1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dzieje się

HiT - nowy przedmiot dla licealistów coraz bliżej. To wybuchowa mieszanka religii z WOS-em

HiT - nowy przedmiot w szkołach ponadpodstawowych wydaje się katechezą z elementami historii i WoS-u. Ze skierowanej do konsultacji ustawy programowej Historii i Teraźniejszości dowiecie się, jakie intelektualne inspiracje stały za "rewolucją 1968 roku" oraz jak bardzo prześladowani w XX wieku byli chrześcijanie. O czym uczniowie będą się uczyć na Historii i Teraźniejszości? Uwaga, tylko dla ludzi o mocnych nerwach.

hit czarnek ustawa historia i teraźniejszość

HiT, czyli Historia i Teraźniejszość, to nowy przedmiot dla licealistów, zapowiadany już kilka miesięcy temu. Zgodnie z wcześniejszymi doniesieniami, minister edukacji i nauki Przemysław Czarnek zamierza "odzyskać pokolenie nieświadomych Polaków". Walka z tzw. lewactwem symbolizowanym przez filmy o lesbijkach na Netfliksie trwa w najlepsze i odbywa się w szkole.

Znamy już nowe nudne lektury, a teraz nadszedł czas na prawdziwy HiT. Tak jest. Na tapet wraca przedmiot Historia i Teraźniejszość. Projekt ustawy programowej niedawno trafił do konsultacji międzyrestortowych i partnerów społecznych. Co więcej, wygląda dokładnie tak, jak się spodziewacie. Czego uczniowie będą uczyć się w ramach nowego przedmiotu?

HiT - co to?

HiT-em ma być nowy przedmiot dla licealistów. Już od pierwszej klasy szkoły ponadpodstawowej uczniom będą wpajane patriotyczne wartości. Historia i Teraźniejszość ma wyprzeć Wiedzę o Społeczeństwie, aby młodzi ludzie nie tylko znali historyczne dziedzictwo Polski, ale i brali za nie "odpowiedzialność dzisiaj i jutro, co oznacza również jego rozwijanie i twórcze wzbogacenie na miarę aktualnych wyzwań". Za sprawą Historii i Teraźniejszości mają oni pogłębić swoją wiedzę o:

ważnych wydarzeniach z dziejów narodu i państwa polskiego, by móc oceniać przeszłość zgodnie z prawdą o niej (nawet gdy jest trudna) odróżniając to, co godne szacunku, oraz lepiej rozumieć teraźniejszość i odpowiedzialnie budować przyszłość.

Oznacza to dokładnie to, co myślicie. HiT to bowiem nic innego niż historia pomieszana z katechezą. Co za tym idzie, jak wynika z projektu ustawy programowej to zbiór lęków, obsesji i przekonań wpajanych widzom codziennie w "Wiadomościach" TVP.

HiT - zbiór obsesji ministra Czarnka

Już pal licho, że nie wiadomo jak uczniowie mają ogarnąć wszystkie z grubo ponad 100 zagadnień. Nieważne, że nie wiadomo ile godzin przewidziano na przedmiot. Nie ma znaczenia, że tematy, które mają być podjęte są wyjątkowo obszerne (znaczenie powstania państwa Izrael). Istotne jest to, że w ustawie programowej znajdują się takie kwiatki jak:

Uczeń charakteryzuje przemiany społeczno-obyczajowe określane jako "rewolucja 1968 roku" (m.in. "rewolucja seksualna") oraz ich intelektualne inspiracje (neomarksizm, "nowa lewica")

Aha.

Co więcej po nowym kursie ministra Czarnka uczeń będzie też potrafił wskazać "różnice między ekologią a ekologizmem". Jakiekolwiek by one nie były.

Chociaż w swych założeniach HiT ma walczyć z ideologiami, jego ustawa programowa jest wyjątkowo nimi naszpikowana. Tak jak u Witolda Gombrowicza Słowacki wielkim poetą był, tak tutaj katastrofa pod Smoleńskiem jest "największą tragedią w powojennej historii Polski", a Jan Paweł II największym Polakiem.

HiT - ideologia i religia

Ideologiczne podstawy programowe HiT-u były do przewidzenia. A i tak może dziwić fakt, że temat prześladowań religijnych w XX wieku ma zostać przedstawiony za sprawą "losu społeczności chrześcijańskich w różnych strefach świata". Bo przecież uczeń:

charakteryzuje główne zmiany kulturowe zachodzące w świecie zachodnim na przykładzie ekspansji ideologii "politycznej poprawności", wielokulturowości, nowej definicji praw człowieka, rodziny, małżeństwa i płci; potrafi umieścić te zmiany na tle kulturowego dziedzictwa Zachodu ujętego w myśli grecko-rzymskiej i chrześcijańskiej.

Tak, oświatowo legitymizuje się w ten sposób brak tolerancji wobec mniejszości seksualnych i religijnych. W przedstawionej formie HiT nie ma wiele wspólnego z edukacją, ani tym bardziej nauką. Z tego właśnie względu, czytając ustawę programową, w głowie usłyszycie głos Danuty Holeckiej, a śmiech Krzysztofa Ziemca będzie dobiegał z oddali.