1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Seriale

„Błędy są wpisane w śledztwa”. Rozmawiamy z ekspertami o seryjnych mordercach z PRL-u

kryminalne śledztwa PRL true crime
178 interakcji
dołącz do dyskusji

Marcin Myszka i Przemysław Semczuk są jednymi z ekspertów, którzy prowadzą nas przez najciekawsze „Kryminalne śledztwa PRL”. Nam mówią, jak trudno jest dotrzeć do faktów związanych ze sprawami z tak odległych czasów i zastanawiają się, czemu dzisiaj o seryjnych mordercach słyszymy rzadziej niż kiedyś.

Kryminalne śledztwa PRL” to nowy serial true crime przygotowany przez CBS Reality (premierowe odcinki we wtorki o 22:00). Celem twórców jest przedstawienie najciekawszych milicyjnych śledztw w sprawach brutalnych zbrodni z tytułowej epoki. W kolejnych odcinkach poznajemy historie m.in. Edmunda Kolanowskiego – „Nekrofila z Poznania”, który przyznał się do trzech morderstw i licznych profanacji zwłok, Stefana Rachubińskiego – zabójcy prostytutek zwanego „Potworem z Osielska”, czy Joachima Knychały – pięciokrotnego mordercy znanego jako „Wampir z Bytomia”. Słuchając opowieści na temat dochodzeń w ich sprawach, można pomyśleć, że to niemożliwe, żeby takie rzeczy miały miejsce na naszym podwórku. Podobne zbrodnie zwykle kojarzone są przecież ze Stanami Zjednoczonymi. A jednak. Wszystkie zdarzyły się w Polsce.

Autor podcastu „Kryminatorium” Marcin Myszka jest jednym z ekspertów wypowiadających się w programie. W tym, że te wszystkie sprawy działy się u nas, a nie gdzieś za oceanem, doszukuje się ich największej siły. Jak mówi:

Podobne historie zagraniczne, szczególnie te ze Stanów Zjednoczonych są o wiele bardziej popularne. W USA jest nawet kult seryjnych morderców. Wizerunki tych najsłynniejszych pojawiają się na koszulkach, gadżetach i breloczkach. U nas do takich sytuacji nie dochodzi, ale na temat polskich zbrodniarzy powstaje coraz więcej książek, audioseriali, filmów dokumentalnych czy teraz programów jak ten na CBS Reality. Widać, że jest na niego popyt. Dla mnie są one tak przyciągające właśnie przez te wątki lokalne. W jakiś sposób możemy utożsamiać się z tymi historiami, są nam bliższe, a przez to bardziej przerażające.

Marcin Myszka ©CBS Reality

Jak trudno dotrzeć do faktów?

Wszystkie omawiane w programie sprawy były głośne i żyła nimi cała Polska. Z dzisiejszej perspektywy nie jest jednak łatwo dotrzeć do faktów z nimi związanych, aby dobrze je przedstawić. Dla reportera specjalizującego się w historii PRL i autora m.in. „Wampira z Zagłębia” czy „Czarnej wołgi. Kryminalnej historii PRL” Przemysława Semczuka, który również występuje w serialu w roli eksperta, reasearch zaczyna się od sięgania do źródeł pokroju protokołów z przesłuchań świadków, ofiar bądź podejrzanych:

Bywa różnie. Ogólnie jednak dotarcie do faktów nie jest łatwe. Przede wszystkim dostęp do źródeł jest mocno ograniczony, z drugiej strony protokoły policyjne mają pewną wadę. Zostały napisane specyficznym językiem. Bo to wygląda tak, że przychodzi się na komendę, śledczy zadają pytania, my odpowiadamy, oni to zapisują po swojemu i pytają, czy się zgadza. To nie są nasze słowa. Opowiedzielibyśmy to zupełnie inaczej. Dlatego trzeba umieć czytać takie dokumenty i zwracać uwagę na szczegóły. Tam może być napisane, że przesłuchanie trwało od 9:00 do 17:00, a protokół ma niecałe półtorej strony. Przecież nikt przez osiem godzin nie pisze półtorej strony. Tam się coś działo. Były negocjacje, propozycje, groźby, pokazywanie dowodów – mnóstwo rzeczy się wydarzyło, a w zapisie nie ma o tym ani słowa. Nie ma w nim warstwy emocjonalnej ani tła, które byłoby dla nas istotne.

Skoro źródła nie zawsze są wystarczające i brakuje w nich kluczowych kontekstów, warto dotrzeć do osób powiązanych ze sprawą. A i to nie jest łatwe. Wymaga tak naprawdę mrówczej pracy. Myszka wspomina, że osoby pracujące przy „Kryminalnych śledztwach PRL” dzwoniły do najstarszych osób z danego regionu albo tamtejszych historyków. Wypytywały je, czy być może kojarzą kogoś, z kim warto byłoby porozmawiać. Samemu podcasterowi nieraz zdarzało się chodzić po prostu od drzwi do drzwi i wypytywać mieszkańców rejonu, w którym interesująca go zbrodnia miała miejsce. Odnalezienie świadków jest bardzo trudne i czasochłonne. Ale na pewno warte zachodu.

Sporo do odkrycia

Ze względu na trudność w dotarciu do prawdy dawne śledztwa kryminalne kryją w sobie tajemnice dotąd niezgłębione. W pierwszym odcinku „Kryminalnych śledztw PRL” poruszany był temat Edmunda Kolanowskiego, o którym Michał Larek i Waldemar Ciszak napisali książkę „Martwe ciała”, a Myszka opowiadał w swoim podcaście. Mimo to okazuje się, że nie wszystko zostało w tej kwestii powiedziane.

Pracujemy teraz z Michałem Larkiem nad obszerną opowieścią audio „Sprawa Edmunda Kolanowskiego”. Z każdym tygodniem poznaję nowe informacje. Obaj mieliśmy temat dobrze zbadany, a okazuje się, że wciąż są osoby, które wiele pamiętają. Udało nam się m.in. dotrzeć do mężczyzny, który złapał Kolanowskiego na gorącym uczynku, gdy ten rozkopywał grób i był w trakcie odkrajania fragmentów zwłok. Znaleźliśmy jednego z najważniejszych świadków tego zdarzenia. Dużo podobnych smaczków zauważyłem też w „Kryminalnych śledztwach PRL”. W serialu wypowiadają się milicjanci, znajomi sprawców i psycholodzy, co daje nam świeże spojrzenie na omawiane sprawy

- mówi Myszka.

Podczas rozmów ze świadkami spraw sprzed kilku dekad należy jednak zawsze brać pod uwagę wiele zmiennych. Jako jedną z nich Semczuk wskazuje naturę naszej pamięci – po dekadach od jakiegoś zdarzenia, wspomnienia z nim powiązane się zacierają albo nawet się zmieniają.

Pamiętam, jak kiedyś rozmawiałem z przyjaciółką pewnego mordercy po kilkudziesięciu latach od jego schwytania. Powiedziała mi, że niewiele pamięta, więc zacząłem przytaczać jej fakty ze złożonych przed dekadami zeznań. W trakcie stwierdziła, że było zupełnie inaczej i opowiedziała mi swoją wersję, która znacząco różniła się od podanej podczas przesłuchania. Mamy tutaj więc kilka możliwości. Nie zakładam tego, ale 50 lat temu mogła kłamać. Bardziej prawdopodobne jest jednak, że teraz tego zdarzenia nie pamięta, albo wytworzyła sobie jakiś jego obraz, opisywała go co jakiś czas i za każdym razem coś dopowiadała do swojej historii. W przypadku tak starych spraw możemy mieć więc niepełne dokumenty i rozmijające się z nimi relacje świadków. Prawda leży wtedy gdzieś pośrodku

– mówi Semczuk.

