REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Nowy odcinek "The Book of Boba Fett" ma nowego bohatera. Disney chyba pomylił pliki, ale fani dostali niespodziankę

Disney zrobił nam psikusa. Najnowszy odcinek "The Book of Boba Fett" zaskakuje za sprawą powrotu pewnego lubianego bohatera i wygląda na żywcem wyjęty z zupełnie innego serialu. Ogląda się to tak, jakby Disney pomylił pliki. Epizod jest przy okazji nafaszerowany smaczkami dla tych największych fanów "Gwiezdnych wojen" (nerd alert!). Oceniamy najnowszy, 5. odcinek serialu "The Book of Boba Fett". Recenzja.

the-book-of-boba-fett-5-odcinek-the-mandalorian-cameo-disney-plus
REKLAMA

Uwaga na spoilery z "The Book of Boba Fett".

"The Book of Boba Fett" przez pierwsze pół sezonu rozwijał się wyjątkowo leniwie. No i dwutorowo - są odcinki, w których lwią część czasu spędzamy w ramach flashbacków, które pokazywały nam życie głównego bohatera wśród ludzi pustyni. Do tego dochodzi główny wątek osadzony w teraźniejszości (oczywiście tej serialowej - pamiętajmy, że obserwujemy wydarzenia rozgrywające na dwie dekady przed nastaniem Najwyższego Porządku i powrotem Palpatine'a).

REKLAMA

Piąty epizod, który trafił na platformę Disney+ w środę 26 stycznia 2022 roku, jest za to zupełnie inny. Dość powiedzieć, że tytułowy bohater nie pojawia się tutaj ani razu! Zamiast tego skupia się na innej postaci, a stary znajomy z "The Mandalorian" nie tyle co zaliczył gościnny występ, co dostał pierwszoplanową rolę! To właśnie tutaj, nieco niespodziewanie, dowiedzieliśmy się, co z nim się działo po emocjonującej kulminacji 2. serii poświęconego mu serialu.

Piąty odcinek "The Book of Boba Fett" niczym kolejny epizod "The Mandalorian".

Równie dobrze od tego odcinka mógłby się zacząć kolejny sezon "Mandalorianina". Din Djarin, który przekazał Grogu na ręce Luke'a Skywalkera, wrócił do zawodu oraz do swojej sekty, likwidując po drodze jakiegoś rzezimieszka. Na miejscu przetopił swoją włócznię na kulki dla przybranego dziecka i stoczył pojedynek z potomkiem twórcy Darksabera - a chociaż go wygrał, to przyznał się do tego, iż nie dochowywał wierności obyczajom krajan i udał się na dobrowolne wygnanie.

Cały odcinek aż kipi tutaj o zawartości. Już na starcie widzimy, jak Din Djarin podczas wykonywania zlecenia przecina kosmitę Darksaberem na pół (!). Jakby tego było mało, łowca nagród obcina poza kadrem głowę (!!) swojej ofierze, a potem niesie ociekający krwią albo innym płynem worek (!!!) do zleceniodawcy. Do tego dochodzą flashbacki pokazujące atak Imperium na Mandalorę oraz dyskusje o religii Mandalorian. Ta stawiana jest w opozycji do tego, czym są Jedi.

Co ciekawe, aż do pojedynku, czyli przez pierwsze kilkanaście minut epizodu, można było mieć wrażenie, że Disney pomylił pliki i wrzucił na serwery pierwszy odcinek 3. sezonu "The Mandalorian". Tak się jednak nie stało, a co uważniejsi fani już tydzień temu usłyszeli motyw przewodni serialu o Din Djarinie, który wybrzmiał zaraz po wypowiedzianych przez Bobę Fetta słowach o poszukiwaniu pomocy w nadchodzącej wojnie gangów. Teraz już wiemy, kogo miał na myśli.

Zanim jednak Fennec Shand poprosiła Dina Djarina w imieniu Boby Fetta o pomoc, Mandalorianin zdobył nowy statek.

Szybko też się dowiedzieliśmy, dlaczego Mandalorianin udał się akurat na Tatooine, a nie na Mandalorę. Okazuje się, że łowca nagród nie zdobył jeszcze nowego statku - ale jego stara znajoma, którą wiedzieliśmy już wcześniej gdzieś w tle, załatwiła zastępstwo dla "Razor Cresta" czyli po naszemu "Brzeszczota". Tym statkiem okazał się myśliwiec z serii N1 (takim statkiem latał kilka dekad wcześniej Anakin Skywalker w trakcie bitwy o Naboo w "Mrocznym Widmie").

Jakby zaś mało było jeszcze widzom easter-eggów, to w porcie pojawił się droid z serii BD, czyli tej samej, do której należał Buddy pomagający głównemu bohaterowi gry "Star Wars Jedi: The Fallen Order" (niektórzy fani są przekonani, że to wręcz ten sam robot). R5, który mu towarzyszył, przypominał z kolei astromecha z "Nowej nadziei" - tego samego, którego chciał pierwotnie kupić od Jawów wuj Luke'a Skywalkera, ale zrezygnował ze względu na popsuty motywator.

Oprócz tego dowiedzieliśmy się co nieco na temat Jawów (mają futro!), kultury Mandalorian (z Beskaru nie robi się broni, a jedynie pancerz), Darksabera (stworzył do mandaloriański Jedi) i odwiedziliśmy słynny kanion żebraków (to tam Luke Skywalker strzelał do pomp ratów). Spotkaliśmy też dwóch pilotów X-Wingów (którzy w końcu puścili Dina Djarina wolno) oraz zobaczyliśmy, jak wyglądają podróże międzygwiezdne z perspektywy zwykłych obywateli w erze Nowej Republiki.

Co serial "The Book of Boba Fett" mówi nam na temat przyszłości "The Mandalorian" oraz seriali "Star Wars" w ogóle?

Chociaż nowy odcinek nie pchnął akcji "The Book of Boba Fett" w zasadzie ani o jotę (Mando mógł zdobyć nowy statek poza kadrem), a z perspektywy tego głównego wątku w "teraźniejszości" jest wręcz pomijalny, może stać się ulubionym w oczach wielu, wielu fanów. Pokazuje nam urywek z codzienności tej odległej galaktyki, o której obronie głównie słyszymy (a którą mało kiedy faktycznie oglądamy) i mówi nam też wiele na temat dalszych losów Dina Djarina.

Mandalorianin pozostaje wierny ideałom, konfunduje droidy takimi słowami jak np. "broń to moja religia" i rusza w podróż, by oczyścić swoje imię. Przy okazji przygotował prezent dla Grogu, więc jestem pewien, że się z nim jeszcze zobaczy (i to on zajmie drugie miejsce w kabinie jego nowego statku!). Do tej Din Djarin w ostatniej scenie odcinka powiedział Fennec Shand, że musi kogoś odwiedzić. Możliwe, że na Tatooine ukrył się nie kto inny, jak sam Luke Skywalker...

REKLAMA

Po 5. odcinku "The Book of Boba Fett" nie mam za to pewności, czy 3. sezon "Mandalorianina" w ogóle powstanie, czy zastąpi go (znowu) inny serial. Możliwe, że w ofercie Disneya pojawi się więcej krótszych produkcji z tego samego okresu, a bohaterowie będą migrowali pomiędzy nimi płynniej, niż postaci z filmów i seriali Marvela pomiędzy kolejnymi produkcjami z cyklu Marvel Cinematic Universe. A czy tak będzie? Trudno powiedzieć, ale wiem jedno: dawno nie czułem takiego hype'u oglądając "Gwiezdne wojny"!

PS Na tym etapie to już się nawet nie zdziwię, jeśli w następnym odcinku dowiemy się, w jaki sposób Mace Windu przeżył upadek z okna po stracie ręki.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA