1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Gry

James McAvoy przyznał, że był uzależniony od gry wideo. W końcu postanowił ją spalić

james mcavoy oblivion twelve minutes
496 interakcji
dołącz do dyskusji

Uzależnienie od gier wideo może w znaczący sposób wpłynąć na jakość naszego życia – zresztą, jak wiele innych nałogów. Przekonał się o tym James McAvoy. „The Elder Scrolls: Oblivion” wciągnęło go tak bardzo, że odbiło się to na jego pracy.

„Forbes” przeprowadził niedawno ciekawy wywiad z Jamesem McAvoyem, w którym aktor przyznał się do swoich dawnych problemów gamingowym nałogiem, a dokładniej – z czwartą odsłoną pewnej kultowej serii. Mowa o grze „The Elder Scrolls: Oblivion”, od której się uzależnił. Podobno tytuł wciągnął go tak bardzo, że zarywał całe noce, rezygnując ze snu i przygotowań do ról.

McAvoy w rozmowie wspominał 2006 rok: czas jego największej obsesji (w tamtym roku „Oblivion” miał swoją premierę). Również wtedy brał udział w zdjęciach do „Zakochanej Jane”, czyli biograficznego portretu Jane Austen (w tej roli Anne Hathaway), która – jako jeszcze nieznana autorka – wplątuje się w romans z młodym Irlandczykiem.

Aktor opowiedział o tym, jak gra zawładnęła jego życiem i jak zaniedbywał przez nią swoją pracę: nocne gamingowe maratony uniemożliwiały naukę tekstu i przygotowań do realizacji kolejnych scen.

Moja ówczesna dziewczyna kupiła mi Xboxa 360 z TES IV. To był ten rodzaj gier, które uwielbiałem jako dzieciak – wszystkie tytuły typu „Secret of Mana”, „Zelda”. Uwielbiam RPG i fantasy. (…) Wtedy w Dublinie powinienem był kłaść się spać około 22:00, bo musiałem być na nogach 6 każdego ranka. Miałem mnóstwo linijek tekstu do zapamiętania – i inne tego typu rzeczy. A ja siedziałem do 4 nad ranem i grałem w Obliviona.

W najgorszych przypadkach przerywał swoje maratony niedługo przed 6 rano, czyli tuż przed przyjazdem samochodu, który zawoził go na plan. Jeden z takich momentów (skończył wówczas granie na dziesięć minut przed koniecznością wskoczenia do auta) okazał się przełomowy i sprawił, że młody aktor zdał sobie sprawę z powagi sytuacji, która ostatecznie mogła przecież obniżyć jakość pracy i rzucić cień na jego karierę (w 2006 roku jeszcze przecież raczkującą – McAvoyowi było wówczas daleko do współczesnej popularności). Stwierdził, że cały ten problem wymaga drastycznych rozwiązań. Swój detoks postanowił rozpocząć korzystając ze wsparcia oczyszczającej mocy płomieni. I odpalił kuchenkę gazową.

Pomyślałem: mój Boże, muszę w końcu coś z tym zrobić. Wstałem, wyjąłem płytę z konsoli i włączyłem palnik na gazie. Po prostu umieściłem na nim płytę i obserwowałem, jak się przypala, trochę roztapia i skwierczy. Powiedziałem sobie: dobra, to już koniec, nigdy więcej.

Całkowicie zbędna ciekawostka na dziś: kilka lat później McAvoy wcielił się w młodego Charlesa Xaviera w filmie „X-Men: Pierwsza klasa”. Starszą wersję tej postaci grał Patrick Stewart, który w „The Elder Scrolls: Oblivion” użyczył swojego głosu cesarzowi Tamriel, Urielowi Septimowi VII. Sam Przy okazji: McAvoy dubbingował ostatnio głównego bohatera interaktywnego thrillera pt. „Twelve Minutes”. 19 sierpnia miał on swoją premierę na pecetach i konsolach Xbox.

Odwyk Jamesa McAvoya trwał blisko dekadę. Po tym czasie Szkot zdecydował się wrócić do grania (pamiętając o zachowaniu rozsądku) – namówiony przez syna. Obecnie regularnie pyka w gry z serii FIFA czy bierze udział w potyczkach w „Call of Duty: Warzone”. W wywiadzie wspomniał o tym, że dziś gry znaczą dla niego wiele, ale jest to coś zupełnie innego, niż przez laty. Teraz widzi w nich jedną z możliwości na wirtualne „spotkanie z ludźmi” i „wyjście z domu” w czasie pandemii.

Ja i moi chłopcy – wszyscy jesteśmy czterdziestolatkami z siwymi, przerzedzonymi włosami i wszelakim tego rodzaju gó*nem. Teraz rozmawiamy ze sobą co dwie-trzy noce, grając w Warzone i rozmawiając o życiu, miłości i wszystkim innym, podczas gdy dwunastoletnie dzieciaki z całego świata kompletnie nas niszczą

– zakończył swoją opowieść o wspólnych rozgrywkach z kolegami McAvoy.