REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Wypchaj się, Marvelu. "Wszystko wszędzie naraz" to najlepsze multiwersum tego roku

Tak mogłoby wyglądać multiwersum MCU. Duet Daniels nie chciał jednak wyreżyserować jednego z seriali Marvela. Dan Kwan i Daniel Scheinert stwierdzili, że zamiast tego wymyślą oryginalny (multi)wszechświat. W ten sposób narodziło się "Wszystko wszędzie naraz", w którym szaleństwo goni szaleństwo. Dlaczego warto obejrzeć ten film? Dowiecie się z naszej recenzji.

wszystko wszędzie naraz premiera recenzja
REKLAMA

Kiedy duet Daniels otrzymał propozycję wyreżyserowania "Lokiego" z miejsca ją odrzucił. Jakżeby inaczej. Dan Kwan i Daniel Scheinert zrobili wspólnie "Człowieka-scyzoryka" z Danielem Radcliffem w roli pierdzącej tratwy. Jakby mieli dostosować się teraz do wymogów Disneya z szefostwem Marvel Studios suszącym im głowę o kontinuum czasowe MCU? Chcąc uniknąć wygładzania ich wizji przez Kevina Feige'a, zdecydowali się zrobić autorskie multiwersum, w którym rozmowa dwóch kamieni jest równie zabawna, co Kapitan Ameryka podziwiający własny tyłek w "Avengers: Koniec gry".

"Wszystko wszędzie naraz" to prawdopodobnie najbardziej demotywujący film w historii kina. Życie głównej bohaterki sprowadza się bowiem do podejmowania złych decyzji. Jak potem usłyszy, jest "najgorszą wersją siebie". Twórcy mówią nam wprost, żebyśmy mieli odwagę niczego nie osiągnąć, bo to właśnie ona może ocalić każdy istniejący wszechświat przed Jobu Tupaki. W tym celu będzie musiała przejąć umiejętności innych Evelyn Wang. Brzmi niejasno? Nie przejmujcie się. Zasady rządzące światem przedstawionym są całkiem proste. A nawet bez ich zrozumienia, podczas seansu ubawicie się jak prosięta.

REKLAMA

Wszystko wszędzie naraz - recenzja filmu

W jednym z wszechświatów stworzono maszynę, która umożliwia wejście do głowy wersji samych siebie z innych uniwersów. Evelyn nie musi wybijać ich jak bohater "Tylko jednego", aby przejąć ich moce. Wystarczy pobyć nimi przez chwilę, aby nauczyć się walczyć tak jak gwiazda kina wuxia, posługiwać nożem niczym wyśmienita kucharka, czy zamienić swoje palce na parówki. Tak, duet Daniels nie cofnie się przed niczym, żeby nas rozbawić. Atrakcja goni atrakcję, żart popędza żart, a zacinanie się papierem to tylko aperitif przed skakaniem gołym tyłkiem na statuetkę w kształcie buttpluga.

Tytuł w tym wypadku nie kłamie. Tu naprawdę jest wszystko, wszędzie i w dodatku naraz. Duet Daniels bez przerwy mnoży bodźce i intensykifuje doznania. Dlatego nie wymagajcie ciągu logicznego, tylko rozkoszujcie szaloną jazdą bez trzymanki. W końcu to film, w którym poetyka Wong Kar Waia łączy się z estetyką sióstr Wachowskich, a Terrence Mallick podaje sobie rękę ze Stevenem Spielbergiem. W ramach jednej produkcji twórcy uciekają w pastisze najróżniejszych gatunków, dając wyraz swoim kinofilskim zamiłowaniom. Serwują je z postmodernistycznym przymrużeniem oka i nawet prolog "2001: Odyseja kosmiczna" biorą w ironiczny nawias.

Wszystko wszędzie naraz - premiera - recenzja

Forma niekoniecznie jednak przystaje do treści. Jak to już w filmach gatunkowych bywa, opowieść jest prosta. Niech was nie zwiedzie nihilistyczny wydźwięk drugiego aktu. Narracja zmierza w kierunku naiwnego morału wyjętego z podręczników dla opornych rodziców. "Wszystko wszędzie naraz" to jednak produkcja, w jakiej ma to więcej sensu niż bajgiel pełniący rolę czarnej dziury. Bo kto by się przejmował scenariuszowymi mieliznami, kiedy tani melodramatyzm napędzany jest blockbusterowym przesytem, którym można by obdarzyć trzy kolejne części "Szybkich i wściekłych"?

REKLAMA

Wszystko wszędzie naraz - lepszego multiwersum w tym roku nie będzie

Duet Daniels nie udaje, że ma nam coś głębokiego do przekazania. Kwan i Scheinert pędzą ze swoją opowieścią na złamanie karku, wypełniając "Wszystko wszędzie naraz" kolejnymi absurdalnymi scenami. Od nadmiaru nonsensów co wrażliwszych widzów może rozboleć głowa. Nawet oni będą jednak musieli docenić pomysłowość twórców. Być może nie każdemu do gustu przypadnie prezentowany tu rodzaj humoru, ale, uwierzcie mi, lepszego multiwersum w tym roku nie będzie.

"Wszystko wszędzie naraz" pochłonie was w kinach.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA