1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Muzyka

„Imprezy powinny być tylko dla zaszczepionych”. Artur Rojek zdradza nam plan na powrót starych, dobrych festiwali

artur rojek off festival 2022 wywiad

Nie wyobrażam sobie, byśmy mieli lockdown w kolejnym sezonie. Festiwale będą, ale dostosowane do aktualnych możliwości. Ja zakładam, że Off Festival 2022 odbędzie się w takiej formie, w jakiej miał się odbyć w 2020 roku, bo to cały czas ta sama, 15. edycja. Bookuję artystów i nie zastanawiam się nad tym, jak wygląda sytuacja w innych krajach” — mówi w rozmowie z Rozrywka.Blog Artur Rojek.

Artur Rojek ucierpiał podwójnie przez pandemię. Jako artysta musiał odwołać koncerty, na których miał promować drugą solową płytę zatytułowaną „Kundel”. Jako organizator OFF Festiwalu musiał dwukrotnie przekładać imprezę – w tym roku była tylko namiastka w postaci Off Country Club. W przyszłym roku na scenie w Katowicach ma pojawić się m.in. Iggy Pop i Bikini Kill.

Artur Rojek o festiwalach - wywiad Rozrywka.Blog

Czy do tego dojdzie? Rozmawiałem o tym z artystą przed jego koncertem na tegorocznym Salt Wave Festival. Artur Rojek zdradził mi także, że szykuje się do wydania nowej płyty. Opowiedział też, jak widzi przyszłoroczny sezon festiwalowy i co można zrobić, by powrócić do imprez z zagranicznymi gwiazdami. Antyszczepionkowcy pewnie go za to znienawidzą.

Jesteś chyba jedynym w Polsce organizatorem festiwalu, który występuje też na innych imprezach plenerowych. Nie słyszałem, by np. Jurek Owsiak grał gdzieś koncert. Jakie masz do tego podejście? Podpatrujesz w międzyczasie jak robią to inni?

Oczywiście zwracam uwagę na to, jak inni organizują swoje imprezy. Podobnie jak i inni patrzą na to, jak ja tworzę Off Festival. Mamy w Polsce coraz więcej fajnych festiwali, które mogą się pochwalić dobrym programem artystycznym i do tego dobrze wyglądają. Te czasy, gdy były trzy imprezy na krzyż już dawno minęły.

Wszyscy się uczymy wzajemnie i nie ma to końca, bo wydarzenia ulegają ciągłym modyfikacjom i rozwojowi, a także próbują nadążyć za potrzebami festiwalowiczów. Oni też jeżdżą po różnych eventach, w tym za granice, i mają pewne oczekiwania. Jest więc tak jak wszędzie – musisz nadganiać trendy, ale przepuszczasz je przez własną wizję, osobowość i pokazujesz po swojemu. Nie ma tak, że kopiujesz dany festiwal 1 do 1.

A jak ci się podoba na Salt Wave? Grasz tu po raz pierwszy.

Dopiero co przyjechałem i na razie widziałem tylko backstage (rozwialiśmy tuż przed występem – red.), więc nie mogę zbyt wiele powiedzieć. Na pewno cieszę, że mogę zagrać z moim zespołem w tych trudnych czasach.

salt wave festival 2021 relacja galeria zdjec
Fot. Bartosz Godziński / Rozrywka.Blog

Rok 2020 pod względem koncertów praktycznie nie istniał. W tym roku jednak wbrew pozorom sporo się dzieje i także raczej nie możesz narzekać na brak zaproszeń. Dziś grasz w Jastarnii, a jutro w Kołobrzegu.

Faktycznie, wakacje mam intensywne jeśli chodzi o koncerty. Rynek ruszył, ale to nie jest ten sam rynek, który pamiętamy z 2019 roku. Wciąż działamy w stanie „wojennym”. Są pełnoprawne festiwale, ale i takie okrojone. Na jednych imprezach są ograniczenia sanitarne, na innych nie. Nie ma żadnych regulacji, ale mam nadzieję, że już w przyszłym roku sytuacja się unormuje.

Nie chcę gadać o polityce, ale jak reagowałeś na wszystkie działania rządu w kwestii wsparcia artystów oraz koncertów, które zostały odmrożone na szarym końcu. A może właśnie patrzyłeś na to wszystko ze zrozumieniem, bo sytuacja była nadzwyczajna.

Nie da się jednoznacznie powiedzieć, czy ktoś podjął dobrą decyzję, czy też nie. Wszystko miało charakter mocno abstrakcyjny. Podobnie jak wielu artystów czułem jednak, że nie potraktowano nas sprawiedliwie. Jesteśmy rzemieślnikami, którzy do pracy potrzebują uczestników koncertów i festiwali. W niczym nie różniliśmy się od innych branż, które działają na podobnych zasadach. Dla osób, które wydawały takie decyzje, pewnie też było niesamowicie trudno i abstrakcyjnie. Też się gubili w tej nowej rzeczywistości i sami nie wiedzieli, na co pozwolić, a czego zabronić.

Jako twórcy Off Festivalu jesteśmy zrzeszeni w stowarzyszeniu obejmującej ponad 100 organizatorów imprez z całego świata. Spotykaliśmy się kilka razy w ciągu pandemii, by przedyskutować, jak to wygląda w innych krajach i co możemy zrobić w naszym. Uwierz mi, że wszędzie było tak samo. Jedni byli zamykani, drudzy otwierani, ci organizowali na takich zasadach, inni takich. Na całym świecie panował pod tym względem chaos.

W tym roku też nie było Off Festivalu, ale Off Country Club. Na pewno widziałeś hejt, w którym zarzucono wam, że z muzycznym offem nic wspólnego, bo wystąpił na nim mainstream. Jak mógłbyś wytłumaczyć taki line-up?

Tu nie ma zbytnio, co tłumaczyć. Jeśli wykroisz jakąś część Off Festivalu, to przestaje to być Off Festival. Wszyscy artyści, którzy zagrali na Off Country Club mieli zagrać na regularnej edycji Offa, ale umieszczeni pośród 75 innych artystów, którzy pochodzili z różnych stron świata, grali różną muzyką i reprezentowali różny poziom popularności. Ustawieni obok siebie, tworzyli obraz Off Festivalu i zawsze tak było.

Kiedy pozbywasz się tego, wiele osób jest niezadowolonych. Zresztą nigdy nie było jeszcze Off Festivalu, który podobałby się dosłownie wszystkim. Zawsze będą osoby, które powiedzą: „pojechałbym, gdyby zagrał ten lub tamten”. Nie dogodzisz każdemu, szczególnie w czasach, gdy każdy czuje się znawcą.

I to większym od samego Artura Rojka!

Kogokolwiek, bo taki problem jest wszystkich branżach. Ja traktuję Off Country Club jako event przejściowy. Próbowaliśmy utrzymać pewną ciągłość, bo dwuletnia przerwa byłaby dla nas niewyobrażalna. To także kwestia zaangażowania naszych ekip, zaoferowania im pracy i możliwości zarobienia pieniędzy. Osoby, które były na imprezie, były jednak zadowolone.

Widziałem zdjęcia z początkowych koncertów i miejsce pod sceną świeciło pustkami. Później jednak ludzi przybyli. Chyba więc również z waszej perspektywy się to udało.

Z mojego punktu tak. Była świetna atmosfera i artyści również wyjechali zadowoleni.

Teraz jesteśmy na festiwalu, wszystko jest praktycznie jak przed pandemią, ale już jesteśmy straszeni czwartą falą. Co nas czeka w przyszłym roku? Pytam ciebie jako osoby, która jest właśnie w kontakcie z innymi organizatorami festiwali.

Nikt nie odpowie ci na to pytanie w sposób satysfakcjonujący, bo nikt tego nie wie. Każdy kraj i rynek muzyczny funkcjonuje inaczej, ale są już państwa, w których widać większy powrót do normalności i kontrolę epidemii. Powinniśmy iść w kierunku np. Wielkiej Brytanii i USA, które nie zgadzają się na kolejne lockdowny, bo to po prostu wykończy branżę i nie będzie czego zbierać. Nie chodzi tu bowiem o samych muzyków, ale cały sztab ludzi pracujących przy produkcji eventów.

Uważam, że imprezy powinny być tylko dla osób zaszczepionych. W sytuacji, w której mamy borykać się z kolejnymi odmianami koronawirusa. Chcesz przyjść na koncert, musisz się zaszczepić i nie stwarzać zagrożenia dla innych. Organizatorzy w innych krajach już zaczęli tak funkcjonować. Mam nadzieję, że u nas też tak będzie i stanie się to wkrótce czymś normalnym, a nie będziemy o tym trąbić i robić z tego sensację. Ludzie będą w końcu podchodzić do tego z większą akceptacją, bez patrzenia na tych, którym się to nie podoba.

Nie widzę innego wyjścia, by powrócić do sezonów festiwalowych, które mieliśmy w przeszłości. Wiadomo, że to już nigdy nie będzie to samo. Obawiam się nadal logistyki i tego jak poszczególni artyści będą podróżować pomiędzy krajami wprowadzającymi różne obostrzenia. Gdyby była jedna, globalna polityka postępowania z koronawirusem, to pod tym względem byłoby to przewidywalne.

Nie wyobrażam sobie jednak, byśmy mieli lockdown w kolejnym sezonie. Festiwale będą, ale dostosowane do aktualnych możliwości. Ja zakładam, że Off Festival 2022 odbędzie się w takiej formie w jakiej miał się odbyć w 2020 roku, bo to cały czas ta sama, 15. edycja. Bookuję artystów i nie zastanawiam się nad tym, jak wygląda sytuacja w innych krajach. Wierzę, że uda nam się to zrealizować tak, jak to zaplanowaliśmy.

Jedyną zaletą pandemii z perspektywy muzyków było to, że mieli czas na pisanie muzyki. Wielu artystów wydało wreszcie płyty, bo wcześniej ciągle koncertowali. Innym lockdown dał pole do refleksji i spojrzenia wstecz lub w głąb siebie. Np. Morcheeba czy Moby wydali introspektywne płyty. Ty też na pewno nie próżnowałeś.

Tak, rzeczywiście zeszły rok był czasem, kiedy z braku możliwości koncertowania siedzieliśmy w studio i pracowaliśmy nad piosenkami. Zamierzam wypuścić wkrótce kolejne wydawnictwo. Też będzie introspektywne i nie traktuje go jako kolejnej płyty. Będzie pewną formą eksperymentu. ale nie powiem nic więcej.

A może uchylisz rąbka tajemnicy pod względem gatunku. Z płyty na płyty obracasz się w coraz to innych brzmieniach np. na „Kundlu” były nawet dubstep i rap.

To będzie coś jeszcze innego niż to, co było na poprzednich dwóch płytach. Coś czego nigdy nie robiłem, z ludźmi, z którymi wcześniej nigdy nie pracowałem i ci ludzie też nie robili wcześniej niczego takiego.

Bardziej enigmatycznie się nie da. Tak się właśnie zastanawiałem, jaki jest właściwie twój ulubiony gatunek muzyczny. Kiedyś był britpop, może shoegaze?

Ale kiedyś były też inne czasy. I ja byłem też inny. Kiedy spojrzysz na to, co się dzieje we współczesnej muzyce, wyłączając hip-hop, to zauważysz, że artyści nie są już tak sztywno przypisani do gatunków. Nie ma już subkultur i wyznawców metalu, grunge'u czy britpopu.

Dzisiaj ten sam odbiorca słucha bardzo różnej muzyki. Ja też jestem takim odbiorcą i sprawia mi to nadal ogromną przyjemność. Innych rzeczy słucham w domu, innych w samochodzie, innych kiedy myślę o OFF Festivalu, a jeszcze innych, gdy myślę o swojej płycie. Nie ma tak, że wchodzę do studia z myślą, że nagram album w takim gatunku. Przede wszystkim zależy mi na piosenkach i przekazie. To, co teraz przygotowałem, jest wynikiem zainteresowania tym, co taka kooperacja producentów z wokalistą śpiewającym to na scenie może przynieść.

Czyli pomysł na całą płytę już jest?

Ona jest już gotowa i czeka na premierę.

Jeśli pandemia jest czasem refleksji, to czy czasem myślisz o Myslovitz? Sporo zespołów ogłasza różne powroty...

Wiesz, to było 20 lat mojego życia, więc zawsze ten zespół we mnie będzie. Na razie nie mam żadnych planów na powrót. Jesienią wydaje nowy album, a jednocześnie od września zabieram się za kolejną rzecz.

Kolejny tajemniczy projekt Artura Rojka?

Tak, też muzyczny. Chciałbym go sfinalizować wiosną przyszłego roku.

A kiedy kolejne ogłoszenia Off Festivalowe?

Wszystko w swoim czasie. Do komunikacji wrócimy po wakacjach. Zwykle ogłaszaliśmy pierwszą partię jesienią.

Już teraz line-up jest bardzo mocny, ale czy szykujesz jeszcze jakieś petardy?

Zależy co dla kogo jest petardą. Osobiście, z mojego punktu widzenia będzie petarda, ale czy dla ciebie? Tego nie wiem (śmiech).

* zdjęcie główne: Artur Rojek / materiały prasowe