1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

Maria Peszek na nowej płycie uderza w księży-pedofilów

maria peszek ave maria metallica plyty wrzesien 2021

Koniec wakacji to smutny czas dla uczniów, ale wspaniały dla pożeraczy kultury. To właśnie wtedy wychodzi najwięcej dobra. W drugim tygodniu września muzycznie nie mamamy na co narzekać. Oto najciekawsze płyty, które wyszły w ostatnich dniach.

Najmocniejszy punkt na liście to nowa płyta Marii Peszek – „Ave Maria”. Już wcześniej było o niej głośno za sprawą teledysku z lesbijskim pocałunkiem. Od wczoraj internet huczy od brutalnego singla komentującego pedofilię w Kościele. Nagrała go wspólnie z Oskarem83 z PRO8L3M.

Oprócz tego Metallica wypuściła monumentalne wydawnictwo z ponad 50 coverami piosenek z ich legendarnego „Czarnego albumu” z 1991 roku. Ponadto po dwóch latach powraca ikona indie (slow) rocka, czyli Low, a po czterech Lorde, która śpiewa piosenki z ostatniej płyty po... maorysku.

Najciekawsze płyty tygodnia. Tych premier muzycznych nie możesz przegapić

Maria Peszek – Ave Maria

„Jestem dziewczyną lat 47, myślałam że będzie mi żal, a nie jest. Już nie krzyczę, już nie wrzeszczę, ale też się już nie pieszczę, wreszcie, A wszystko dwa razy bardziej niż wcześniej” — melorecytuje w tytułowym utworze naczelna polska skandalistka. Maria Peszek wydała przygnębiający album, na którym rysuje obraz beznadziei i komentuje sytuację we współczesnej Polsce. Piosenkę J*bię to wszystko już słyszeliśmy wcześniej i jest hymnem na cześć osób LGBT. Płytę zamyka za to Barbarka, który opowiada o ofierze ks. Jankowskiego („słowo stawało się ciałem, gdy mi je w usta wkładałeś”). Utrzymany jest w odważnej, awangardowej formie, a artystce towarzyszy Oskar83 z duetu PRO8L3M. Mocna rzecz, po której trudno się pozbierać.

Metallica – The Metallica Blacklist

Podobno Metallica skończyła się na debiutanckim „Kill 'Em All”. Są też i tacy dla których właśnie od „Czarnego albumu” Metallica się zaczęła – porzucając wyłącznie trashowe brzmienie i otwierając się na muzykę rockową i ballady. Nie zmienia to faktu, że piąta płyta kapeli na zawsze odmieniła oblicze współczesnego metalu. „Czarny album” został wydany 30 lat temu i to z niego pochodzą takie szlagiery jak Enter Sandman, The Unforgiven czy Nothing Else Mathers. Z okazji rocznicy zespół wydał płytę z 53 (!) coverami (niektóre piosenki są w kilku wersjach). Na płycie usłyszymy takich wykonawców jak m.in. Sam Fender, St. Vincent, IDLES, J Balvin, Volbeat, Phoebe Bridgers, Chris Stapleton, Royal Blood, Rina Sawayama, Kamasi Washington, Weezer a także Miley Cyrus, która w tym wydaniu może zaskoczyć niejednego fana Metalliki.

Low – Hey What

Muzykę tego działającego od niemal trzech dekad zespołu zwykło się określać mianem slowcore (jeżeli przesłuchacie piosenki Lullaby, to zrozumiecie dlaczego). Po świetnie przyjętym ostatnim wydawnictwie „Double Negative” Mimi Parker i Alan Sparhawk idą za ciosem i wypuszczają kolejny album, który zachwalają recenzenci. Dalej jest wolno, minimalistycznie, czasem hałaśliwie, często depresyjnie. Nie jest to najlepsza płyta w dorobku Low, ale Pitchfork i tak wystawił „Hey What” notę 8,3/10. Bardzo chętnie zobaczyłbym ich z nowym materiałem na przyszłorocznym Off Festivalu.

Lorde – Te Ao Mārama

Lorde wydawała w sierpniu album „Solar Power”, na którym totalnie zmieniła teksty i brzmienie. Niczym Stachursky żywi się energią słoneczną (a w klipie i marihuanen) i przestawała być już zblazowaną nastolatką. „Te Ao Mārama” to EPka z pięcioma kawałakami z tej płyty, które są śpiewane w języku Maorysów (artystka pochodzi z Nowej Zelandii). Zasługuje na uwagę z dwóch powodów. Po pierwsze, te kompozycje brzmią lepiej w Maori niż po angielsku. Po drugie: cały dochód z albumu zostanie przekazany nowozelandzkim organizacjom charytatywnym Forest and Bird oraz Te Hua Kawawariki Charitable Trust. Nic tylko wspierać i słuchać, a ciepły wrzesień sprzyja takim przyjemnym melodiom.