1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

"Matrix" miał okropne sequele. Nowy "Matrix Zmartwychwstania" musi uniknąć ich błędów

Premiera "Matrix Zmartwychwstania" jest już na wyciągnięcie ręki, co budzi w wielu widzach zrozumiałą ekscytację. Dlatego tak trudno w takim momencie psuć nastroje fanów serii. Natomiast bądźmy szczerzy - sequele "Matrix Reaktywacja" i "Matrix Rewolucje" okazały się wielką porażką i nowemu filmowi nie będzie łatwo uniknąć ich błędów.

matrix 4 zmartwychwstania matrix sequele opinia

Bieżący rok dostarczył kilku dużych kinowych hitów, ale nowy film Lany Wachowskiej zdecydowanie wyróżnia się na ich tle. Wystarczy sprawdzić, jak żywiołowe reakcje "Matrix 4" wywołał ostatnim zwiastunem łączącym sceny ze wszystkich czterech filmów. Nasz redaktor wprost przyznał, że zapowiedź "stopiła mu mózg" i trudno się dziwić takiej reakcji. "Matrix" oraz jego sequele były wizjonerskimi filmami od strony wizualnej i bynajmniej nie straciły do dzisiaj tego statusu.

Oczywiście nie wszystkie efekty do dzisiaj bronią się równie dobrze, ale taka bywa cenna innowacji. Siostry Wachowskie chciały przekraczać wyznaczone wcześniej granice, ale technologia nie była jeszcze do końca na to gotowa. Dlatego generowana komputerowo słynna scena walki Neo z agentem Smithem i jego klonami w "Matrix Reaktywacja" wygląda dzisiaj jakby wypełzła z doliny niesamowitości. A raczej powinna tam zostać zamknięta pod kluczem. Nie zmienia to natomiast faktu, że dzisiejszego punktu widzenia "Matrix" był swego rodzaju fenomenem. W jakimś też sensie ostatnim przebłyskiem autorskiego kina w formacie blockbusterów, które dziś lecą za trendem sequeli, remake'ów i spin-offów.

Oryginalny "Matrix" nie potrzebował sequeli. Po co mu więc "Matrix 4"?

To pytanie wcale nie jest bezzasadne, bo "Matrix" był w jakimś sensie idealnym filmem tamtej ery. Przedstawiał widzom ekscytujący i niezwykły świat, ale jego historia została bardzo zgrabnie zamknięta wewnątrz drobnego wycinka tej rzeczywistości. Czy naprawdę potrzebowaliśmy ciągu dalszego? Z punktu widzenia finansów wytwórni Warner Bros. i oczekiwań widzów jak najbardziej. Natomiast sami bohaterowie nie bardzo potrzebowali sequela i nie do końca się do niego nadawali. Neo jako Wybraniec i niemalże figura chrystusowa jest wręcz antytezą głównego bohatera sequela. Nic na jego drodze nie jest bowiem realnym wyzwaniem. Gdzie jeszcze ten bohater może się udać? Co więcej zrobić? Co osiągnąć i co stracić?

Wachowskie miały bardzo wyraźnie problem z odpowiedzią na wszystkie te pytania, dlatego co rusz wymyślały nowe powody, czemu Neo nie może pomóc swoim towarzyszom. A gdy już sam znajdował się w sercu akcji, to albo z łatwością pokonywał swoich przeciwników (za wyjątkiem agenta Smitha, ale o nim za chwilę), albo rozwiązywał wcześniej trudny problem w sekundę. Sequele "Matriksa" miały oczywiście więcej problemów, bo o ile świat cyberprzestrzeni nadal fascynował widownię, o tyle wątek Syjonu zawiódł na całej linii. Świat realny rysowany przez Morfeusza w 1. części wydawał się równie ekscytujący, co tajemniczy. Ta iluzja w trakcie oglądania "Matrix Reaktywacja" i "Matrix Rewolucje" szybko się rozpadła i została zastąpiona przez cały szereg kiczowatych do bólu scen.

"Matrix Reaktywacja" i "Matrix Rewolucje" próbowały stworzyć coś nowego, ale pozostały uczepione spódnicy filmu z 1999 roku.

Najlepiej widać to na przykładzie agenta Smitha. Hugo Weaving stworzył w "Matriksie" antagonistę doskonałego. Smith był tam równie charyzmatyczny, co przerażający, równie campowy, co inteligentny. Miał wiele do powiedzenia i jeszcze więcej do pokazania. Problem w tym, że pierwszy film rozprawia się z nim na koniec w sposób dosyć jednoznaczny. Wachowskie musiały zdawać sobie sprawę z faktu, że nie wymyślą lepszego przeciwnika, więc wróciły do agenta Smitha. Uczyniły go do pewnego stopnia narzędziem chaosu działającym poza jurysdykcją obu walczących ze sobą stron, a jednocześnie też przeciwieństwem Neo.

Nie był to wcale głupi pomysł, ale ostatecznie nie zdołał on ocalić sequeli. Smith po prawdzie trochę nie ma co w nich robić, pojawia się na ekranie zaskakująco rzadko, a jego motywacje koniec końców wypadają dosyć nijako. Powierzchowne naśladownictwo 1. części nie zakończyło się jednak tylko na przenosinach bohaterów. "Matrix" był filmem wizualnie zachwycającym, a jego sequele starały się odtworzyć ten gorący duch oryginalności.

Niestety, poniosły na tym polu olbrzymią porażkę, bo poza kilkoma słabo rozwiniętymi ideami skupiły się głównie na kopiowaniu. Zdaję sobie oczywiście sprawę, że granica między utrzymaniem estetycznej jedności i kopiowaniem po sobie jest dosyć cienka. "Matrix Zmartwychwstania" na premierowym zwiastunie wygląda bardziej jak 4. część serii "John Wick" niż ciąg dalszy omawianej trylogii. Nie mam wcale pewności, czy ta ścieżka zaprowadzi twórców w lepszym kierunku. Pójście za daleko w zmiany też może skończyć się na manowcach.

"Matrix Zmartwychwstania" zdaje się iść bardziej w remiks niż ciąg dalszy.

Twórcy 4. części w kilku miejscach podkreślali, że nie będziemy mieć tu do czynienia z klasycznym sequelem. Na bazie dosyć ograniczonej liczby zaprezentowanych scen trudno jednoznacznie stwierdzić, o co może chodzić. "Matrix Zmartwychwstania" wygląda jednak trochę jak identyczna historia opowiedziana w alternatywnej rzeczywistości. Coś na kształt marvelowskiego "What If...?". Wspomniany na początku zwiastun "Deja Vu" bardzo wyraźnie podkreśla wszelkie podobieństwa między scenami z "Matriksa 4" i poprzednich odsłon serii.

W popkulturowym świecie zdominowanym przez sequelomanię taki finał był może nawet nieunikniony. W końcu z punktu widzenia Hollywood 20 lat od premiery oryginału to moment w sam raz na stworzenie remake'a. Z dwojga złego wolę właśnie taki remiks niż otwarte przerabianie filmu, który do dzisiaj doskonale się broni. Rozumiem też potrzebę częściowego odejścia od estetyki oryginału i niechęć do bezpośredniego kontynuowania chaotycznej, zapatrzonej w siebie i często nudnej fabuły sequeli. Dlatego czekam na "Matrix Zmartwychwstania" z dosyć ostrożnym optymizmem. Nawet pomimo faktu, że Lilly Wachowski uważa podejście siostry w nowym filmie za "nieciekawe powtarzanie starych motywów".

Matrix 4 - jakich błędów sequeli musi uniknąć nowa część?

  • Kopiowania estetyki 1. części
  • Powtarzania jeden do jednego istniejących motywów
  • Nadmiernego komplikowania logiki wewnętrznej rządzącej światem matriksa
  • Kopiowania scen z oryginału
  • Zbytniego filozofowania
  • Nieumiejętności stworzenia nowych interesujących bohaterów