1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dramy

Minister Kultury cieszy się, że "Wesele 2" poniosło klęskę i radośnie wieszczy upadek kin

Jednym z zadań Ministerstwa Kultury i Dziedzictwa Narodowego jest promowanie i wspieranie polskiej kultury we wszystkich jej zakresach. Minister Piotr Gliński ewidentnie zapomniał o tej zasadzie w swoim zachwycie wywołanym słabym wynikiem finansowy nowego filmu Wojciecha Smarzowskiego. "Wesele" poniosło, zdaniem polityka PiS-u, "klęskę".

wesele wojciech smarzowski piotr gliński minister kultury

Minister kultury w rządzie Mateusza Morawieckiego ma na swoim koncie liczne wpadki. Piotr Gliński nie tak dawno zdecydował o przekazaniu z ramienia powołanego przez niego Funduszu Patriotycznego łącznie 3 mln złotych na stowarzyszenia Marsz Niepodległości i Straż Narodowa. Jeszcze wcześniej znajdował się zaś w samym centrum burzy w sprawie dotacji dla artystów z Funduszu Wsparcia Kultury w dobie pandemii koronawirusa. Nie jest więc żadną tajemnicą, że minister Gliński nie należy do ulubieńców środowiska artystycznego. Sam zainteresowany zdaje sobie z tego zresztą sprawę i właśnie postanowił kontratakować.

W najnowszej rozmowie z tygodnikiem "Sieci" szef resortu kultury odniósł się do niedawnego komentarza poczynionego przez Ryszarda Brylskiego. Reżyser filmu "Śmierć Zygielbojma" sprzeciwił się wpisywaniu jego dzieła w kategorię "kina rządowej propagandy" i to jeszcze na oczach będących na premierze Glińskiego oraz Marcina Zarzeckiego, szefa budzącej kontrowersje z powodu ścigania Netfliksa Polskiej Fundacji Narodowej. Zdaniem ministra kultury całe wspomniane zamieszanie to konsekwencja taktyki spalonej ziemi uprawianej przez opozycję:

Z tego typu wydarzeniami miałem już do czynienia wielokrotnie w czasie sześciu lat pełnienia mojej funkcji. To jest konsekwencja przyjęcia przez polską opozycję taktyki spalonej ziemi, popularnie znanej jako „totalność”. To postawa, która w gruncie rzeczy odmawia prawa do sprawowania władzy legalnie, demokratycznie wybranemu rządowi. I z tym wiążą się takie, a nie inne sposoby mobilizowania zwolenników opozycji. To jest wbrew regułom demokracji, ale to też groźne po prostu dla Polski.

Tu jest jeszcze kwestia psychologiczna – ten film został przemilczany przez filmowe elity. Na festiwalu Polskich Filmów Fabularnych w Gdyni został zignorowany, nie dostał żadnej nagrody. Nieoficjalnie podobno powiedziano reżyserowi, że to wina patronatu prezydenta, o który poprosił dystrybutor. Był to pewnie dla niego szok, bo przecież nie dość, że zrobił dobry film, to jeszcze o tematyce zawsze chętnie nagradzanej.

Piotr Gliński nie mógł się oprzeć pokusie wyśmiania wyniku osiągniętego przez "Wesele" Wojciecha Smarzowskiego.

Prowadzący wywiad Jacek Karnowski postawił (bzdurną) tezę, że wiele filmów uderza w wizerunek naszego kraju i szkaluje naród polski, po czym zapytał polityka z obozu rządzącego i jego zdanie na ten temat. W odpowiedzi usłyszał, że nie wszystkie filmy są wymierzone w polskość. Część produkcji w ocenie Glińskiego jest bardzo wartościowych. Minister kultury oczywiście nie mógł się zgodzić z krytyką całej kinematografii stworzonej za czasów swoich rządów w ministerstwie, bo sam by się w ten sposób skrytykował. Nie omieszkał natomiast wspomnieć, że w całej tej sytuacji da się też dostrzec pozytywne wieści. Takie jak słaby wynik w box office filmu "Wesele":

To nie jest tak, że wszystkie filmy są wymierzone w polskość, to nieprawda. Jest wiele rzeczy bardzo wartościowych. I są też dobre wieści: „Wesele 2” poniosło w kinach klęskę. Obejrzało je dziesięć razy mniej widzów niż „Kler” tego samego reżysera. Inna sprawa, że nie wiadomo, czy w obliczu zmian technologicznych i cywilizacyjnych kino w ogóle przeżyje. Być może czas rozwiąże te wszystkie dylematy w sposób dla wszystkich zaskakujący

- podkreślił Piotr Gliński.

Tego jeszcze nie grali - minister kultury otwarcie cieszy się ze słabego wyniku polskiego filmu i wieszczy kinom upadek.

Chciałbym w tym miejscu zaznaczyć, że nie chcę tutaj oceniać jakości tegorocznego "Wesela". Nowego filmu Smarzowskiego po prostu nie widziałem, bo oscyluje dosyć daleko od orbity moich zainteresowań. Członkowie naszej redakcji, którzy go obejrzeli, byli jednak dalecy od zachwytów. Z jednej strony pojawiły się głosy, że "Wesele" wypada niczym szkolna pogadanka o historii, a z drugiej oskarżenia o totalne oderwanie Smarzowskiego od rzeczywistości i demonizowanie polskiej prowincji. Mówiąc szczerze, wszystko to w tym momencie nie ma większego znaczenia. Nawet gdyby chodziło o najgorszy film ostatniej dekady, to ministrowi kultury i tak nie wypada mówić takich słów.

Polityk na takim stanowisku nie ma prawa w ten sposób atakować polskiego filmu. Może mieć prywatną opinię na temat jego jakości artystycznej, w ostateczności niech się nią nawet podzieli nią publicznie, byleby miał jakieś argumenty. Tutaj należy jednak postawić granicę. W ekstremalnie trudnej sytuacji covidowej każda wypowiedź o słabym wyniku finansowym stworzonego w naszym kraju filmu Glińskiego zwyczajnie ośmiesza. Jaki minister kultury promuje kulturę, ciesząc się, że Polacy nie poszli do kina? Nie muszę chyba odpowiadać na to pytanie.

Zresztą dalsza część wypowiedzi Piotra Glińskiego nie jest wcale lepsza. Aż czuć bijącą z niej dziecięcą radość, gdy mówi o śmierci kin. Minister kultury powinien stać na stanowisku, że kina za jego rządów nie mają prawa zginąć i on tego skutecznie dopilnuje. Tylko takie stanowisko jest zgodne z zadaniami ministerstwa kultury, bo filmy bez tak istotnego narzędzia dystrybucji miałyby olbrzymie problemy z dotarciem do widzów. Platformy VOD naprawdę nie załatwiają wszystkich problemów. Minister Gliński w swojej niechęci do środowiska artystycznego posuwa się jednak tak daleko, że brzmi niemal jakby nie miał nic przeciwko upadkowi kin. Co, oceniając po jego strategii informacyjnej wobec kiniarzy w okresie pandemii, może nie jest nawet tak dalekie od prawdy.