REKLAMA
  1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. TV

Dziś kręcisz filmy, jutro możesz kręcić kebabem. W tym programie Instagramerki pójdą do zwyczajnej pracy

Nie ma darmowych wycieczek, nie ma ekskluzywnych imprez, nie ma tysięcy za jedno zdjęcie. Jest krew, pot, łzy i ironiczne komentarze jury. W „Instaidolki” influencerki będą musiały podjąć się zwyczajnych prac.

instaidolki puls 2 program premiera
REKLAMA

Influencerki to mają życie. Za zdjęcie w mediach społecznościowych mogą zgarnąć nawet 50 tys. zł. Kylie Jenner pewnie odpowiedziałaby śmiechem na taką kwotę, bo sama dostaje jakiś milion dolarów za post. Niemniej stawka jak na polskie warunki i tak jest imponująca. I trzeba sobie na nią zasłużyć i dobrze się zastanowić co wypada, a co nie. Przecież w złym guście będzie reklamowanie ekologicznych rajstop na pogrzebie ojca, czy batona podpinając się pod strajk kobiet.

A weźmy też pod uwagę, że zrobienie odpowiedniego zdjęcia nie jest sprawą prostą. Godzinami trzeba nakładać makijaż, aby wyglądać naturalnie. Tyle samo też zajmuje ustawienie światła, aby wyglądać jeszcze bardziej naturalnie. Jak już to ogarną robią miliony fotek i wybierają tę najlepszą, po której followersi zapieją z zachwytu. To zdecydowanie ciężka praca, ale za to marki rzucają w nie darmowymi produktami i wysyłają na luksusowe wycieczki czy zapraszają na ekskluzywne imprezy.

REKLAMA

Zwykłe szaraczki nie mają szans na zasmakowanie takiego życia. Z tego względu gwiazdy Instagrama często uważa się za oderwane od rzeczywistości. Nikt nie patrzy, ile wysiłku wkładają, aby wyglądać idealnie i jak im smutno, kiedy hotel nie zechce ich za darmo przenocować, bo ludziom, którzy się nimi zajmą trzeba zapłacić. Dla nas to problemy pierwszego świata, a dla nich cios prosto w serce.

Nie wyobrażają sobie cięższej pracy, dlatego warto zadać pytanie co by się stało, gdyby influencerka uwielbiająca owoce morza nagle musiała wziąć się za patroszenie ryb? Albo zadeklarowana singielka zaczęła pracę w rodzinie wielodzietnej? Albo, jeszcze lepiej, miłośniczka kwiatów miała obierać rośliny z liści i kolców?

Instagramerki kontra życie

Być może świetnie sobie poradzą przy tych zadaniach. Być może się popłaczą. O tym będziemy mogli się przekonać oglądając „Instaidolki” - nowy program stacji PULS 2, w którym influencerki podejmą się podobnych wyzwań. Jak czytamy w oficjalnym opisie produkcji:

W nowym programie PULS 2 „Instaidollki” poznamy 24 polskie boginie internetu – w sytuacjach, z którymi na co dzień mierzy się wiele osób, jednak nie instagramerki wiodące wygodne życie. Tu nie będzie egzotycznych wyjazdów, szalonych imprez, drogich samochodów, markowych ciuchów i pięknych zdjęć. Zobaczymy za to bohaterki w obliczu wyjątkowo trudnych dla nich zadań do wykonania.

W programie wezmą udział m.in. Maluba, Ann Bizzare, Nicki Queen, czy Dagmara Szewczyk. W każdym z 12 odcinków wystąpi para rywalizujących ze sobą dziewczyn. A ich poczynania oceniać będzie jury złożone z osób, które „nie ma pojęcia co to social media, a «hashtag to chyba coś dziwnego do jedzenia», wiodą zwyczajne życie i lubią komentować rzeczywistość”.

„Instaidolki” jesienią w PULS 2

„Instaidolki” to kolejny po m.in. „Następny proszę!”, „Kabaretowe gogle i boks”, czy nadchodzącym 30 sierpnia serialu kryminalnym „Dzielnica strachu” program oryginalny PULS 2. Na antenie stacji pojawi się we wrześniu, jeszcze nie mamy jednak dokładnej daty premiery. Jak jednak obiecują twórcy z pewnością nie zabraknie w nim śmiechów i wzruszeń.

REKLAMA
Instaidolki/PULS 2

Chociaż programów, w których pokazuje się celebrytów przy codziennych czynnościach nie brakuje, to pomysł na takie reality show wydaje się świeży i oryginalny. Nie będzie tu na pewno taniego grania na emocjach i ekploatowania ludzkich problemów, jak w niedawnym „To tylko kilka dni”. Na show wylała się jednak fala krytyki, bo uczestnicy opiekują się osobami z niepełnosprawnością. Już w pierwszym odcinku pokazano jednak, że skupia się on na tym, jak ciężkie życie mają sławni i bogaci. Nie wiadomo było czy się śmiać z ich podejścia, czy może wypada płakać. W przypadku „Instaidolek” takich dylematów nie będzie. Ironiczne chichotanie widzów nadejdzie bez wyrzutów sumienia.

REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA
REKLAMA