REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dramy

Żulczyk broni Dudy. W Ukrainie trwa wojna, a Polacy rozkminiają, czy prezydent powiedział "dick"

Konferencja prezydenta Andrzeja Dudy i wiceprezydentki USA Kamaly Harris stała się najgorętszym tematem ostatnich dni. Jednak nie z powodu proponowanych rozwiązań ws. inwazji Rosji na Ukrainę, ale wpadki językowej - polski prezydent według niektórych przekręcił powiedzonko i powiedział "dick". Pisarz Jakub Żulczyk stanął w obronie Andrzeja Dudy i napisał, że to nie czas na memy i takie dyskusje.

jakub zulczyk andrzej duda-wpadka dick film komentarz
REKLAMA

Jakub Żulczyk ma na pieńku z Andrzejem Dudą - to chyba wie każdy. W 2020 roku nazwał prezydenta na Facebooku "debilem", ale to prokuratura skierowała do sądu akt oskarżenia o znieważenie głowy państwa. Głośny proces został zakończony na korzyść pisarza (choć prokuratura próbuje jeszcze uchylić wyrok).

REKLAMA

Sąd umorzył sprawę ze względu na znikomą szkodliwość. Teraz pisarz zapomniał o dawnych animozjach, bo sytuacja na świecie wymaga zajęcia się ważniejszymi tematami niż wpadka językowa Andrzeja Dudy. I właśnie o tym napisał post, również na Facebooku, do czego przejdziemy po wyjaśnieniu kontekstu.

Czy prezydent Duda powiedział "friend indeed" czy "friend in dick"? Zdania są podzielone.

Jeżeli o tym jakimś cudem nie słyszeliście, to Andrzej Duda na konferencji 10 marca chciał zacytować Kamalę Harris, która z kolei wcześniej powiedziała angielskie przysłowie. Jego polskim odpowiednikiem jest "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie".

"To jest właśnie prawdziwa przyjaźń. Jak powiedziała dzisiaj pani wiceprezydent: a friend in need is a friend indeed - miał oznajmić Andrzej Duda. Wiele osób jednak sądzi, że palnął na koniec "friend in dick", czyli w wolnym tłumaczeniu miał powiedzieć: "przyjaciel w potrzebie, to przyjaciel w ch*ju".

Z filmikiem z konferencji Andrzeja Dudy i Kamaly Harris jest trochę jak ze słynnym zdjęciem sukienki: dla jednych jest niebieska, a dla drugich biała. W tym wypadku jedni uważają, że polski prezydent nie przejęzyczył się, a drudzy, że popełnił gafę. Ja zaliczam się do tych drugich, choć popytałem znajomych i rzeczywiście słyszą tam "indeed". Zastanawiam się, czy też nie działa tu siła sugestii. Na pewno wszyscy się jednak zgodzą, że wynika to z tego, że końcówka jest niewyraźna.

Specjalnie zamieściłem poniżej nagranie konferencji z kanału prezydent.pl - daje nam to 99 proc. szans, że nie zostało przemontowane lub zmanipulowane (jeżeli ktoś woli, może dla porównania zobaczyć jeszcze transmisję z tvp.info). Kontrowersyjny fragment zaczyna się od 24 minuty 38 sekundy. YouTube daje możliwość zwolnienia tempa filmiku – i ja dalej słyszę tam ewidentnie literkę "k" na koniec.

Poza tym, jeżeli pan prezydent powiedziałby to poprawnie, to dlaczego Kamala Harris parsknęła śmiechem? Zwłaszcza na konferencji dotyczącej wojny. Jeżeli jednak Andrzeja Duda się nie przejęzyczył, to bardziej jej nieprofesjonalnym zachowaniem powinniśmy się oburzać. Choć też ją w pewnym sensie rozumiem, bo sam często śmieje się z nerwów lub stresu.

Jakub Żulczyk uważa, że prezydent nie palnął gafy, ale nie o tym teraz powinniśmy wszyscy rozmawiać.

Sieć zalały memy i przeróbki, które śmieją się z prezydenta. Ja akurat jestem ostatnią osobą, która miałaby kręcić bekę z drobnego przejęzyczenia (chyba że chodzi o kultowy skecz z podaniem soli), bo sam co chwilę robię litreówki lub coś mi się myli. Nigdy jednak nie lubiłem artykułów, które opierały cały tekst newsa na wpadce językowej. Nie lubię też powszechnego zjawiska definiowania ludzi tylko przez pryzmat przekręcenia nazwiska bramkarza lub niepamiętania daty wybuchu Powstania Warszawskiego.

Poza tym, ludzie - mamy wojnę tuż za naszą granicą!

Pisarz Jakub Żulczyk napisał post z komentarzem, bo miał już dość wywoływania go tablicy po prezydenckiej konferencji. O ile z pierwszą częścią się nie do końca zgadzam, o czym pisałem wcześniej, to zdanie "wy się, k*rwa, zastanówcie, jak bardzo cenne, trafione w czas i pomagające Ukraińcom jest Wasze śmieszkowanie" świetnie podsumowuje ostatnie dwa dni w polskim internecie. Dalej również Żulczyk w swoim stylu krytykuje polityków, którzy nawet w takim czasie pozostali sobą.

REKLAMA

Pisarzowi chodziło z pewnością m.in. o forsowanie przepisu nazwanego potocznie "bezkarność plus", który został wepchnięty do ustawy o pomocy uchodźcom z Ukrainy. Jeżeli by przeszedł, zapewniłby "nietykalność" np. urzędnikom działającym na szkodę finansów publicznych w czasie wojny i... pandemii (czyli nie można byłoby skazać polityków za przewalenie kasy na wybory kopertowe lub zakup respiratorów). Podpunkt ostatecznie odrzucono w sobotę - dzień po wpisie Jakuba Żulczyka.

* zdjęcie główne: screen z Player i prezydent.pl / YouTube

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA