REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Sprawdziłem, czy "Morbius" faktycznie jest najgorszym filmem Marvela w historii

Po kilku miesiącach oczekiwania "Morbius" wreszcie trafił na srebrne ekrany. Sprawdziliśmy, czy to faktycznie najgorszy Marvela w historii, czy też może pogłoski o nieświeżym żyjącym wampirze były przesadzone. Recenzja filmu "Morbius".

morbius-film-marvel-sony-recenzja-opinie
REKLAMA

Jeszcze przed premierą "Morbiusa" od wytwórni Sony fani i krytycy byli sceptyczni wobec tego dzieła. Z jednej strony odpowiedzialni są za nie ludzie, którzy dali nam fantastyczne "Spider-Man: Bez drogi do domu", a z drugiej strony nowej produkcji raczej bliżej do "Venomów". Pierwsze trailery też nie napawały optymizmem, a Jared Leto stał się bohaterem niewybrednych memów.

REKLAMA
mem darth maul Jared Leto najgorszy film dc marvel
Morbius - recenzja

Niezbyt optymistycznie nastrajały również kiepskie recenzje płynące do nas zza oceanu, które zaowocowały miernym wynikiem w Rotten Tomatoes, a także fakt, iż w Polsce nie zdecydowano się nawet na przygotowanie pokazów prasowych. Wisienką na torcie jest to, że po ostatnim "Spider-Manie" zmieniono po raz siódmy (!) datę premiery "Morbiubsa" i zaplanowano ją na... prima aprilis. A jak wyszło w praktyce?

Czytaj też: Jared Leto i Anne Hathaway w serialu o nieznośnych bogaczach i ich upadłym startupie. Oceniamy "WeCrashed"

"Morbius" - recenzja filmu Marcela

"Morbius", tak jak wcześniej "Venom", bierze na tapet antybohatera kojarzącego się ze "Spider-Manem", ale całkowicie pomija jego związki z Peterem Parkerem. Co prawda już w zwiastunach widzieliśmy grafitti z Człowiekiem-Pająkiem, ale to był taki typowy easter-egg. Nowy film z Jaredem Leto w roli głównej jest produkcją samodzielną, która mogłaby istnieć w próżni.

Z punktu widzenia fabuły te wszystkie filmowe uniwersa i multiwersa mogłyby w zasadzie nie istnieć. W centrum opowieści jest doktor Michael Morbius, tytułowy żyjący wampir grany przez aktora, który wcześniej portretował Jokera w "Suicide Squad". Naukowiec, tak jak komiksowy pierwowzór, cierpi na rzadką chorobę krwi. Próby stworzenia lekarstwa sprawiają, że zmienia się w potwora...

Żyjący wampir w "Morbiusie" nie jest złoczyńcą, tylko postacią tragiczną.

Podobnie jak w przypadku Eddiego Brocka, który jako Venom dwukrotnie uratował świat i stał się śmiercionośnym obrońcą, Morbius nie ma wcale złych zamiarów. Co prawda postawił wszystko na jedną kartę i zapłacił za to wysoką cenę, ale nie kierują nim niecne pobudki; Michael może nie jest człowiekiem bez skazy, ale po przemianie przynajmniej próbuje trzymać obudzone w nim żądze na wodzy.

Niestety, tak jak pomysł był tutaj całkiem niezły, tak zawiodło, nie bez zaskoczenia, wykonanie. "Morbius" w reżyserii Daniel Espinosa nie tylko powiela błędy obu "Venomów" z Tomem Hardym w roli głównej, ale dodaje cały wachlarz nowych problemów. Matt Sazama i Burk Sharpless scenariusz pisali najwyraźniej na kolanie, a ich bohaterowie drugoplanowi są płytcy i nijacy.

"Morbius" trwa niecałe dwie godziny i to zarazem jego największa zaleta jak i wada.

Czas trwania filmu to dokładnie godzina i 44 minuty, w co wliczone są napisy końcowe. Seans się nie dłuży, ale jednocześnie zabrakło czasu na to, by odpowiednio nakreślić motywacje poszczególnych postaci. Nie udało nadać się głębi na żadnym z planów, w tym samemu Morbiusowi, który jest kliszowy i odtwórczy. Po obejrzeniu trailera wiemy o nim w zasadzie wszystko.

Morbius - opinie

Jeśli chodzi o sceny akcji, to te z kolei nie są takie złe i tylko momentami wyglądają jak żywcem wyjęte z filmów akcji rodem z lat 90. Zastanawiam się jednak, czy to nie jest świadoma decyzja Sony, gdyż to samo można powiedzieć o "Venomach" (a je widzowie w przeciwieństwie do krytyków przyjęli ciepło). Wytwórnia mogła liczyć na to, że na powtórkę tego sukcesu z nową postacią.

Mimo to nie wróżę "Morbiusowi" sukcesu na miarę "Venoma".

Jared Leto nie dał nam niezapomnianej kreacji na miarę np. Jokera z "Mrocznego Rycerza" od Christophera Nolana, a Morbiusowi bliżej do innej wersji wiecznie uśmiechniętego łotra z "Legionu samobójców". W obu przypadkach trudno jest mi jednak winić aktora za potknięcia pracujących z nim na planie charakteryzatorów oraz scenarzystów (i szkoda, że nie rozwinął skrzydeł pod okiem Zacka Snydera).

Czytaj też: Co właściwie dodaje, a co usuwa "Snyder Cut"? 9 różnic między dwiema wersjami "Liga sprawiedliwości"

Venom jest jednym z najbardziej rozpoznawalnych łotrów z panteonu przeciwników Spider-Mana. Charakterystyczna i pełna zębów gęba symbiota, który pojawił się już wcześniej w filmach o przygodach Petera Parkera, to marka sama w sobie. Morbius to z kolei taki trzecioligowy przeciwnik, które kojarzą przede wszystkim fani komiksów oraz ci widzowie, którzy oglądali kreskówki Marvela.

Po seansie ze smutkiem muszę też ze smutkiem skonstatować, że film "Morbius" tego nie zmieni.

Najbardziej smuci w tym wszystkim fakt, że "Morbius" miał potencjał, ale wygląda na to, że ktoś go skrzywdził na stole montażowym. Akcja zawiązana jest poprawnie, ale potem ze scenariuszem dzieje się coś bardzo złego - tak jakby jego autorzy do samego końca nie wiedzieli, w którą stronę pójść, a na koniec zmienili zdanie i próbowali do odkręcić dopiero po zarejestrowaniu materiału.

REKLAMA
Morbius - premiera

Nowy film Sony jest dziełem płytkim, nijakim. Seans mogę polecić wyłącznie największym fanom Marvela i to takim, którzy świadomie szukają rozrywki nie za wysokich lotów. Widzom, którzy od kina suprerbohaterskiego wymagają czegoś więcej, polecam obejrzeć inny film o z motywem nietoperza, czyli... "Batmana". Ale czy to oznacza, że "Morbius" jest najgorszym filmem Marvela w historii?

Czytaj też: Nowy "Batman" jest inny niż wszystkie poprzednie, ale czy lepszy? Oceniamy

Pomimo niedostatków tak daleko w ocenie bym się nie zapędzał. Nawet pomijając produkcje sprzed ery MCU, takie jak "X-Men: Ostatni Bastion", jestem w stanie od ręki wymienić tytuły, które wypadły gorzej ("Thor: Mroczny Świat", "The Incredible Hulk"), a zrealizowane lepiej pod kątem technicznym "Eternals" i "Czarna Wdowa" z kolei mnie wynudziły, czego "Morbius" zrobić... nie zdążył.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA