REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

Żegnaj, Louie Andersonie. "Świat według Ludwiczka" był najcudowniejszym serialem mojego pokolenia

Aktor, komediant i działacz społeczny Louie Anderson nie żyje. Dla wielu z nas to niezwykle bolesna i smutna informacja, bo dorastaliśmy w towarzystwie animowanej wersji Andersona. Dzieciaki urodzone w latach 90. i oglądające namiętnie Fox Kids zapamiętają "Świat według Ludwiczka" jako najwspanialszy serial swojej generacji.

świat według ludwiczka louie anderson nie żyje
REKLAMA

Kilka dni temu świat obiegła informacja, że Anderson trafił do szpitala, gdzie podejmie się leczenia nowotworu krwi. Z całego świata popłynęły głosy wsparcia i szybkiego powrotu do zdrowia, niestety obecne w ciele aktora komórki nowotworowe okazały się niezwykle agresywne. Rodzina i przyjaciele komika zdołali się z nim jeszcze pożegnać, ale dzisiaj Louie Anderson zmarł w szpitalu w Las Vegas.

Nie jest mi łatwo pisać te słowa, bo życiem Andersona interesowałem się od wielu lat. Zawsze starałem się być na bieżąco z jego nowymi projektami, nawet w okresie, gdy jego kariera weszła w duży zakręt na początku XXI wieku. Późniejszy powrót na szczyt dzięki serialowi "Baskets", zdobytej w 2016 roku nagrodzie Emmy i świetnie przyjętym książkom, poświęconym rodzinie Louiego Andersona, naprawdę mnie cieszył i liczyłem na kolejne świetne produkcje z udziałem Amerykanina. Niestety, ani ja, ani inni jego fani już tego nie doczekamy. Jeden tytuł stworzony przez urodzonego w 1953 roku aktora zostanie z nami jednak na zawsze.

REKLAMA

Louie Anderson nie żyje. Jego "Świat według Ludwiczka" to animacja, która zdefiniowała pokolenie Fox Kids.

Dzieciaki urodzone na przełomie lat 80. i 90. jako pierwsze w Polsce zasmakowały nieograniczonego kontaktu z amerykańską popkulturą. Nie będzie żadną przesadą, jeśli powiem, że ja i moi rówieśnicy się nią niemal zachłysnęliśmy. Kanały takie jak RTL 7, Fox Kids, Cartoon Network czy Hyper dostarczyły nam dziesiątek fenomenalnych i bardzo różnorodnych animacji. Dawne produkcje pokroju "Reksia" czy "Bolka i Lolka" w porównaniu do "Dragon Ball Z", "Laboratorium Dextera", "Atomówek", "X-Men" czy "Animaniaków" wyglądały jak produkcje z odległej i bez porównania nudniejszej rzeczywistości.

Będziecie jednak w błędzie, jeśli uznacie, że młodych widzów interesowały wtedy tylko głośne i wybuchowe tytuły. Olbrzymią (i do dzisiaj wciąż bardzo żywą) popularnością cieszył się w tym czasie również pozornie nienadzwyczajny program. Ot, zwykła opowieść o chłopaku dorastającym na amerykańskim przedmieściu na początku lat 60. "Świat według Ludwiczka" za tą prostą fasadą krył w sobie jednak nieskończone pokłady humoru, błyskotliwości, autentycznych emocji i wielkiego zrozumienia dla doświadczeń dorastających dzieciaków.

Louie Anderson wiedział, że nie ma nic zabawniejszego i nic bardziej trafiającego do serca niż absurdy rodzinnej codzienności.

Inspiracją dla fabuły serialu były jego własne doświadczenia, ale miejscami odpowiednio podkręcona lub wręcz przeciwnie znacząco złagodzone. Louie Anderson przez znaczną część życia radził sobie bowiem z depresją, poczuciem niedowartościowania i nadwagą. Łączyła go też trudna relacja z ojcem, który miewał problemy z alkoholem i sięgał czasem po przemoc.

Podczas tworzenia animowanego serialu Anderson nie uciekał od wszystkich tych tematów (a także innych poważnych kwestii takich jak śmierć najbliższej rodziny, bezrobocie, wojna czy nastoletnie miłości), ale zdołał je wpleść w niezwykle zabawny świat zamieszkany przez cudownie znajomych bohaterów. Wszyscy oni zamieszkiwali fikcyjną Cedrową Górkę w stanie Wisconsin, ale byli jak ludzie, których widywaliśmy w swoim życiu na co dzień.

Do dzisiaj oczywiście najlepiej pamiętamy Andy'ego Andersona, czyli ojca głównego bohatera i jego słynne bon motty. Weteran wojenny (biorący udział według własnych historii we wszystkich wojnach na wszystkim kontynentach) i były muzyk jest fenomenalnym archetypem rodzinnego patriarchy. Nerwowy, przemądrzały, gotów w każdym momencie wybuchnąć groźbami lub niepoprawnymi politycznie żartami, to tradycjonalista i mitoman pełną gębą, ale jednocześnie człowiek troskliwy i niezwykle pracowity, chętny na wszelkie poświęcenia dla swojej rodziny. Serialowa Ora Anderson to z kolei symbol kochającej matki i żony, kobiety zbyt często niedocenianej, ale pełnej własnych pomysłów, ambicji i dumy. W połączeniu z całą masą drugoplanowych postaci ta trójka tworzyła kościec "Świata według Ludwiczka".

Louie Anderson trafił do nas po równi sarkazmem i ciepłem, a wydatnie pomogli mu w tym twórcy polskiego dubbingu.

Ich wkładu w sukces "Świata według Ludwiczka" absolutnie nie można pominąć. Reżyseria Ewy Markowskiej, a także dialogi autorstwa jej, Elżbiety Kopocińskiej, Marii Horodeckiej, Doroty Filipek-Załęskiej i Andrzeja Arciszewskiego stały na absolutnie fenomenalnym poziomie. Brały to, co udawało się w wersji oryginalnej i jednocześnie mądrze przenosiły to na nasz rodzimy grunt bez wprowadzania zbyt daleko idących zmian. Trzeba też pochwalić obsadę z Januarym Brunovem i Wojciechem Paszkowskim na czele (wcielali się oni odpowiednio w Ludwiczka i Andy'ego Andersona).

REKLAMA

W zeszłym roku postanowiłem naprzemiennie oglądać kolejne odcinki "Ludwiczka" po angielsku i po polsku. O ile pod względem dialogów obie wersje zachwycały, to akurat polski dubbing o wiele lepiej zestarzał się pod względem doboru głosów poszczególnych postaci. Wszystko to składało się na produkcję absolutnie wyjątkową na tle swoich konkurentów w segmencie programów dla dzieci. Fox Kids cieszyło się w tamtych latach licznymi hitami, ale część z nich poszła z czasem w zapomnienie (ktoś kojarzy jeszcze Kota Ika?). "Świat według Ludwiczka" przetrwał w pamięci Polaków do dzisiaj.

Właściwie każdy miłośnik animacji z lat 90., urodzony nad Wisłą, będzie wiedział skąd pochodzą słowa: "Szafa gra" czy nawet będzie w stanie powtórzyć ikoniczną opowieść o zielonej sałacie. Nie jest to wynik samej nostalgii, lecz dowód na fenomenalną jakość produkcji wyświetlanej u nas w latach 1999-2002. Osobiście będę za nią wdzięczny Louie'emu Andersonowi może nawet do końca życia. Możecie być pewni, że w ten weekend czołówka z Ludwiczkiem rozbrzmi w moim mieszkaniu niejednokrotnie i podobnie będzie też w wielu miejscach w Polsce.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA