1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Matrix: Zmartwychwstania” - analiza zwiastuna

matrix 4 analiza trailer zwiastun zmartwychwstania

„Matrix: Zmartwychwstania” zadebiutuje za kilka miesięcy. Tymczasem w sieci pojawił się zwiastun nadchodzącej produkcji. Sprawdzamy co nam zdradza na temat kontynuacji losów Neo.

W 2019 roku pojawiły się pierwsze zapowiedzi czwartej części „Matriksa”. Przez długi czas szczegóły dotyczące produkcji były trzymane w ścisłej tajemnicy. Niewiele nam mówiące przecieki z planu nie zmieniły tego stanu. Tak naprawdę do niedawna mogliśmy być pewni tylko tego, że na ekranie zobaczymy Keanu Reevesa i Carrie-Anne Moss, a z reżyserskiego duetu na pokładzie została tylko Lana Wachowski, bo Lilly uznała to za nieciekawe powtarzanie starych motywów.

Pod koniec zeszłego miesiąca wybrańcy na CinemaCon w Las Vegas mogli zobaczyć zwiastun nadchodzącej produkcji i wszyscy poznaliśmy jej oficjalny tytuł. Czwarta część „Matriksa” to „Ressurections” czyli „Zmartwychwstania”. Wciąż jednak pozostawało wiele pytań bez odpowiedzi. Rąbka tajemnicy uchylił szerokiej publiczności niedawny teaser i debiutujący dzisiaj pełnoprawny trailer. Sprawdzamy co ten ostatni mówi nam na temat kontynuacji kultowego science-fiction.

„Matrix: Zmartwychwstania” to reboot serii

Już sam teaser i opublikowane wtedy materiały wizualne sugerowały, że nie będziemy mieć do czynienia stricte z kontynuacją. „Matrix: Zmartwychwstania” wyglądało wtedy na coś na kształt reboota. Trailer nie rozwiewa tego wrażenia. W końcu pojawia się w nim mnóstwo znanych z pierwszej części motywów.

Już w drugim ujęciu zobaczymy czarnego kota, który w świecie przedstawionym, jak wytłumaczyła Trinity w pierwszej odsłonie serii, oznacza glitch Matriksa i pojawia się, kiedy coś ulega zmianie. Zanim dowiemy się co nowego ma się pojawić, zobaczymy dobrze nam znanego Thomasa Andersona, czyli Neo, który w latach 90. latał po niebie niczym cyberpunkowy superbohater.

Pan Anderson siedzi na kozetce u psychiatry i wyjawia, że dręczą go dziwne sny. Przyjdzie nam je zobaczyć, a te składają się z reminescencji poprzednich części. Te ujęcia, a przynajmniej ich większość, już gdzieś wdzieliśmy. Chociażby Trinity podnosząca do góry ręce, wygląda jakby była tuż przed wyprowadzeniem widowiskowego kopniaka w powietrzu w jedynce.

Możemy oczekiwać, że Anderson nie pamięta wydarzeń z poprzednich części, a siedzący naprzeciwko niego psychiatra grany przez Neila Patricka Harrisa, ma zadbać, aby tak pozostało. Neo szpikuje się bowiem niebieskimi tabletkami, które w jedynce symbolizowały chęć pozostania w błogosławionym stanie ignorancji w Matriksie. Chwilę potem wyrzuci cały swój zapas pigułek, a więc nadejdzie czas przebudzenia.

W celu wyrwania się z Matriksa, jak dobrze wiemy, trzeba podążać za białym królikiem. W tym wypadku jest to tatuaż na ręce jednej z bohaterek, która prowadzi Neo na drugą stronę lustra w rytm psychodelicznego hitu Jefferson Airplane zatytułowanego właśnie White Rabbit.

„Matrix: Zmartwychwstania” - co nowego?

Pełne przebudzenie może nastąpić jedynie po zażyciu czerwonej pigułki. W jedynce Neo otrzymał ją z rąk Morfeusza. W trailerze wręcza mu ją jednak nowy bohater. Tak się przynajmniej wydaje. Nie wiemy w kogo dokładnie wciela się Yahya Abdul-Mateen, ale wiele wskazuje na to, że w młodszą wersję postaci granej przez Laurence'a Fishburne'a, którego w czwórce nie zobaczymy.

Reminiscencje scen z udziałem Fishburne'a z poprzednich części pojawiają się chociażby, kiedy postać grana przez Abdula-Mateena walczy na macie z protagonistą. Anderson mówi w pewnym momencie „Nie znasz mnie” i rusza do ataku, jakby Neo się w nim obudził. Dlatego później może chociażby zatrzymać przed sobą kule, bądź zmienić trajektorię lotu pocisku z helikoptera.

Druga część zwiastuna to już nawalanka w czystej postaci. Fajerwerki CGI wybuchają na każdym kroku, bohaterowie strzelają, biegają i walczą wręcz. Wygląda więc na to, że w filmie akcji nie zabraknie.

Niuanse w zwiastunie „Matrix: Zmartwychwstania”

Dotychczas mówiliśmy o oczywistych spostrzeżeniach i najprostszych nawiązaniach. Teraz pora zagłębić się w kilka niuansów. W zwiastunie „Matriksa: Zmartwychwstań” dużą rolę odgrywa wątek relacji Neo - Trinity. Bohaterowie spotykają się, ale sprawiają wrażenie jakby się nie znali. Przyjdzie im jednak poczuć niewytłumaczalną więź, kiedy uścisną sobie dłonie. Zauważmy, że jest duże prawdopodobieństwo, iż bohaterka grana przez Carrie-Anne Moss nie istnieje naprawdę.

W jednej ze scen usłyszymy z ust (możliwe że)Morfeusza, że jedyna rzecz jakiej Anerson potrzebuje wciąż „tutaj” jest. Jednocześnie jednak na ekranie widzimy Neo i Trinity. Kiedy bohater dotyka twarzy kobiety, pojawia się na niej kod Matriksa, co sugeruje, że jest jedynie wygenerowana komputerowo.

Trzeba bowiem zwrócić uwagę, że „Matrix: Zmartwychwstania” rozgrywa się, wedle dotychczasowych doniesień, wiele lat po wydarzeniach zaprezentowanych w „Matrix: Rewolucje”. Dlatego właśnie w zwiastunie Anderson spogląda w lustro i widzi swoją postarzałą twarz. O co więc dokładnie będzie chodzić w nadchodzącej kontynuacji/reboocie?

Znamienne w tym wypadku wydaje się zadane przez Jonathana Groffa pytanie: „Po tych wszystkich latach wracać tam, gdzie to wszystko się zaczęło? Wracać do Matriksa?”. Biorąc pod uwagę logikę zwiastunów słowa te mogą paść na początku filmu (bądź w ogóle się w nim nie znaleźć). W zależności od kontekstu mogą ustawiać tym samym całą produkcje i stanowić klucz do interpretacji całej opowieści.

Niezależnie jednak od intencji twórczyni musimy zadać sobie pytanie, które słyszymy w tej ostatniej scenie. Czy po tylu latach chcemy wracać do Matriksa? Biorąc pod uwagę, że wiemy już o czym był „Matrix”, to może być bardzo interesująca podróż, która zmyje niesmak po poprzednich sequelach. Ale o tym przekonamy się 17 grudnia 2021 roku.