1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dramy

Wardęga mianował się szeryfem YouTube’a i wypowiedział wojnę influencerom reklamującym jakąś chińszczyznę

wardega wataha influencer scam wersow natsu ekipa

Sylwester Wardęga powrócił z nowym filmikiem, w którym na celownik bierze już nie tylko Ekipę Friza. Chce raz na zawsze ukrócić szkodliwą działalność influencerów, którzy reklamują chiński badziew i nie ponoszą za to odpowiedzialności.

Miesiąc temu Wardęga zaczął publikować serię filmów obnażających mroczną stronę najpopularniejszej grupy youtuberów. Pod koniec lipca oskarżył Ekipę o hipokryzję, plagiat piosenki, a Wersow o kradzież grafiki sowy. Wokół tej ostatniej influencerki pojawiło się najwięcej kontrowersji.

Po dramie, którą żyło pół internetu, Wersow zaczęła zamazywać na swoich nagraniach ściągniętą z internetu sowę, a w międzyczasie została oskarżona o to, że sprzedaje chińskie klapki z Alibaby za 169 zł. Wardęga zapewniał, że nie chce „niszczyć” Wersow, ale przez to, że nie dotrzymała danego swoim widzom słowa, ponownie rozkręca inbę.

Wardęga pokazuje, jak influencerzy wciskają swoim fanom chiński szmelc.

W wideo, zatytułowanym „Friz oskarża mnie o brak honoru”, robi przegląd gadżetów „made in China”, które wciskali na Instagramie przeróżni influencerzy. To tak naprawdę Telezakupy Mango 2.0, tylko, że grupą odbiorców są dzieci – i to jest w tym najgorsze (np. Ekipa do płyty za 420 zł dodawała chińską czapkę za 8 zł i trzy złote droższą nerkę, choć to miał być „box premium”).

Screen z WATAHA - Krulestwo / YouTube

Produkty promowane przez internetowych celebrytów, które pojawiają się w nagraniu, to zwykle dropshipping z Chin. Strategia handlowa stara jak świat: kupujemy coś taniej i sprzedajemy drożej. Oszczędzamy w tym przypadku na kosztach transportu, bo towar jest wysyłany bezpośrednio od producenta. Wardęga podkreśla, że samo w sobie to nie jest złe. Najgorsze w tym wszystkim jest to, że influencerzy zapewniają widzów, że mają „wyjątkową okazję”, a tak naprawdę i tak przepłacamy kilkukrotnie.

Jak Natsu z Team X (i nie tylko ona), która oferowała superzniżkę na słuchawki bluetooth – z kodem można je było dostać nie za 599 zł, lecz 129 zł. W rzeczywistości na Aliexpress kosztują... 16 centów. To jeszcze poł biedy – okazało się, że wielu internautów w ogóle nie doczekało się przesyłki. Revo nagrał o tym cały odcinek.

Wardęga przypomniał też „cud medycyny”, który wielokrotnie był krytykowany na kanałach commentary. Mowa o proszku z węglem aktywnym, który ma podobno wybielać zęby, a tak naprawdę niszczy szkliwo. Tak więc, nie dość, że był to dropshipping, to w dodatku szkodzący zdrowiu – w nagraniu pojawia się dziewczyna, która pokazuje stan zapalny dziąsła po szczotkowaniu proszkiem.

Na marginesie dodam, że choć instagramerki zapewniają, że same używają takich rzeczy (reklamował go nie kto inny jak Wersow i Natsu), to ich śnieżnobiałe, idealne zęby są prawdopodobnie licówkami lub były wybielone w profesjonalnych gabinetach za gruby hajs.

Youtubera boli to, że influencerzy reklamujący scam nawet za to nie przepraszają.

Wardęgę wkurza, zresztą nie tylko jego, że influencerzy nie ponoszą za reklamy scamu żadnej odpowiedzialności. Oprócz kilku wyjątków (jak Lexy Chaplin, która biła się w pierś za to, że zachęcała do kupna polarowych rajstop, które w rzeczywistości nie kosztowały 190, lecz 20 zł) nawet nie przepraszają za wpadki. A przecież często nawet nieświadomie wchodzą we współpracę z oszustem. Dlaczego tego nie robią?

Kanały commentary, które nagłaśniają scamy ogląda pewna określona widownia. Team X i Natsu ogląda głównie widownia 8-12. Moje materiały nie zmienią myśleni widzów Teamu X, bo oni ich po prostu nie obejrzą. Teamu X nie intersuje, że moi widzowie spojrzą na nich krytycznie, bo moi widzowie i tak ich wcześniej nie oglądali regularnie. Wielu inlfluencerów żyje po prostu w swojej bańce obserwatorów i nie opłaca im się przepraszać. Przepraszając, tylko sprawiają, że ich widzowie dowiedzą się o i ch krzywych akcjach. Tak przynajmniej część twórców uważa. Na szczęście nie każdy.

— mówił Wardęga.

Wardęga powrócił też do Wersow, która nie domknęła sprawy z logo od artysty DFT. Ponad miesiąc temu obiecywała zadośćuczynić francuskiemu twórcy podebranie grafiki, ale do tej pory tego rzekomo nie zrobiła. Zamiast tego lata po świecie i udaje, że nic się nie stało. Napisał komentarz pod jednym ze zdjęć z wakacji, w którym przypomniał jej o obietnicy. Prywatną wiadomość wysłał mu jej chłopak – Friz. Youtuber stwierdził, że to „przejaw ekstremalnego braku honoru” i zapytał go retorycznie ile ma lat.

Screen z WATAHA - Krulestwo / YouTube

Wardęga zasugerował Frizowi, że „jeśli zależy mu na dobrym samopoczuciu Weroniki, to lepiej niech spojrzy na swoje zachowanie”. Według niego wydaje się być źródłem kompleksów Wersow. Wardęga zestawił fragmenty nagrań, na których szef Ekipy m.in. komentuje piersi Marcysi – innej członkini grupy, a za jakiś czas jego dziewczyna decyduje się na zabieg powiększający biust. Przemilczę już te osobiste pojazdy obu panów i przejdę do meritum.

Wardęga mobilizuje członków Discorda „Watahy”.

Wszystko to przelało czarę goryczy. Wardęga postanowił raz na zawsze skończy z bezkarnością influencrów i scamem w social mediach. Jak chce tego dokonać? Kompletuje grupę na Discordzie. Ma sabotować (w pozytywnym sensie) współprace e-celebrytów, którym nie zależy na wizerunku, ale kasie. Uważa, że nie ma co im tłumaczyć, że to co robią, jest złe.

Należy uderzyć w to, na czym im zależy, a zależy im na pieniądzach, czyli współpracach i dobrych relacjach z reklamodawcami. Jeśli przez reklamowanie scamu influencer straci możliwość współpracy z większymi markami na jakiś czas, to zastanowi się kilka razy, zanim znowu oszuka ludzi dla kilku srebrników. Zacznie skrupulatniej sprawdzać oferty, by znowu nie wdepnąć w bagno.

— zapewnił Wardęga.

Wardęga przyznał, że ma teraz wokół siebie najmocniejszą społeczność od początku youtube'owej działalności i chciałby to wykorzystać w dobrym celu. Chciałby, by Discord „Watahy” (jest na nim już 60 tysięcy osób), czyli gruby jego fanów, służył głównie do „zaplanowanych, skoncentrowanych akcji”. Na czym to będzie polegać?

Jeśli jakiś twórca przez swoją głupotę zareklamuje scam i pośrednio oszuka ludzi, ale będzie potrafił przeprosić, przyznać się do winy i wynagrodzi ludziom straty, to ok – każdy popełnia błędy. Jednak jeśli twórca będzie popełniał takie błędy częściej lub po udowodnieniu mu winy, będzie udawał, że sprawy nie ma i nawet nie przeprosi ludzi, to wtedy będziemy działać.

— zapowiedział szef Watahy.

Przywódca „Watahy” zamierza w takim przypadku „bojkotować markę w mediach, doprowadzając do zerwania współpracy albo zarysowania wizerunku marki w internecie”. Marki w ten sposób miałyby się dwa razy zastanowić, zanim podpiszą umowę z influnecerem-scammerem, a ten w strachu przed utratą ofert, też będzie lepiej uważał.

Screen z WATAHA - Krulestwo / YouTube

Jedna taka akcja już miała się odbyć. Była spontaniczna i wymierzona w Wersow. Jak to wygląda w praktyce? Fani Wardęgi po prostu bombardowali negatywnymi komentarzami post sponsorowany czipsów. Po kilku godzinach zniknął z profilu inlfluencerki.

Wardęga na koniec zapewnia, że chce działać „inteligentnie” i będzie co jakiś czas zamieszczał opis działań. Zdaje sobie sprawę, że będzie za to krytykowany i nazywany samozwańczym szeryfem. — Ja mam pełną świadomość, że mściwy ze mnie ch*j... ale dobrze mi z tym! — wyznał.

Pomysł Wardęgi ma swoje wady, ale chyba nie ma w tym momencie lepszego rozwiązania na szkodliwych influencerów.

Brzmi to wszystko złowieszczo, ale Wardęga ma sporo racji – internet bardzo szybko zapomina, a jest pewna grupa inlfuencerów, którzy mają sporo za uszami i dalej trzepią kasę – jak chociażby członkowie Ekipy i Team X. Nie pomagają w tym ani kanały commentary, ani media, które również nie próżnują w ujawnianiu szkodliwych zjawisk. Najbardziej na korzyść takich zorganizowanych akcji działa to, że cwani influencerzy wzbogacają się na naiwności dzieci, a innego rozwiązania na razie nie widać.

Z drugiej strony Wardęga będzie musiał uważać na to, by jego „Wataha” nie wymknęła mu się spod kontroli. „Z wielką mocą, przychodzi wielka odpowiedzialność”, jak to mawiał klasyk. Bardzo łatwo internetowe rajdy przekształcają się w samosądy w realu (za przykład podam casus Filipa Chajzera, którego hejter został pobity). Bardzo łatwo też wyciągać pochopne wnioski i zakończyć karierę zupełnie niewinnej influencerki/a. Każda wojna niesie jednak za sobą pewne ofiary.

* Zdjęcie główne: screen z WATAHA - Krulestwo / YouTube