1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Netflix

"Hiacynt" - recenzja filmu. Ten kryminał o seryjnym mordercy obejrzysz na Netflix Polska

hiacynt netflix premiera recenzja polski kryminał

Premiera "Hiacynta" na Netfliksie już za nami. To kryminał o milicjancie szukającym zabójcy homoseksualistów w czasach PRL-u. Z naszej recenzji dowiecie się, czy warto go obejrzeć.

Kino Piotra Domalewskiego zawsze było głęboko humanistyczne. Bohaterowie jego filmów, tak Adam z "Cichej nocy" jak Ola z "Jak najdalej stąd", są pod presją ekonomiczną, a w tle pojawia się temat rozpadu rodziny spowodowany emigracją zarobkową. To ciekawe spojrzenie na polską rzeczywistość, podobnie jak u Pawła Pawlikowskiego przeżarte jednocześnie wschodnioeuropejską estetyką i zachodnioeuropejską wrażliwością. Reżyserowi zawsze było bliżej do surowego realizmu społecznego Kena Loacha niż stylistycznych zabaw Mike’a Leigh. W "Hiacyncie" porusza się więc po niezbadanych przez siebie do tej pory terenach, chociaż nietrudno zauważyć tu autorski pazur.

Nie bez powodu fabuła "Hiacynta" osadzona jest w kontekście tytułowej akcji Milicji Obywatelskiej z lat 1985-1987, w trakcie której zarejestrowano ok. 11 tys. akt na temat homoseksualnych mężczyzn i ich środowiska. Towarzysząca tym działaniom paranoja jest dla widza odczuwalna, bo mamy tu do czynienia z presją instytucjonalną. Indywidualność i wolność jednostki tłamszona jest na każdym kroku. Władza nie uznaje stosunków z osobami tej samej płci, więc służby porządkowe deprecjonują gejów robiąc naloty na miejsca ich spotkań, czy poddając upokarzającym przesłuchaniom.

Hiacynt - recenzja filmu

Hiacynt - opinie o filmie

Naszym przewodnikiem po świecie przedstawionym jest młody i ambitny milicjant, który właśnie rozwiązał trudną sprawę. Drzwi do wielkiej kariery stają przed nim otworem. Ojciec - wysoko postawiony urzędnik państwowy - załatwił mu miejsce w szkole oficerskiej, a przełożony zlecił do rozwiązania zagadkę zabójstwa mężczyzny ze społecznych elit. Trzeba to zrobić szybko, a Robert i jego partner nadają się do tego idealnie. W toku śledztwa okaże się jednak, że ofiara korzystała z usług męskiej prostytutki. Protagonista, udając homoseksualistę, pozna Arka. Początkowo będzie go wykorzystywał jako informatora, ale ich relacja wskoczy na niespodziewany poziom.

"Hiacynt" to w swej istocie uniwersalna opowieść o walce o samoświadomość.

Robert ciągle mierzy się z wymaganiami społeczeństwa – despotycznego ojca i maczystowskiego partnera. Infiltrując środowisko homoseksualistów odnajduje wolność. Dlatego chwile spędzone z Arkiem są o wiele bardziej przesiąknięte erotyzmem niż spotkania z narzeczoną. Geje nie są tu freakami w obcisłych skórzanych strojach jak w "Zadaniu specjalnym". Reżyser nie pozwala im wyróżniać się z tłumu, abyśmy poczuli systemową niesprawiedliwość i uwierzyli w przemianę głównego bohatera. Bo twórca podąża tu tropem gatunkowych schematów, a najdosadniej przekonamy się o tym dzięki stylistycznym zabawom.

Domalewski narzuca na swoją opowieść płaszcz filmu historycznego, ale, bardziej niż odtworzenie realiów epoki, interesująca jest tu estetyka kryminału wyrastająca z tradycji kina noir. Warszawa ze swoimi ciemnymi zaułkami staje się pełnoprawnym bohaterem "Hiacynta". Fascynuje i przeraża, ale też pochłania bez reszty. W obiektywie Piotra Sobocińskiego Jr. skąpana jest w mroku, a operator posługuje się światłocieniem niezgorzej niż Marcin Koszałka w "Czerwonym pająku". Dlatego tak łatwo jest zatopić się w świecie przedstawionym, dać mu się osaczyć i poczuć całą jego grozę oraz pozwolić przytłoczyć zagęszczaną z każdą sceną atmosferą.

Domalewski buduje "Hiacynta" tak z reminiscencji rzeczywistości, jak i gatunkowych powidoków. Dlatego Tomasz Schuchardt nakłada maskę cynicznego twardziela w stylu Humphreya Bogarta, a Tomasz Ziętek kontruje go wrażliwością godną bohaterów Timotheego Chalameta. Stare nieustannie toczy walkę z nowoczesnym. Progresywny charakter filmu pozwala na koniec ośmieszyć strażników konserwatywnie pojmowanego porządku społecznego i obnażyć ich hipokryzję. Twórcy odwracają tym samym wektor naszych zainteresowań z pytania "kto zabił?" na "jakie były jego motywy?".

Być może jednak Domalewski zagubił się nieco w swoim dążeniu do subwersywnej puenty.

Robi wszystko, aby jak najbardziej uaktualnić swoją opowieść i bez problemu znajdziemy tu niebezpieczne związki z naszą rzeczywistością. Sama historia rozmywa się jednak w kolejnych stylizacjach, a na wierzch wychodzą za to gatunkowe klisze, odarte ze swej rozrywkowej mocy. Jeśli jednak przymkniemy oko na drobne mankamenty i dłużyzny okaże się, że mamy do czynienia z solidnym kryminałem, w którym narzucony schemat ma być tylko pretekstem, do uwydatnienia tego, co twórcy mają nam do powiedzenia o otaczającym nas świecie.

"Hiacynt" obejrzycie na Netfliksie.

* Zdjęcie główne: Bartosz Mrozowski/Netflix