REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Bruce Wayne w nowym "Batmanie" jest młody i wyjątkowo emo. A jaki był wcześniej?

Nowy Batman, inny Bruce Wayne, zupełnie świeże uniwersum. W piątek 4 marca obudziliśmy się w rzeczywistości, gdzie to Robert Pattinson pełni rolę najważniejszego Mrocznego Rycerza w kinowym uniwersum. Bohater w jego wydaniu jest zdecydowanie młodszy i mniej doświadczy od tego, do którego jesteśmy przyzwyczajeni. Ale w przeszłości nie brakowało opowieści o młodym Brusie Waynie. Niektóre były świetne, inne fatalne.

batman robert pattinson film młody bruce wayne top
REKLAMA

Lata oczekiwania nareszcie dobiegły końca. DC i Warner Bros. mają nowego Batmana. Filmowy "Batman" z 2022 roku wywoła mnóstwo dyskusji, bo zdaniem dużej części recenzentów mamy do czynienia z arcydziełem. Osobiście nie pokusiłbym się o tak mocne stwierdzenie, ale na liście najciekawszych opowieści o młodym Brusie Waynie akurat tej nie powinno zabraknąć. Robert Pattinson to Mroczny Rycerz, któremu brakuje dyscypliny, doświadczenia i choćby najdrobniejszej odskoczni od życia w kostiumie.

Batman i Bruce Wayne tworzą tutaj jedno jestestwo. Nie ma podwójnego życia, ani fałszywej maski milionera/filantropa/playboya. Rodzina Wayne'ów de facto jest martwa. Wraz z rodzicami Bruce'a w filmie umiera całe ich dziedzictwo, ponieważ poza Alfredem Pennyworthem nikt nie stara się go powstrzymać. Co oczywiście nie oznacza, że sekrety i grzeszki zmarłych nie mogą dotknąć Batmana zza grobu. Jestem przekonany, że ten portret Batmana nie wszystkim przypadnie do gustu. Młody Bruce'a Wayne ma to jednak do siebie, że właściwie zawsze budzi kontrowersje. W przeszłości nie brakowało udanych prób pokazania Mrocznego Rycerza na starcie jego kariery, ale niektóre z różnych powodów kończyły się katastrofą.

REKLAMA

Młody Batman to nie tylko Robert Pattinson - polecamy komiksy, gry i seriale:

Batman - Początek - NA PLUS

W kontekście nowego "Batmana" trudno nie wspomnieć o tym, że DC podjęło już raz w przeszłości próbę odświeżenia swojego najsłynniejszego bohatera i cofnięcia się do jego początków. Za sterami produkcji, która miała zapoczątkować jedną z najlepszych trylogii w historii superbohaterskiego kina, stanął Christopher Nolan. Jego "Batman - Początek" koncentruje się na opowiedzeniu drogi, jaką Bruce Wayne przechodzi od pełnego gniewu i żalu nastolatka, przez szukającego swojej drogi młodego człowieka aż do bohatera kierującego się własnym kompasem moralnym.

To naprawdę świetne origin story, choć nie wszystko wyszło w "Batman - Początek" równie dobrze. Widać choćby wyraźnie, że Christian Bale jest trochę za stary na granie bardzo młodego Bruce'a. Dlatego część scen z początku filmu z dzisiejszej perspektywy wypada trochę sztucznie. Po części należy tu jednak zwalić winę na panujące wówczas trendy w Hollywood (wystarczy przypomnieć jak wyglądała licealna ekipa w "Spider-Manie" Sama Raimiego).

Batman: Rok pierwszy - NA PLUS

Frank Miller jest twórcą pod wieloma względami kontrowersyjnym. Jego komiksy potrafią zachwycić, ale czasem zdecydowanie przekraczają granice tak wizualnego, jak i fabularnego kiczu. Akurat "Batman: Rok pierwszy" wyszedł mu jednak bardzo dobrze. Wydane w 1987 roku dzieło przedstawia pierwszy rok superbohaterskiej działalności Bruce'a Wayne'a. Miller w bardzo inteligentny sposób kładzie nacisk na symbolikę Batmana jako narzędzia strachu. Pokazuje, że nie wystarczy wyjść na ulicę i pobić kilku kryminalistów, by stać się tym, czego Gotham realnie potrzebuje. Oprócz tego "Batman: Rok pierwszy" pełni też bardzo ważną rolę w budowaniu historii James Gordona i Seliny Kylie, a także kładzie mocne podwaliny pod ich relację z Batmanem w przyszłości. Nowy film ze wszystkich tych elementów korzysta bardzo wyraźnie.

The Batman (2004-2008) - NA MINUS

Mroczny Rycerz doczekał się w przeszłości wielu świetnych animacji, ale też kilku okropnie nijakich. "The Batman" plasuje się gdzieś pośrodku tej stawki. Wiele osób od tego tytułu odrzucają wyjątkowo dziwaczna estetyka świata i projekty postaci, a ja mówiąc szczerze się temu zupełnie nie dziwię. W ostatnich latach w fandomie Batmana pojawiło się jednak sporo nostalgicznych opinii na temat "The Batman". Postanowiłem więc dać temu serialowi drugą szansę, ale zdania nie zmieniłem.

Produkcji nie pomagają okropnie schematyczna struktura i często kompletnie nietrafione próby odświeżenia złoczyńców Batmana (wyjątkiem jest tu chyba tylko Firefly), ale największym problemem jest sam Bruce Wayne. To chyba najnudniejsza wersja tego bohatera, z jaką miałem do czynienia. Jest nijaki i w masce, i bez niej. Zdecydowanie lepiej wypadają jego pomocnicy (świetni Alfred i Batgirl), ale to nie wystarcza na uratowanie "The Batman".

Batman przyszłości - NA PLUS

Chyba nigdy w całej historii adaptacji komiksów DC nie byliśmy tak blisko katastrofy jak przy okazji "Batmana przyszłości". Nie wszyscy fani Mrocznego Rycerza zdają sobie bowiem sprawę, że ten uwielbiany przez miliony serial oryginalnie miał być zupełnie inny. Szefowie Warner Bros. Television chcieli dostać serial z nastoletnim Bruce'em Waynem. Rzecz w tym, że twórcy nie palili się do konceptu, który w dodatku kompletnie nie pasował do istniejącego DCAU.

Dlatego zamiast tego trochę od niechcenia zaproponowali futurystyczny serial z nowym Batmanem i wiekowym Brucem Waynem w roli mentora. Bruce Timm w rozmowie z portalem IGN wspominał po latach, jak wielkie było jego zaskoczenie, gdy projekt od razu dostał zielone światło. Na szczęście tak się stało, bo dziś "Batman przyszłości" jest uznawany za jedną z najlepszych historii o młodym Batmanie. Nawet pomimo faktu, że pod maską kryje się Terry McGinnis.

Batman. Ziemia Jeden - NA PLUS

Nietypowe okoliczności jak w przypadku "Batmana przyszłości" dają często swobodę, która nie jest dostępna podczas tworzenia dzieła w ramach sztywnych ram istniejącej od lat serii. Podobnie jest z alternatywnymi rzeczywistoścami i rozmaitymi historiami typu"What If...?". Na liście najlepszych opowieści tego typu jest bez wątpienia "Batman. Ziemia Jeden".

Trzytomowa seria opowiada o wczesnych latach działalności obrońcy Gotham i dochodzeniu do władzy jego największych przeciwników w bardziej realistycznym świecie niż ten zazwyczaj przedstawiany w komiksach. To fascynujące spojrzenie na opowieść o początkach kultowego bohatera, gdzie wiele rzeczy pozostaje bardzo znajomych, ale dodano do nich kilka niezwykle interesujących i fascynujących pomysłów. Warto zwrócić też uwagę na tą komiksową serię z uwagi na nieco inny portret młodego Batmana, który znacznie częściej popełnia naturalne błędy wynikające ze swojego niedoświadczenia.

Batman: Arkham Origins - NA MINUS

Wbrew obiegowej opinii "Batman: Arkham Origins" nie jest złą grą. Na premierę ten tytuł wyszedł pełen bugów, ale po wprowadzeniu odpowiednich łatek dało się tam dostrzec naprawdę sporo interesujących pomysłów. Sama fabuła prequela (w mojej opinii) jest o niebo lepsza niż to, co dostaliśmy od Rocksteady w "Batman: Arkham Knight". Dlaczego więcej produkcja z 2013 roku dostała ode mnie minus? Największą wadą tej gry jest jej niewykorzystany potencjał.

Batman

Wszystko zaczyna się tutaj niezwykle interesująco, ale opowieść o niedoświadczonym Batmanie po raz pierwszy w swojej karierze mierzący się z prawdziwym wyzwaniem, z czasem gubi się w natłoku kolejnych zwrotów akcji. Z czasem cała opowieść staje się zresztą origin story Jokera bardziej niż Batmana i zbyt mocno przenosi akcenty na Księcia Zbrodni z Gotham. Inna sprawa, że główny problem z Bruce'em Waynem w "Batman: Arkham Origins" kryje się w samym dysonansie między opowieścią o młodym superbohaterze i samą naturą gier wideo jako fantazji mocy. Dwa tak sprzeczne elementy niełatwo ze sobą pogodzić.

Joker - NA PLUS

A skoro o Jokerze mowa, to poświęconym mu filmie z 2019 roku znajdziemy (na pierwszy rzut oka) bardzo niepozorne cameo małego Bruce'a Wayne'a. Moim zdaniem przedstawienie śmierci jego rodziców w zupełnie nowym kontekście dało tej postaci bardzo wiele. Nie zgodzę się zupełnie z osobami twierdzącymi, że "Joker" z Joaquinem Phoenixem mógłby być historią o kimkolwiek i całkowicie wyrwaną z szerszego uniwersum DC.

Wszystkie te drobne elementy wspólnej historii dwóch największych przeciwników z komiksowego medium składają się razem na coś niezwykle oryginalnego. W świecie, gdzie kino superbohaterskie często oskarża się o powtarzanie w kółko tych samych motywów, podobne przypadki totalnego odświeżenia jednej z najbardziej ikonicznych scen nie zdarzają się często. Dlatego warto docenić małego Bruce'a stojącego nad ciałami swoich rodziców, choć ta scena z jego udziałem trwa zaledwie kilka sekund.

REKLAMA

Batman premiera - a jak w tym kontekście wypada Robert Pattinson?

W dużym skrócie i bez zbędnych spoilerów należałoby odpowiedzieć: "Bardzo przyzwoicie". Nie jest to wcale taka typowa kreacja dla tego bohatera. Batman w wykonaniu Brytyjczyka jest człowiekiem o bardzo wielu wadach. Tak bardzo skoncentrowanym na swoim celu, że działającym nieomal z klapkami na oczach. Angażuje się w cel walki z przestępczością całym ciałem i duszą, ale gubi szerszy kontekst i przez to jest w zasadzie ślepy na realne problemy toczące Gotham od wewnątrz. W mojej opinii tak "niedoskonałego" Mrocznego Rycerza nam bardzo brakowało. Elementy takiego portretu widzieliśmy u Keatona i Afflecka, ale to u Pattinsona po raz pierwszy człowieczeństwo Batmana wychodzi tak wyraźnie na pierwszy plan.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA