REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Netflix

Dwoje oszustów zawładnęło Netfliksem. Co ich różni? Reakcje widzów na ich scamy

Tak się to złożyło, że "Oszust z Tindera" i "Kim jest Anna?" trafiły do serwisu Netflix w podobnym czasie. Obie produkcje opowiadają o ludziach, którzy sposobem na życie uczynili sobie oszustwo i malwersacje. Co ciekawe, reakcje publiczności na oba seriale są bardzo różne.

kim jest anna oszust z tindera opinie rekacje netflix
REKLAMA

Najpierw Netfliksa podbił dokument "Oszust z Tindera", a teraz serial "Kim jest Anna?". W obu przypadkach mamy do czynienia z antybohaterami, którzy naciągali ludzi. W pierwszym przypadku były to zwykłe singielki, w drugim elita Nowego Jorku i banki. Reakcje widzów na obie produkcje są bardzo różne.

REKLAMA

"Oszust z Tindera" i "Kim jest Anna?" to dwie produkcje, które w ostatnim czasie narobiły sporo szumu nie tylko na Netfliksie, ale ogólnie w internecie. Simon Leviev podający się za "księcia diamentów" rozkochiwał w sobie kobiety poznane na Tinderze, zapraszał je na pokłady prywatnych odrzutowców i do 5-gwiazdkowych hoteli. Potem okłamywał je, że jest w niebezpieczeństwie i potrzebuje gotówki. Wyłudził w ten sposób szacunkowo 10 mln dol., a większość ofiar dalej nie odzyskała pieniędzy. Obecnie jest na wolności i dalej szpanuje bogactwem.

Anna Sorokin podawała się za Annę Delvey - dziedziczkę fortuny, córkę niemieckiego milionera. Przez kilka lat bywała na salonach, mieszkała w luksusowych hotelach i również latała prywatnym odrzutowcem. Wszystko na czyjś koszt - banków lub nowo poznanych przyjaciół z nowojorskich elit. Została oskarżona o przywłaszczenie sobie ponad 200 tys. dol., ale Netflix zaoferował jej taką gażę, że już spłaciła grzywnę i odszkodowania. Odsiedziała swój wyrok, jednak znów przybywa w areszcie dla nielegalnych imigrantów, bo skończyła jej się wiza. Grozi jej deportacja do Niemiec, gdzie przebywa jej rodzina.

Simon Leviev i Anna Delvey to dwoje zupełnie różnych oszustów, ale łączy ich bardzo wiele.

O reakcjach na "Oszusta z Tindera" pisałem w osobnym artykule, nie będę się więc powtarzał. Ogólnie spora część komentujących obwiniała "durne baby", które na własne życzenie dały się oskubać przez fałszywego playboya-milionera. Chciały żyć jak w bajce, więc spotkała je kara za swoją "chciwość". Mało kto jednak krytykował samego oszusta, który manipulował i okłamywał singielki, a te jeszcze same woziły mu pieniądze lub zaciągały kredyty.

W przypadku Anny Delvey mamy odwrócenie ról: to kobieta jest oszustką, a ofiarami mężczyźni, którzy rządzą światem finansów oraz inne kobiety, które się z nią zaprzyjaźniły. Banksterzy już dostali 199 tys. dol. z odszkodowań, które Sorokin opłaciła z kontraktu z Netfliksem. Zresztą oni ryzyko mają wpisane w swój zawód. Najgorzej pokrzywdzeni byli jej znajomi, których nie dość, że oszukała z fałszywą tożsamością i udawanym kumpelstwem, to jeszcze żyła na ich koszt.

Jedna z jej przyjaciółek, Rachel DeLoache Williams, zapożyczyła się na 62 tys. dol., które Anna Delvey miała jej oddać po powrocie z Maroka. Oszukana opłaciła ich wspólną wycieczkę za granicę, bo jej rzekomo bogata znajoma miała zablokowane karty. Oszukana odzyskała tylko niewielką część sumy.

Sąd uniewinnił Sorokin z tego zarzutu, a ława przysięgłych uznała, że Williams wcześniej sama korzystała z jej zaproszeń i luksusów. Ta znajomość i długi jednak niemal zrujnowały jej życie, o czym napisała w artykule i książce. W serialu jest temu poświęcone sporo czasu, a z każdą minutą aż mnie nosiło, że "dziedziczka fortuny" mogła tak bezwstydnie i bez żadnych wyrzutów sumienia wykorzystać zapatrzoną w nią przyjaciółkę.

Reakcje na "Kim jest Anna?" są inne niż w przypadku "Oszusta z Tindera".

Główny motyw komentarzy internautów na artykuły o dokumencie o "księciu diamentów" to victim blaming. W przypadku "Kim jest Anna?" o fałszywej milionerce jest trochę inaczej. Okej, mniej więcej połowa skupia się na tym, że to dobry/nudny serial, ale reszta wpisów jest refleksyjnych i dotyczy samej Anny Sorokin vel Delvey.

Niektórzy rzecz jasna uważają, że jej ofiary były chciwe i naiwne jak kobiety oskubane przez Levieva. To już chyba norma w przypadku tematyki scamów. Co ludzie jeszcze piszą, prócz komentowania jakości nowego hitu Netfliksa? M.in. zachwycają się przebiegłością Anny (tymczasem mało kto podziwiał Simona Levieva) i porównują ją z "Oszustem z Tindera". Cześć osób w odpowiedzi wyjaśnia, dlaczego niektóre fanki Anny Sorokin się mylą.

Screeny z Facebooka

Może i Anna Sorokin ma "łeb jak sklep" i można jej zazdrościć umiejętności marketingowych, ale nie jest osobą, którą chcielibyśmy być lub mieć w znajomych. Jej historia tylko pozornie przypomina spełnienie "amerykańskiego snu" i stanowi wzór dla innych kobiet, by walczyły o swoje, nawet jak mają utrudniony start w życiu.

Najwyraźniej twórcy serialu Netfliksa ponieśli klęskę we właściwym sposobie jej sportretowania. Kolejny aspekt, który sprawia, że mimowolnie chcemy jej kibicować, to nasza nabyta doświadczeniem życiowym nienawiść do bogaczy i elit. Kiedy ktoś zagra im na nosie, czujemy, że sprawiedliwości stało się zadość.

Anna Delvey to naprawdę kiepski wzór do naśladowania, a tym bardziej gloryfikowania.

Nie mam pojęcia, jak można ją wybronić wystawienia znajomych. Nawet tych, co zarabiają więcej. Nikt nie chce fundować wycieczek czy noclegu oszustom. W przypadku naciągania banków czy hoteli sprawa też jest tylko na pierwszy rzut oka jest zerojedynkowa. Przecież w takich sytuacjach to nie prezes ma potrącone z pensji, lecz pracownicy.

Nie tak powinna wyglądać z systemem. Przypomina mi to te wszystkie sceny z szalonymi randkami w filmach. Para idzie do drogiej knajpy, je wystawną kolację i zwiewa bez płacenia, bo co to dla luksusowej restauracji. Prawda jest taka, że zwykle to obsługująca ich kelnerka lub kelner pokrywa rachunek.

REKLAMA

Widziałem też próby tłumaczenia jej, że chciała zrobić coś dobrego i założyć fundację wspierającą artystów. Czy na pewno jednak chciała pomagać komuś innemu? Robiła to tylko po to, by być podziwiana i mieć kontakt z creme de la creme świata mody i sztuki. Nie była Robin Hoodem w spódnicy (Diora lub innego projektanta), tylko okradała ludzi dla zaspokajania własnej narcystycznej osobowości. I niczym socjopatka nie widziła w tym nic złego.

Sama mówiła na początku, że "żałuje niektórych czynów", ale zrobiłaby to ponownie. "Okłamałabym ciebie, wszystkich i siebie, gdybym powiedziała, że jest mi przykro za cokolwiek" - powiedziała w wywiadzie w 2019 roku. Dopiero później na sali sądowej przeprosiła, że "tyle osób ucierpiało". Mi jest jedynie przykro, że takie osoby coraz częściej starają się celebrytami, a ludzie coraz rzadziej odróżniają bohatera od oszusta.

"Kim jest Anna?" i "Oszust z Tindera" możemy obejrzeć na Netfliksie.

* Zdjęcie główne: www.instagram.com/theannadelvey / www.instagram.com/simon__leviev__official_____

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA