REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. VOD

Bardziej czekam na Disney+ niż na HBO Max. To będzie szał na miarę wejścia do Polski Netfliksa

W marcu do Polski wkroczy HBO MAX cały na biało, ale i tak jak zły czekam na start Disney+. HBO GO nie było idealne, ale dowoziło najnowsze seriale czy filmy od Warnera. Disney+ z kolei do tej pory u nas nie było wcale - nawet w okrojonej formie. Przez ten czas biblioteka wypełniła się wieloma perełkami, o których z zazdrością czytałem i będę pochłaniać je jak Sarlacc Bobę Fetta.

disney plus kontra hbo max seriale filmy
REKLAMA

Rok 2022 będzie mocny pod względem streamingu. Już niedługo, bo 8 marca, pojawi się w Polsce HBO Max. Zastąpi tym samym HBO GO, ale nie będzie to tylko kosmetyczny rebranding, lecz również i spory zastrzyk filmów i seriali nie tylko ze znaczkiem HBO, ale i Warnera, Sony i amerykańskich stacji telewizyjnych.

REKLAMA

Na wejście Disney+ do Polski czekamy już ponad dwa lata, ale w końcu to się zmieni - nastąpi to dopiero/już latem. Tak więc nawet jeśli nigdzie konkretnie nie wybieracie się na wakacje, to będziecie mogli spędzić je na Tatooine lub w innych miejscach odległej galaktyki. A to przecież dopiero początek ofensywy Miszki Miki na polskim rynku.

HBO Max będzie przedłużeniem i rozszerzeniem HBO GO. Seriale HBO Originals mogliśmy jednak oglądać przez cały czas.

HBO jest marką, która jest bliska memu sercu od końca lat 90., kiedy stacja była dostępna na Wizji TV - konkurencji Cyfry+. "To nie telewizja, to HBO" - to hasło wcale nie była przesada i nikomu nie trzeba już tego tłumaczyć. Wspaniałe to były czasy, a dekodery i talerze obu platform (lub posiadanie kolegi z jednym z nich) otwierał wrota do magicznego świata hollywoodzkich filmów, które dopiero co były w kinach lub można je było dorwać tylko na VHS-ie. O serialach nawet nie wspominając. To już nie wróci, a na rynku streamingu robi się coraz tłoczniej. Dalej będę płacił za HBO, ale na samo Max aż tak bardzo się nie napalam.

Aplikacja HBO GO nie jest idealna (szczególnie w przeglądarce, bo na telewizorze działa już zdecydowanie lepiej), a jakość audio-wideo pozostawia wiele do życia. Jednak była i jest. Wszyscy liczymy na to, że HBO Max poprawi aspekty techniczne, a do tego filmy Warnera będą lądować tam już po 45 dniach od premiery. To naprawdę COŚ.

Odczujemy różnicę, ale nie będzie to rewolucja w stylu wynalezienia streamingu. "Matrix 4" czy "Diuna" i inne przeboje i tak prędzej, czy później wylądowałyby na HBO i HBO GO. No i mieliśmy też przez cały czas dostęp do najnowszych i kultowych produkcji oryginalnych. Niektóre nawet miały premierę równo z USA, jak np. specjalny program z "Harrym Potterem".

Jednak, żeby nie było: cieszę się z wejścia HBO Max, liczę na obraz i dźwięk na miarę XXI wieku, sowite powiększenie bazy, która w obecnej odsłonie nie powala, ale za to nadrabia jakością seriali. Ostrzę sobie pazurki na perełki z Adult Swim czy pooglądanie sobie kreskówek mojego dzieciństwa z Cartoon Network, ale bez nich też bym przeżył.

To będzie jednak tylko rozwinięcie i dopełnienie HBO GO, które przede wszystkim maiłem dla originalsów i filmów Warnera. I to dalej będzie stanowić trzon HBO Max (aczkolwiek dojdzie jeszcze np. biblioteka hitów Sony na wyłączność). 8 marca 2022 roku będzie więc końcem pewnego etapu, a nie epoki.

Disney+ w końcu pozwoli prawilnie i legitnie oglądać seriale Marvela i Star Wars. Większość najnowszych hitów była w Polsce niedostępna.

Z Disney+ sprawa jest zupełnie inna. To będzie debiut w stylu Netfliksa w naszym kraju. Platforma streamignowa została uruchomiona 12 listopada 2019 roku i od tego momentu Polacy mogli obejść się smakiem. Przynajmniej jeżeli chodzi o w pełni legalny dostęp do ekskluzywnych treści. Ci bardziej sprytni kombinowali przez VPN-a i w sumie płacili za subskrypcję, więc nie można powiedzieć, że byli złodziejami.

Niestety przez brak platformy Miszki Miki rozkwitło też piractwo, bo postawiono ludzi przed wyborem: biernie patrzeć na kolegów za granicą jak jarają się "Mandalorianem" lub ściągnąć serial z torrenta w jakości HD. I w sumie dopiero niedawno poznaliśmy przybliżoną datę wejścia Disney+ do Polski, więc wcześniej, gdy nawet nie było światełka w tunelu, tym łatwiej było sobie tłumaczyć piracenie. A recenzje i zachwyty kusiły, oj kusiły.

Sam nie wiem, od czego zacznę maratony: od seriali Star Wars ("Mandalorian", "Księga Boby Fetta", "Visions", a zaraz i "Obi-Wan" i wiele innych w kolejce) czy Marvela (m.in. "WandaVision", "Falcon i Zimowy żołnierz", "Loki", "Hawkeye", a wkrótce i "Moon Knight"). Do tego jeszcze dochodzą filmy animowane Pixara i rzecz jasna Disneya, które przeoczyłem w ostatnich latach.

Możliwe, że znajdą się też tytuły z przepastnej oferty Hulu czy FX (podlinkowałem ichniejsze produkcje, których jest od groma i tylko po części były dostępne w Polsce). Krótko mówiąc: będzie przy czym zarywać noce. Dojdzie też nowa wymówka na pozostanie w domu w weekend.

Disney plus pojawi się w Polsce latem 2022 roku. Już wiem, co będę robił w wakacje.

I możecie się ze mnie śmiać, że nie dopłynąłem do Pirackiej Zatoki lub nie oglądałem tego na podejrzanych stronach z serialami online. Już z tego wyrosłem i najzwyczajniej w świecie unoszę się honorem, gdy mam okradać nawet takiego molocha jak The Walt Disney Company (szczególnie, że na subskrypcję można zrzucać się z innymi). I jestem w tym konsekwentny.

REKLAMA

Stałem się też wygodnicki i nie chce mi się bawić w ściąganie plików avi i przerzucanie ich na telewizor. Wolę sobie wszystko odpalić z poziomu pilota z dopasowanymi napisami i nogami rozwalonymi na kanapie. A także z polecajkami, wyszukiwarką z gatunkami i kategoriami, możliwością przeskoczenia intra (mam nadzieję, że to będzie!) i dokończenia w punkcie przerwania serialu. Wszystko prawilnie i legitnie. Zresztą i tak wcześniej się nie nudziłem, bo konkurencja przecież nie spała. I dzięki temu te najbardziej mnie interesujące produkcje Amazon Prime Video mam już z głowy.

Dlatego z jednej strony odliczam miesiące do uruchomienia polskiego Disney+, który stanie się nowym nemezis Netfliksa z ambicjami monopolisty, ale z drugiej trochę się obawiam tej kupki wstydu, którą sobie narobiłem i mnie przygniecie niczym Jabba. Biorąc pod uwagę przesyt premier seriali i filmów na tej i innych platformach oraz to, że życie nie kończy się na serialach, myślę, że ogarnięcie zaległości zajmie mi co najmniej z pół roku. I wcale nie narzekam.

* zdjęcie główne: screen z dmedmedia.disney.com

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA