REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

Czy wolno się śmiać i bawić, gdy trwa wojna?

Gdy nasi sąsiedzi uciekają przed śmiercią, a naród zrywa się do pomocy, już samo słowo "rozrywka" może brzmieć jak coś wyjątkowo nie na miejscu - jak coś wręcz wstydliwego. Nie tylko zażywanie rozrywki, lecz także pisanie o niej staje się problematyczne - i często krytykowane.

ukraina wojna rozrywka poczucie winy krytyka rosja putin
REKLAMA

Sąsiadujący z twoją ojczyzną kraj zostaje zaatakowany. Najeźdźca nie przebiera w środkach - wiesz, że nie cofnie się przed niczym, choć na arenie międzynarodowej ucieka się do bezczelnych, oderwanych od rzeczywistości kłamstw i oszczerstw. Giną kolejni cywile; lista wojennych zbrodni staje się coraz dłuższa. Mieszkańcy napadniętych ziem uciekają w popłochu, szansę na ratunek i bezpieczeństwo dostrzegając właśnie w twojej ojczyźnie. Twoi rodacy wykazują się budującą postawą - na co dzień skłóceni, teraz tłumnie ruszają nieść pomoc, ramię w ramię. Transportują uchodźców, goszczą ich w swoich domach; zbierają, pakują i wysyłają odzież, robią zakupy, przesyłają pieniądze - i tak dalej, i tak dalej.

Atmosfera - zwłaszcza w pierwszych dniach po wybuchu wojny - jest, co tu dużo mówić, gęsta i przygnębiająca. Z oczywistych przyczyn. Ludzie mordowani są tuż za winklem, a my czujemy się bezradni - obserwujemy ich tragedię, staramy się pomóc tym, którzy zdołali przed wojną uciec, ale wszystkie te starania to przecież ciągle za mało. Odczuwamy też mniejszą lub większą trwogę, niepokojąc się o własny dom - nie wiemy, co przyniesie jutro. Czy aby na pewno jesteśmy bezpieczni? Czy można w ogóle mówić o poczytalności mordercy z Kremla?

Co więcej, kolejnym problemem stała się... rozrywka. No bo jak to - nasi sąsiedzi porzucają swoje domy, uciekają przed bombami i umierają, a my chrupiemy popcorn w kinie, pijemy piwko w barze i zaśmiewamy się z dowcipu znajomej? Czy to w ogóle wypada? Czy powinniśmy poddać się wyrzutom sumienia? A czy ich brak brak jest czymś niewłaściwym?

Idąc dalej - co z social mediami? Czy publikowanie treści rozrywkowych to wpadka? Czy powinniśmy pisać o czymś tak błahym? A może ci, którzy skrytykowali nagranie psiaka bawiącego się z kotem jako "wstyd, nie na miejscu, nie teraz!", mają rację i sieć powinna nam teraz służyć wyłącznie do pisania i repostowania tego, co najważniejsze - czyli związanego z wojną i pomocą?

Zresztą - w obliczu takich wydarzeń, wszystko inne może wydawać się... absolutnie nieistotne. Tak bardzo, że samo mówienie o - dajmy na to - ekscytujących kinowych premierach wiosny zdaje się ocierać o jakiś absurd. No bo kogo to teraz obchodzi? I czy w ogóle powinno kogoś obchodzić?

REKLAMA

Wojna i rozrywka. W obronie uśmiechu

Od ataku rosyjskiego agresora minęły już ponad dwa tygodnie. Ludzie nieustannie uciekają i umierają; kto może, śpieszy z pomocą. W tej chwili na terenie Polski znajduje się już 1,5 mln Ukraińców. Nasze życie nie uległo znaczącej zmianie, tymczasem ich - legło w gruzach. Inwazja, siłą rzeczy, wciąż jest medialnym (i nie tylko) tematem numer jeden. Czy atmosfera uległa zmianie? Trudno powiedzieć.

Faktem jest, że zwłaszcza w pierwszych dniach po ataku łatwo było stać się ofiarą niekoniecznie słusznej krytyki. Z jednej strony wielu i wiele z nas czuje potężny stres, z drugiej - zdarza się, że wstydzimy się radości i dobrej zabawy. Zastanawiamy się, co nam wypada, a co nie i czy coś jest z nami nie tak, jeśli nie dostrzegamy niczego złego w opublikowanym w sieci materiale, który dla kogoś innego niepotrzebnie odwraca uwagę od kwestii wagi najwyższej.

Zdarza się też, że jesteśmy - jak niżej podpisany - osobami zawodowo tworzącymi treści związanymi z rozrywką. Cóż, w moim przypadku pisanie o kinie zawsze było celem - podobnie jak coraz głębsze poznawanie go, również z perspektywy akademickiej. Pisząc o sztuce, którą niezwykle cenię, a która dla większości rozsądnych osób jest co najwyżej częścią szerokiego wachlarza rozrywek, czuję się wolny i szczęśliwy (rzecz w tym, że nigdy nie czułem powołania do robienia Czegoś Obiektywnie Ważnego, ale to inna historia). Jednak nigdy nie przyszło mi do głowy, że będę pisał o niej w czasach światowej pandemii i trwającej niedaleko wojny.

na w ukrainie miodek jak mowic

Pisanie o wszystkich tych rozrywkowych bzdurach - nieistotne, czy mówimy o premierze nowego serwisu streamingowego, o najnowszym superbohaterskim filmie, czy o jakiejś nadętej ceremonii, na której uprzywilejowane i bogate buce nagradzają innych uprzywilejowanych i bogatych buców złotymi figurkami - to również problematyczna sprawa. Nikt z nas nie chce przecież odwracać uwagi od tego, co najważniejsze. Nikt nie chce napisać niczego niewłaściwego. Tematy i słowa trzeba filtrować, ale przecież i tak zawsze znajdzie się ktoś, kto stwierdzi, że to i tamto było nie na miejscu.

Trudno też o tym pisać, mając świadomość nieważkości tych tematów w obliczu ludzkiej tragedii.

Nigdy wcześniej nie czułem, że to, na czym się skupiam, jest czymś tak nieistotnym i marginalnym (zawsze było - ale dotąd mi to nie doskwierało). Z drugiej strony - czułem wściekłość na samego siebie za brak wyrzutów sumienia po zarwanej przez zabawę z przyjaciółmi nocy. Wstydziłem się opowiedzieć o niej części bliskich. Zastanawiałem się: co ja wyprawiam?

To, oczywiście, dość naturalne reakcje mózgu zmuszonego do operowania w nowej sytuacji i uporania się z poczuciem winy napędzanym przez tych, którzy nie radzą sobie z własną potrzebą okazania moralnej wyższości (o czym pisałem w nieco innym aspekcie tutaj).

Racjonalizacja jest istotna, ale osoby o słabej sile autosugestii mogą mieć problem z przekonaniem samych siebie, że w śmiechu i zabawie nie ma niczego złego. Powinniśmy pomagać, oczywiście - i mieć siły, by tę pomoc nieść. Mieć siły, by żyć dalej, bo przecież to jest właśnie to, co każdy z nas musi robić - żyć dalej, dla siebie i innych, nie pozwalając okraść się z uśmiechu i odrobiny zabawy przez mordującego naszych sąsiadów zwyrodnialca. Uśmiech i zabawa to nieodłączna część życia, a ich brak wiąże się ze zmęczeniem, przygnębieniem, bólem - a nic nikomu po naszym bólu. Dalej - uśmiech i zabawa nie wykluczają wrażliwości, empatii i chęci pomocy.

Kilka dni temu (i droga przypadku) natknąłem się na wypowiedzi kilku obcych osób kłócących się pod jednym z postów na popularnym instagramowym profilu, którego autorka publikuje wyłącznie kontent humorystyczny. Ktoś zarzucił brak wrażliwości, ktoś inny apelował o zaprzestanie publikacji na czas wojny, jeszcze inna osoba stwierdziła, że takie treści zaśmiecają nasz feed i utrudniają dostęp do informacji związanych z pomocą Ukrainie.

Ktoś jednak napisał - i tu cytuję z pamięci wpis sprzed tygodnia - coś takiego:

REKLAMA

Wybudzam się ze snu nad ranem, czuję stres, nerwowo sięgam po telefon i tak zaczynam dzień od przeglądania wiadomości z Ukrainy. Później wstaję, szykuję się do pracy, wypełniam swoje obowiązki, a międzyczasie czytam o Ukrainie. Słucham też o niej - bo wszyscy o niej (słusznie) rozprawiają, bo mówią o niej w radiu. Również w telewizji oglądam specjalistów omawiających wieści z atakowanego kraju. Gdy nie rozmawiam, nie słucham i nie czytam o Ukrainie, to o niej myślę - bo trudno nie myśleć. I każdego dnia nadchodzi moment, w którym czuję się przytłoczony, przemęczony i przygnębiony. I wówczas odpalam profil [nazwa] - bo wiem, że to bezpieczne miejsce, w którym znajdę garść nowych publikacji odpowiadających mojemu poczuciu humoru. Pozwolę swoim myślom oderwać się od wojny i skupię się na głupotach. Bo bardzo ich potrzebuję.

To dość elastyczny przykład, z którym łatwo było mi się utożsamić. Rozrywka we wszystkich jej formach nigdy przecież nie miała stanowić podstawy ludzkiego życia - powinna raczej pełnić funkcję terapeutyczną. Tym cenniejsza może być dla ludzkiego ducha, im trudniejsze czasy. To coś potrzebnego, do czego każdy z nas ma pełne i niezbywalne prawo.

Pozwolić sobie na odrobinę zabawy i radości - nie wstydzić się tego i nie wytykać tego innym?

Zróbmy to.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA