją, brawa otrzyma, gdy rozwścieczone bydle przewróci się, chcąc nadążyć za człowiekiem.

Potem wjeżdża konny - pikador, który za pomocą włóczni ma osłabić zwierzę, przebijając grubą warstwę tłuszczu, naturalną barierę chroniącą kark i kręgosłup byka. Kolejnym etapem jest wejście na arenę pieszych banderilleros, nazywanych tak od krótkich dzid, którymi rażą zwierza. Każdy z tych ciosów ma osłabić byka i przygotować go do ostatecznego starcia.

REKLAMA

Matador wchodzi na arenę ze szpadą. Ranne, ale ciągle groźne zwierzę atakuje go, naciera, jest oszalałe, bo wydaje mu się, że jeszcze może ocalić swoje życie. Resztkami sił odgania wroga, nie chwyta się resztek życia, tylko walczy o nie, szarżując. Wyrwy w twardej skórze i sterczące z ciała drzewce pętają jego ruchy, już nie jest tak szybki i tak celny. A spektakl trwa. Matador drażni byka do momentu, gdy zauważy, że bydle już się nie broni. Tłum krzyknie najgłośniej, gdzieniegdzie będzie słychać wiwaty, gdy matador jednym silnym pchnięciem przerwie rdzeń kręgowy. Często się ta sztuka udaje, a gdy tak się stanie, zwycięzca może wziąć trofeum - ucho lub ogon pokonanego przeciwnika.

"Byk" Szczepana Twardocha opowiada o ostatniej korridzie Roberta Mamoka.

Mamok to pięćdziesięcioletni człowiek sukcesu. Co prawda rozwiódł się, jego obecny związek nie jest idealny, kontakt z synem ma umiarkowanie dobry, ale umie robić pieniądze. Socjeta lgnie do niego, aby ogrzać się w świetle jego, jak się zdaje, geniuszu. Tego ostatniego nie możemy być do końca pewni, bo monodram Twardocha nie skupia się na szczegółach, nieistotnych z perspektywy kończącego się życia.

Szczepan Twardoch - Byk

Mamoka poznajemy, gdy świat mu się wali. Właśnie wyciekły zdjęcia czy filmy z jego narkotykowo-seksualnymi ekscesami, a on, znana postać medialna, nie może liczyć na taryfę ulgową. Zaczęła się korrida, a Mamok jest bykiem. Już czuje na plecach oddech torreadorów i matadorów, wie, że każdy z nich będzie chciał zabawić publiczność, która z radością będzie oklaskiwała upadającego byka. Bohater ucieka do domu swojego dziadka, kluczowego elementu w budowaniu jego tożsamości, aby tam ukryć się przed światem. Mamok mówi do łóżka, na którym leżeć ma krewny, rozlicza się z nim, oskarża go, ale tak naprawdę próbuję rozwikłać samego siebie.

Czytelnik lub ten, kto ogląda "Byka" w teatrze (choć między tekstem a spektaklem są drobne, ale istotne różnice) może odnieść wrażenie, że Twardoch swojego bohatera zbudował na sobie samym. Do pewnego stopnia to prawda, ale Robert nie jest Szczepanem, a raczej sprytnym flirtem z działalnością publicystyczną pisarza i niektórymi wątkami jego powieści.

Twardoch, tożsamość, byk i wielka hipokryzja.

Mamok jest tym, czym dzisiaj może być medialna persona Twardocha. Jest tu więc intensywny wątek śląskiej tożsamości i tego, jak widziana jest na zewnątrz, czyli choćby w mediach ogólnopolskich. Jest rozliczenie się z artystyczną sławą, która z uwagi na jej intelektualny i artystyczny charakter staje się magnesem dla osób ze świecznika, aby uwiarygodnić własne intelektualne zaplecze i inteligenckie korzenie. W punktowaniu swojego otoczenia Twardoch jest bezwzględny i za pomocą Mamoka rozprawia się z postawami, które mogą być pochodną jego własnego sukcesu.

Wiele lat temu, prawica ukłuła sobie termin "salon", na określenie tych wszystkich ludzi sztuki, kultury i mediów, które popierały tak zwaną "drugą stronę", czyli ugrupowania liberalne. Krytykowano wtedy postawy często bezrefleksyjnego podążania za trendami "byleby te były zachodnie i nowoczesne", a także koniunkturalność, egzaltację i poczucie wyższości w stosunku do ludzi gorzej wykształconych czy biedniejszych. Twardoch rzecz jasna jest bardzo daleko od imaginarium polskiej prawicy i dzięki temu dostrzega więcej. Może na przykład zauważyć (za pomocą Mamoka rzecz jasna), że ludzie z pierwszych stron gazet budują swoje tożsamości w oparciu o tę samą symbolikę i mitologię, co krytykujący ich konserwatyści i że gdy trzeba, wyciągają ze swoich rodowych historii dokładnie te elementy, które akurat są im potrzebne. Hipokryzja?

Korrida, którą media urządzają bohaterowi "Byka" jest brutalna.

REKLAMA

Choć bohater wielokrotnie powtarza, że jest "nie do zajebania", to tak naprawdę tylko poza. Gdy utwór kończy się, chwilę przed finałem Mamok pojawia się jeszcze na sekundę. Tańczy z maską w kształcie głowy byka. Twardoch przywołuje tu minotaura, a więc krwiożerczą bestię, która została zgładzona przez Tezeusza. Jeśli jednak na chwilę odrzucimy ateńską propagandę, to pozostaje zadać pytanie, kim był ów stwór, zanim został zamknięty w labiryncie. Czy poza niecodzienną fizjonomią coś go odróżniało? Czy był potworem, zanim trafił do okrutnie pomysłowego więzienia, czy stał się nim, próbując całe swoje życie odnaleźć wyjście, łudząc się, że w końcu je znajdzie?

Twardoch zdaje się mówić wprost w "Byku", jak wiele elementów naszego "ja" zależne jest od otoczenia, zaczynając od relacji rodzinnych, poprzez koleżeńskie, aż do dorosłości. W niej wydaje się, że wszystko jest w naszych rękach. Mondram pokazuje jednak, iż życie w kleszczach mediów może prowadzić na skraj rozpaczy, a do przetrwania potrzebna jest twarda bycza skóra. Niestety, nawet ona w pewnym momencie i tak może okazać się nie wystarczająca, a ty broniąc się przed kolejnymi sztychami straciłeś to, co najważniejsze, czyli samego siebie. O ile ktoś taki w ogóle istniał.

"Byk" już w sprzedaży. Spektakl obejrzycie w Teatrze Korea w Katowicach.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA