1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Young Leosia i jej „Hulanki”. Ta płyta to bangier za bangierem

young leosia szklanki hulanki plyta recenzja

Pogodzie za oknem coś się pokićkało. Zamiast ciepłego przełomu lata i jesieni mamy co najmniej zimę. Na rozgrzewkę i na szczęście Young Leosia (a konkretnie kurier) dowiozła w porę „Hulanki”. Minialbum wypełniony jest kawałkami do tańca i do Bacardi w klubie ze szklanki.

Celowo nawiązuję do tekstu Szklanek, bo to jeden z największych wakacyjnych hitów 2021 roku (22 mln wyświetleń na YouTubie, czyli statystycznie przesłuchał go co drugi Polak). Nie tylko wśród alternatywek-tiktokerek i zbakanych chłopaków w czapeczkach rybackich. Możecie wierzyć lub nie, ale do piosenek Young Leosi bawi się nie tylko generacja Z, ale też starzy w ludzie w okolicach trzydziestki.

Oprócz niezliczonej ilości remiksów i parodii, Young Leosia stała się też bohaterem memosfery. Tegorocznych królów było wielu – m.in. Khaby Lame wyśmiewający lifehacki czy rozemocjonowany szwajcarski kibic z Euro 2020, ale królową, przynajmniej polskiej sieci, jest właśnie ona – 23-latka z różowymi włosami i dziarami, o której tworzono tak frywolne hanuszki i copypasty, że aż wstyd mi je tutaj cytować.

Young Leosia – Hulanki to pierwsza płyta młodej raperki

Skąd się w ogóle wzięła Young Leosia? Szybki kurs dla niewtajemniczonych, którzy byli w rocznej śpiączce.

Dla osób, którym rok temu skończył się pakiet internetu w telefonie, przypomnę, że Young Leosia zaczynała jako DJ-ka grająca sety gorące jak Diplo. Pudelek napisał o niej, że to „protegowana Żabsona”, która supportowała go za konsoletą na trasie koncertowej. Artystka wiedziała więc, jaka muzyka kręci tłumy, a że miała też odpowiedni warsztat – jest absolwentką szkoły Elżbiety Zapendowskiej (tę wszyscy znamy dzięki „Idolowi”), to naturalną koleją rzeczy był start kariery z mikrofonem w dłoni.

Udzielała się w międzyczasie gościnnie u innych raperów, jednak jej pierwszy reggaetonowy singiel Wyspy przeszedł w zeszłym roku bez większego echa. Dopiero właśnie z bardziej żywiołowymi Szklankami, również wydanymi przez label Żabsona Internaziomale, wyważyła kopniakiem z półobrotu drzwi na zdominowanej przez facetów scenie polskiego hip-hopu.

Kolejny singiel Jungle Girl, na którym na ficzurnigu, dla odmiany, wystąpił jej mentor, ugruntowała swoją pozycję. Viralowy kawałek wyszedł na początku sierpnia i wykręcił już ponad 13 mln wyświetleń na samym YouTubie. To jednak tylko początek.

Young Leosia – Szklanki

Jedni ją kochają, drudzy nienawidzą, trzeci nie rozumieją. A Young Leosia dopiero się rozkręca.

Young Leosia jest za popowa na staroszkolny rap i zbyt ekstrawagancka na typowy mainstream. Jej gumobalonowo-tribalowa estetyka połączona ze słitaśnym, autotune'owym wokalem przypominającym Yolandi z Die Antwoord nie każdemu pasi. I to rozumiem, ale innych to właśnie tym uwiodła.

Choć początkowo słuchałem jej ironicznie, bo mam bekę z tych wszystkich memixów, to swoją debiutancką EPką przekonała mnie do siebie. I nie dlatego, że kupując ją w pre-orderze dostałem plakat z podpisem i dwie, a jakże, szklanki. Oceniam i podchodzę do niej jak do projektu wizualno-modowo-muzyczno-viralowego, który całościowo jest po prostu dla mnie sympatyczną odmianą.

Moimi ostatnimi największymi odkryciami muzycznymi były m.in. blackgaze'owy (black metal + shoegaze) zespół An Autumn for Crippled Children z Holandii, węgierski post-rock Black Hill, a Spotify pokazuje mi, że słuchałem nowej płyty gigantów japońskiego screamo Envy nim odnotowało 50 tys. odtworzeń.

Mam jednak chyba kryzys wieku średniego, bo jaram się też najmłodszym, bananowym pokoleniem na rap-scenie. To nie są już ci sami smutni, sepleniący łysi panowie w przydużych bluzach, ale świeża krew prezentująca zupełnie inne podejście do tego nurtu muzyki.

Świetnie bawiłem się niedawno na koncertach OIO oraz schaftera na Salt Wave Festival, podoba mi się też punkowa bezczelność Zdechłego Osy, doceniam też Matę i myślę, że dlatego podchodzi mi też Young Leosia. Nie ma w tym wszystkim blokerskiej napinki, a młodzieżowy entuzjazm to jest to, za czym z wiekiem człowiek zaczyna tęsknić i poszukiwać.

Na „Hulankach” znajdziemy Szklanki, Jungle Girl i Wyspy, ale i cztery nowe kawałki. Następnym przebojem będą Stonerki z Oliwką Brazil.

Dobra, koniec z boomerskim bajdurzeniem i autopsychoanalizą. Jakie są te całe „Hulanki”? Na pierwszy rzut ucha słyszymy, że to nie jest chałupnicza demówka, ale profesjonalne wydawnictwo, za którym stoją tęgie i utalentowane głowy. Jest do czego hulać na domówce lub parkiecie. Całościowo kojarzy mi się najbardziej z Major Lazer, ale to bardzo dobrze, bo takiej muzyki nad Wisłą po prostu brakuje.

Nie znajdziemy więc dających do myślenia rapowych ballad. Jedyny wolniejszy kawałek to wspomniane Wyspy. „Hulanki” upływają przede wszystkim w rytmie dancehallu, ale i moombahtona oraz baile funku, czyli generalnie jednych z najmodniejszych odmian muzyki tanecznej przywodzącym na myśl ciepłe kraje, palmy, krystaliczne czystą wodę i kolorowe drinki.

Płyta zamyka się w 20 minutach i 7 numerach. Trzy już dobrze znamy – pozostałe również mają potencjał parkietowo-bangierowy (szczególnie Baila Ella). Kolejnym hitem, mówię wam, będzie kawałek Stonerki z Oliwką Brazil, kolejną niepokorną młodą twarzą na polskiej rap-scenie.

Muzycznie przywodzi na myśl dokonania Nicki Minaj – jest więc wulgarnie i imprezowo, ale i feministycznie („Znowu wkurwię tamtych dziadów, którym nienawiści mało, mają za złe tatuaże i to moje wyrafinowanie”) i erotycznie („Dupa skacze góra dół, kiedy rządzi nią suka, rusza cały stół, rusza każdego fiuta”). Internet się zagotuje w dniu premiery.

Zawartość preorderu „Hulanek” / Archiwum własne

Young Leosia nie rewolucjonizuje muzyki jako takiej. Na pewno jednak przytrzyma swoim butem na koturnie drzwi dla innych młodych raperek. Już teraz co chwilę gdzieś mi miga w newsach Oliwka Brazil – niby kontrowersyjna, ale tak naprawdę śpiewającym o tym, o czym hip-hopowcy nawijali od lat. Tyle tylko, że z damskiej perspektywy, a przecież kobietom nie wolno mówić o Tym w towarzystwie. Coraz głośniej w mainstreamie (a przynajmniej w mojej bańce) robi się też o raperkach takich jak Dziarma czy Ruskiefajki. Nie wiem, czy Young Leosia odpaliła lawinę, ale na pewno dorzuciła do niej swój kamyczek, a właściwie głaz.

Płyta „Hulanki” Young Leosi debiutuje online 24 września.

* Zdjęcie główne: www.instagram.com/youngleosia