1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

„Fundacja” to serial sci-fi dla nerdów, którzy czekają na „Diunę” i kochają „Star Wars”

fundacja-serial-recenzja-apple-tv-plus-foundation-0

„Fundacja” pióra Isaaca Asimova doczekała się ekranizacji o tym samym tytule. Ta trafiła właśnie na Apple TV+. Pierwszy odcinek „Foundation” to solidny fundament dla takiego rasowego serialu sci-fi.

Fani klasycznych powieści z gatunku science fiction nie mają w tym roku na co narzekać. Już w przyszłym miesiącu na ekrany polskich kin oraz do HBO Max trafi nowa „Diuna”, czyli kolejna ekranizacja prozy Franka Herberta z 1965 roku, podczas gdy Apple TV+ rusza właśnie z „Fundacją”, czyli serialową wersją serii książek Isaaca Asimova z lat 40. ubiegłego wieku od Davida S. Goyera.

Na start w serialu „Fundacja” dostajemy jeden wielki flashback

Pierwszy odcinek „Fundacji” rzuca zarówno główną bohaterkę, jak i widza na głęboką wodę.

Chociaż zjadłem zęby i popsułem sobie oczy, czytając książki z gatunku science fiction pod przysłowiową kołdrą, a do tego widziałem dziesiątki filmów i seriali utrzymanych w stylistyce sci-fi, tak „Fundację” jakiś cudem ominąłem i nie oglądałem żadnych trailerów. Przez pierwszy kwadrans seansu nie mogłem się wręcz połapać, jaki jest właściwie motyw przewodni tej ekranizacji.

Z jednej strony mamy statki kosmiczne, Imperatora oraz jego klony, a miejscem akcji jest Megalopolis, przywodzące na myśl Coruscant z „Gwiezdnych wojen”. Z drugiej dla rozwarstwionej klasowo ludzkości, podróżującej między gwiazdami niczym w „Star Treku”, istotne są religia i etykieta jak w „Diunie” (albo… w „Grze o tron”). Nie da się jednak powiedzieć, żebym czuł się tu jak w domu.

Imperator w trzech osobach

Wizja przyszłości, snuta przez Isaaca Asimova blisko wiek temu, mocno odstaje od wyobrażeń współczesnych futurystów.

Jakby tego było mało, serial Apple’a czerpie wizualną inspirację od klasyków gatunku, ale po prawdziwe to właśnie jego materiał źródłowy był bazą dla „Gwiezdnych wojen”, „Star Treka” i „Diuny”, które kolejno i nieco paradoksalnie przychodziły mi na myśl podczas seansu pierwszego epizodu „Foundation”. Bardzo szybko zrozumiałem jednak, że takie szukanie analogii akurat w tym przypadku nie ma żadnego sensu.

Na szczęście pierwszy odcinek „Fundacji” dość zgrabnie zarysowuje nam ten wyjątkowy świat przedstawiony, który poznajemy oczami głównej bohaterki. Gaal Dornick opuszcza swój zacofany glob i trafia do wspomnianego Megalopolis z myślą, że dostała pracę. W tej matematycznej geniuszce potencjał dostrzegł jednak niejaki Hari Seldon, który ostrzega rodaków przed nadciągającą zagładą.

Tradycja w „Fundacji” miesza się z nowoczesnością

Predykcje oparte o modele matematyczne nie pozostawiają wątpliwości: cywilizację czeka zagłada.

Nie oznacza to jednak, że Hari Seldon jest fatalistą. Naukowiec gorąco wierzy w to, że ludzkość jest w stanie skrócić czas pomiędzy upadkiem Imperium a rozkwitem nowego społeczeństwa na jego gruzach, tworząc futurystyczną arkę przymierza, która przechowa najważniejsze zdobycze cywilizacji, czyli wiedzę o odkryciach naukowych oraz kronikę dziejów ludzkości dla przyszłych pokoleń.

Po pierwszym odcinku można domniemywać, że opuścimy Megalopolis i będziemy obserwowali budowę tego fundamentu dla przyszłej cywilizacji. Trudno jednak przewidzieć, jak się będzie rozwijała dalej akcja — tak jak Hari Seldon i Gaal Dornick są w stanie wyliczyć kierunek rozwoju cywilizacji, tak decyzje wchodzących w jej skład jednostek to już osobna para kaloszy.

Serial jest pełen statycznych scen

Po obejrzeniu pierwszej godziny „Fundacji” jestem mocno zaintrygowany.

Z początku nieco odrzucało mnie mrowie takich statycznych scen, w których ubrane w fikuśne ciuchy postaci spotykają się w przepastnych salach, by prowadzić pompatyczne rozmowy. Przywodzi to na myśl bardziej teatr telewizji niż typowy serial sci-fi, którego się spodziewałem, ale szybko się okazuje, że dialogi zmiksowano tutaj z elementami typowymi dla gatunku science fiction.

Już w pierwszym odcinku „Fundacji” nie brakuje fenomenalnych ujęć w przestrzeniach kosmicznych oraz widowiskowych eksplozji, a w tle majaczy futurystyczna technologia z hologramami na czele. Stawia to „Fundację” w kontraście do zapowiadającej się również na wizualną ucztę dla oka „Diuny”, której autor postawił na bardziej analogowe technologie.

Co dalej z „Fundacją?”

Na ten moment jest jednak za wcześniej, by doradzić lub odradzić seans „Fundacji”.

Scenarzysta i reżyser debiutanckiego sezonu przekonują, że to powieść o nadziei, a sam mam nadzieję, że kolejne epizody mnie zachwycą. Z rekomendacją (lub jej brakiem) muszę się wstrzymać do czasu, aż Apple udostępni kolejne odcinki. Te będą pojawiały się co piątek rano w usłudze Apple TV+, a pierwszy sezon w reżyserii Davida S. Goyera będzie liczył 10 epizodów.

W serialu w głównych rolach pojawią się Jared Harris (Hari Seldon), Lee Pace (tajemniczy Brat Dzień), Laura Birn (Demerzel), Leah Harvey (Salvor Hardin) i Lou Llobell jako dorosła Gaal Dornick. W tę ostatnią bohaterkę, w ramach retrospekcji osadzonych na ponad trzy dekady przed tą główną linią czasową, w apple’owskiej ekranizacji „Fundacji” wcieliła się z kolei Teyarnie Galea.