REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Uważasz się za turbo-fana nowego "Spider-Mana"? Ten gość widział go w kinie prawie 300 razy i pobił rekord Guinnessa

"Spider-Man: Bez drogi do domu" to świetny film, który niejeden fan Marvel Cinematic Universe obejrzał ponownie. Ale zrobić to prawie 300 razy? By osiągnąć taki wynik trzeba być obsesyjnym fanatykiem lub po prostu mieszkającym na Florydzie Ramiro Alanisem. Amerykanin poszedł na produkcję Marvela i Sony dokładnie 292 razy i ustanowił tym samym nowy rekord Guinnessa.

spider man bez drogi do domu rekord guinnessa 292 razy
REKLAMA

Film "Spider-Man: Bez drogi do domu" jest rekordowy pod wieloma względami. Mogliśmy zobaczyć w nim aż trzech Peterów Parkerów naraz, więc ludzie walili do kin drzwiami, oknami, a pewnie i niektórzy przez dach czy kratki wentylacyjne. Od grudniowej premiery w światowym box office zarobił prawie 1,9 miliarda dolarów, a w Stanach Zjednoczonych skutecznie prześcignął samego "Avatara". Spory udział w tym wyniku ma pewien fan Pajęczaka z Florydy, który właśnie pobił rekord Guinnessa.

Ramiro Alanis nie jest "świeżakiem" w tych zawodach. Wcześniej wielokrotnie wybierał się do kina na "Avengers: Koniec gry" - zrobił to aż 191 razy (i przebił wtedy Joanne Connor, która obejrzała "Bohemian Rhapsody" 108 razy). Ustanowił tym samym pierwszy w swoim życiu rekord Guinnessa, ale koroną nie nacieszył się zbyt długo. Pokonał go Arnaud Klein, który dwa lata później zobaczył "Kaamelott: Rozdział Pierwszy" 204 razy (i to jest dopiero wyczyn, bo francuska produkcja na Filmwebie ma marne 3,8/10). Alanis wziął się w garść i tym razem postawił poprzeczkę naprawdę wysoko.

REKLAMA

Ramiro Alanis widział w kinie "Spider-Man: Bez drogi do domu" aż 292 razy i ustanowił nowy rekord świata.

Do kina Amerykanin chodził pomiędzy 16 grudnia 2021 r. a 15 marca 2022 r. wybrał się "Spider-Man: Bez drogi do domu". Dwieście dziewięćdziesiąt dwa seansy dają łącznie 720 godzin, czyli okrągły miesiąc siedzenia w kinowym fotelu. Podejrzewam, że robiłby to dalej, ale po prostu kina przestały puszczać ten film. Według wyliczeń na bilety wydał około 3,4 tysiąca dolarów (14,5 tys. złotych), ale chyba się opłacało. Jak podano w oficjalnym komunikacie jego nazwisko znów znalazło się w Księdze rekordów Guinessa i tym razem naprawdę trudno będzie go pobić.

Bicie rekordu Guinnessa w oglądaniu tego samego filmu w kinie jest jeszcze trudniejsze, niż się wydaje.

Część z was myśli sobie, że "phi, przecież wystarczyło kupić bilet, cyknąć fotę w kinie i wrócić do domu". Otóż nie. Przy biciu rekordu Guinnessa obowiązują restrykcyjne zasady. Aby zaliczyć film, trzeba go obejrzeć w całości, łącznie z napisami i to bez patrzenia w smartfona, czy wyjścia do toalety. Alanis już wcześniej się na tym przejechał, bo przy okazji "Avengers: Koniec gry" 11 seansów nie zostało mu zaliczonych, bo poszedł do toalety.

Po wszystkim musiał wysłać nie tylko bilety (zbierał je w pokaźnym klaserze), ale też pokwitowania od obsługi kina, że nie oszukiwał. Na załączonym przez niego filmiku widać, że zaprzyjaźnił się z pracownikami, którzy podobno budzili go między seansami, gdy brał sobie szybką drzemkę.

Rekordzista ostrzega innych przed biciem rekordu. Ale śmiałkowie pojawią się pewnie przy okazji premiery "Thor: Miłość i grom".

REKLAMA

Ramiro Alanis oprócz bycia kinowym freakiem, jest też trenerem personalnym. Konsekwencja z siłowni mogła mu pomóc w biciu rekordu, ale teraz będzie mieć sporo do nadrobienia. Przy poprzednim "maratonie" stracił ponad 7 kilo masy mięśniowej, więc teraz ubyło mu jeszcze więcej. Ponadto skarżył się na bóle głowy po całodniowym oglądaniu filmu. Przez pierwsze tygodnie robił to aż pięć razy dziennie (czyli dosłownie pół dnia był w kinie), później już "tylko" cztery.

Mimowolnie nauczył się wszystkich dialogów, które na sam koniec recytował sam do pustej sali. Robił to wszystko nie tylko dla glorii i chwały, ale też dla swojej babci, która wspierała go w jego hardcorowym hobby. Kobieta zmarła w 2019 roku i nie doczekała się ogłoszenia tytułu przyznanego wnukowi. Postanowił więc zrobić jej pośmiertny prezent i sprawić, by nikt nie zdołał go już pokonać. "Jeśli ktoś spróbuje pobić mój rekord ponownie, niech lepiej dwa razy to przemyśli" - z humorem odgraża się teraz Ramiro Alanis.

* zdjęcie główne: twitter.com/agalanis17

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA