REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

Rolnik szuka Big Brothera. "Farmę", nowe reality show Polsatu, oglądasz, hejtując

"Farma" to nowy program Polsatu, który od razu zdobył sporą popularność. Łączy dwie mody: na reality show i programy rolnicze, które w Polsce są od lat na topie. Uczestnicy przenoszą się na wieś, by wykonywać zadania i... przeżyć. Okazuje się, że wcale nie jest to tak takie łatwe. Szczególnie bez dostępu do internetu.

farma polsat rolniczy progrom reality show opinia
REKLAMA

"Farma", czyli rolnicze reality show Polsatu, wystartowała w poniedziałek tydzień temu (17 stycznia). W zeszłym tygodniu mogliśmy obejrzeć 5 odcinków prowadzonych przez Marcelinę Zawadzką oraz Ilonę Krawczyńską. 13 uczestników (dwoje z nich przyszło później), którzy wcześniej nie mieli do czynienia z pracą na farmie, zamieszkało w opuszczonym gospodarstwie w leśnych ostępach Puszczy Noteckiej.

REKLAMA

Uczestnicy walczą o 100 tysięcy złotych, a sam program jest na licencji szwedzkiego formatu z 2001 roku. Jego lokalne wersje powstały w kilkudziesięciu krajach na świecie. Jak wypadła polska wersja reality show?

"Farma" pokazuje wyidealizowany obraz rolnictwa rodem z Instagrama. Wsi spokojna, wsi wesoła.

Oglądanie programów rolniczych oraz trend na życie blisko natury to coś, co nas kręci w ostatnich latach. Pandemia pokazała, że mieszkanie w betonowych blokach jest bez sensu, gdy swoje home office możemy rozstawić na plaży lub w vanie. Wielu z nas przejechało się na wymarzonym życiu rodem z amerykańskich seriali i w pewnym momencie zaczęło ciągnąć wilka do lasu.

Stąd też taka popularność takich programów jak "Rolnik szuka żony", "Rolnicy. Podlasie", ale i youtubowych oraz tiktokowych farmerów-influencerów czy gier, w których zamiast strzelać do terrorystów, obsiewamy pole. "Farma" pokazuje jakby wyglądało wiejskie życie w praktyce, gdyby mieszczuchy zdecydowały się na rewolucję. Robi to jednak w bardzo wyidealizowany sposób, który trochę zakłamuje rzeczywistość.

Uczestnicy muszą co prawda czerpać wodę ze studni, ale sama miejscówka wygląda jak z folderu gospodarstwa agroturystycznego. Nie twierdzę, że takich farm nie ma, ale wystarczy raz się przejechać po Polsce lub odwiedzić rodzinę na wsi, by jednak mieć trochę inne wyobrażenie.

Brak internetu, schludna chatka ze stylizowanym wystrojem, równiutko skoszona trawa, tu krowa, tam kotek. Przecież to wygląda jak idealne wakacje, a nie prawdziwe życie lub tym bardziej wyzwanie dla ludzi z miasta. Zwłaszcza że doradzają im eksperci, którzy w razie czego przybiegną z pomocą.

Uczestników "Farmy" Polsatu trudno polubić.

Rozumiem, że w telewizji wszystko ma ładnie wyglądać, ale już na starcie program traci na autentyczności i sprawia, że trudno nam przeżywać trudy śmiałków. Największym wyzwaniem na farmie jest jedzenie warzyw, bo konserwy się kończą. Koniec świata! Jednym z najtrudniejszych zadań było zwykłe wydojenie krowy, a i tak już pierwszego dnia nawalili, nie dopilnowali tego, by mućka miała wodę i siano. Zapomnieli, że krowy też się karmi, bo bardziej skupiają się na intrygach, obgadywaniu i potajemnych sojuszach.

W przeciwieństwie do "Gry o tron" tutaj jednak trudno kogokolwiek polubić i mu kibicować. Niemal każdy uczestnik wydaje się jakiś taki fałszywy i myśli tylko o jednym. I na pewno nie są to romanse, bo mało kto ma siłę na amory po wyczerpującym dniu, w którym np. trzeba zrobić strach na wróble.

REKLAMA

W starym "Big Brotherze" uczestnicy mieli do wygrania więcej, bo aż pół miliona złotych (i to w czasach przedinflacyjnych), ale kasa schodziła na dalszy plan. Wygłupiali się przed kamerami, a my przed telewizorami mieliśmy z tego radochę. W "Farmie" każdy chce za wszelką cenę wygrać, co rodzi ciągłe konflikty, na które można popatrzeć, ale po co się dodatkowo wkurzać? Na plus na pewno jest to, że nie wybrano samych influencerów, trenerów personalnych i modelek jak przy powrocie "Wielkiego Brata".

Najbardziej jednak irytujące jest przeciąganie eliminacji uczestnika w nieskończoność. W jednym odcinku są nominacje, w kolejnym pojedynek osób do odstrzału, a dopiero później, w kolejnym tygodniu, poznajemy wyniki całego cyrku. Nie byłoby w tym nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że poświęca się na to pół czasu antenowego. Oglądanie trwających w nieskończoność rozkmin 20-letniej uczestniczki o tym, kogo nominować, jest po prostu nudne. W dzisiejszym odcinku w końcu (?) dowiemy się, kto jako pierwszy wylatuje, ale teraz już mało mnie to obchodzi.

Reality show "Farma" można oglądać od poniedziałku do piątku o 20:00 na Polsacie oraz online na Polsat Box Go.

* zdjęcie główne: materiały prasowe Polsat

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA