1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. VOD

7 grzechów Netflixa, HBO GO i reszty. To wkurza mnie najbardziej

Cieszy mnie ta rewolucja na polskim rynku serwisów wideo na żądanie, dzięki której mamy wreszcie wygodny dostęp do legalnych treści, ale czuję niedosyt. Oto 7 największych grzechów twórców serwisów VOD.

vod-problemy-filmy-seriale-online

Jeszcze dekadę temu mogliśmy pomarzyć o oglądaniu strumieniowanego wideo w świetnej jakości i zdani byliśmy na linearną telewizję z premierami opóźnionymi o tygodnie lub miesiące (i to co najwyżej HD), a teraz mamy klęskę urodzaju. Wieczorem, gdy siedzi człowiek na kanapie przed TV, to nie wiadomo, na co pilota skierować i do czego oczy przykleić.

Mimo to rynek VOD w kraju nie jest idealny. Tak jak kilka jego problemów obecnych jeszcze trzy lata temuudało się już rozwiązać (i w wielu przypadkach nie ma co narzekać ani na jakość transmisji, ani na wydajność serwerów - zwłaszcza przy tych zagranicznych usługach) tak nadal sporo można dostawcom treści zarzucić. Popełniają oni siedem grzechów głównych.

To wkurza mnie w serwisach VOD:

1. Niepełna oferta

Netflix, HBO GO, Amazon Prime Video, Apple TV+, Canal+, Player od TVN-u i Cyfrowy Polsat robią, co mogą, ale to nadal za mało - wielu świetnych produkcji, którymi cieszą się widzowie za oceanem, nie da się u nas legalnie oglądać. Pomijając już kwestię tego, że nadal czekamy na debiut Disney+ wraz z produkcjami Marvela i serialami Star Wars, istnieje masa innych seriali, których nie da się legalnie oglądać (nawet jeśli wydamy kilkaset złotych na abonamenty).

Jednym z wielkich nieobecnych na polskim rynku jest "Dexter: New Blood". Dopisany po latach epilog do jednego z najgorzej zakończonych seriali w historii zapowiada się świetnie, ale co z tego, skoro nikt nie chce, żebym mu za niego zapłacił? Cały czas tęsknię też za Showmaksem, który miał w swojej bazie takie hity jak np. "Halt and Catch Fire", którego teraz legalnie obejrzeć się nie da i wyczekuję dnia, gdy do streamingu wrócą "Lost" i "Califonication"…

2. Opóźnione premiery

Coraz częściej seriale trafiają do nas na premierę, ale bywa tak, że musimy czekać dzień dłużej niż Amerykanie. Jakby tego było mało, niektóre produkcje pojawiają się u nas dopiero po wyemitowaniu całego sezonu w USA. Oznacza to, że widzowie płacący za dostęp do treści muszą czekać i unikać spoilerów, podczas gdy piraci są na bieżąco. Nie tak powinno to wyglądać.

3. Seriale znikające w połowie

Tak jak rozumiem, że licencja na filmy może się skończyć, tak ucięcie serialu w półowie to zbrodnia. Pół biedy, jeśli taki Fox zabierze licencje na "Szpital New Amsterdam" i trzeba po prostu wykupić Canal+ zamiast Netfliksa, ale zdarzają się sytuacje, gdzie serial w połowie emisji znika całkowicie z kraju. Jednym z przykładów jest brak 4. sezonu "Star Trek: Discovery" w Polsce.

4. Cały sezony udostępniane naraz

Ja rozumiem, że parę lat temu zachłysnęliśmy się Netfliksem i binge'owanie stało się cool, ale ileż można. Sam mam już dość tych pełnych sezonów spadających jednego dnia i jestem tym przytłoczony - kto ma czas weekend w weekend ślęczeć przed telewizorem, żeby nie narobić sobie zaległości?

Zdecydowanie wolę model HBO, który zakłada udostępnianie jednego odcinka w tygodniu i tak, zdaję sobie sprawę, że zaraz jakiś cwaniak napisze, że nikt nie zmusza mnie do oglądania i teoretycznie ma rację - ale ten sam smart-ass pewnie zaraz skoczy na Facebooka psuć innym zabawę spoilerami. Nie, dziękuję, postoję.

5. Problemy z aplikacjami

O tym, że aplikacje VOD działają tragicznie, można napisać cały felieton, ale do tego co usługa, to inny zestaw obsługiwanych platform. To męczące, że tego VOD-a nie ma na Xboksie, tamtego na PlayStation, a jeszcze innego nie sposób znaleźć na telewizorach tej czy innej marki lub na Apple TV.

Jakby tego było mało, czasem nawet ta sama usługa podzielona jest na dwie części. Polska wersja Canal+ Online oferuje dla przykładu streaming w ramach abonamentu na Apple TV+, ale już filmy wypożyczać muszę bezpośrednio z poziomu platformy Samsung Smart TV, bo apki na przystawkę Apple'a nie ma. Absurd.

6. Fatalne polskie wersje językowe

To miłe, że mamy dostęp do polskich wersji językowych, ale tłumaczenia często zawierają kardynalne błędy, jakich nie popełniają nawet piraci, którym za napisy nikt nie płaci. Do tego wiele serwisów nadal nie oferuje lektora! Tyle dobrego, że jak amerykańskie "The Office" trafiło na Netfliksa, to po kilku tygodniach dostało ścieżkę dźwiękową, której nie było wcześniej na Prime Video…

7. Jak nie wiadomo o co chodzi, to chodzi o…

No właśnie. Z jednej strony dostęp do setek jeśli nie tysięcy filmów i seriali w ramach abonamentu kosztującego kilkadziesiąt złotych to niewiele, ale z drugiej w praktyce dobrze wiemy, że na jednym raczej się nie kończy. Dostawcy treści stawiają na treści na wyłączność - jeśli chcemy być na bieżąco, to trzeba "zebrać je wszystkie". A to kosztuje (i to nie mało).

Tyle dobrego, że teraz Prime Video jest teraz częścią kosztującego 49 zł rocznie Amazon Prime'a, ale i tak po zsumowaniu opłat za Netfliksa, HBO, Apple TV+, Canal+, Playera od TVN-u i Cyfrowego Polsatu GO wychodzą kwoty większe niż płaci się za te najbardziej wypasione pakiety kablówki. Przed nami w dodatku cały czas premiera Disney+, który również ma treści, którym trudno się oprzeć.

W przypadku streamingu muzyki, który jest tańszy, lwia część bazy Spotify, Apple Music, Tidala itp. jest taka sama i można bez większego stresu subskrybować tylko jedną z tych (a brakujące exclusive'y da się dokupić na płytach albo w MP3). W przypadku VOD doszło do tego, że aby nie zbankrutować, musimy strategicznie planować, w którym miesiącu opłacać jeden serwis, a w którym inny…