Myszka zaznacza, że dotarcie do faktów i świadków związanych ze współczesnymi sprawami jest o wiele łatwiejsze. Kiedyś śledztwa wyglądały zupełnie inaczej. Dzisiaj są komputery, akta są digitalizowane, w czasach PRL-u nie było takich możliwości, dlatego też techniki śledcze znacząco różniły się od tych aktualnych. Najdosadniejszym przykładem tego jest sposób badania odcisków palców. Współcześnie algorytm w ciągu jednej chwili powie nam, czy w rejestrze znajduje się już ktoś z takimi samymi liniami papilarnymi. Przed dekadami trzeba było ślady porównywać ręcznie i potrafiło to trwać nawet tygodniami.

Sprawy kryminalne, sprawy medialne

Jednym z ważniejszych elementów śledztwa w tych najtrudniejszych sprawach była metoda, którą na mniejszą skalę stosuje się również dzisiaj. Kiedy policja nie mogła trafić na trop podejrzanego, za pośrednictwem prasy często prosiła społeczeństwo o pomoc. Dzięki temu udawało się schwytać niebezpiecznych przestępców. Jak mówi Myszka:

W „Kryminalnych śledztwach PRL” są przynajmniej dwie sprawy, w których takie działania okazały się skuteczne. Jedna z nich dotyczyła Kazimierza Polusa. W prasie umieszczono zdjęcie głowy zamordowanego przez niego mężczyzny. Ktoś zidentyfikował ofiarę i dzięki temu milicji udało się schwytać winnego. Podobnie było w przypadku Stefana Rachubińskiego. W lokalnych gazetach praktycznie codziennie pojawiały się komunikaty i w końcu służby zidentyfikowały zabójcę

Chociaż w czasach PRL milicja miała ograniczone możliwości, to jednak zgodnie ze słowami Semczuka jej skuteczność była bardzo wysoka. Brak dzisiejszej technologii nadrabiano metodami ilościowymi. Dlatego nieraz popełniano błędy, ale nie można mieć o to do służb pretensji. Śledztwa, tak jak obecnie, opierały się na pewnych założeniach. Stawiano hipotezy, do których badania oddelegowanych było kilkoro oficerów.

W jednej ze spraw było z 17 hipotez śledczych. Każda z nich była badana przez dwóch, trzech oficerów, którzy podążali danym tropem. Zajmowali się tylko tym. Oczywiście w najlepszym wypadku mogło się okazać, że tylko jedna jest prawidłowa. W najgorszym – żadna i trzeba wymyślić nową. Śledztwa od zawsze opierały się na pewnych założeniach i błędy są w nie wpisane. Odrzucanie niewłaściwych założeń prowadzi nas wprost do schwytania sprawcy

– mówi Semczuk.
Przemysław Semczuk ©CBS Reality

Gdzie się podziali seryjni mordercy?

Oglądając „Kryminalne śledztwa PRL” może się wydawać, że w tytułowej epoce mieliśmy do czynienia z wysypem seryjnych zabójców. Dzisiaj rzadko się słyszy o podobnych przestępcach. Myszka zastanawia się czasem, z czego to wynika. Według niego może być tak, że takie osoby ciągle działają, tylko policja nie jest w stanie połączyć ze sobą danych zdarzeń, dlatego ich sprawca pozostaje na wolności. Semczuk również zauważa taką możliwość, ale zwraca również uwagę na fakt, że przestępcy są dzisiaj łapani o wiele szybciej niż kiedyś i nie mają szans na zamordowanie kolejnych osób:

Nie sądzę, żeby seryjnych zabójstw było dzisiaj mniej. Statystycznie rzecz biorąc jest ich prawdopodobnie tyle samo, tylko o wielu się nie dowiadujemy, bo pomimo nowoczesnej technologii dane sprawy nie są ze sobą łączone. Z drugiej strony przestępcy są współcześnie łapani dużo szybciej niż te kilkadziesiąt lat temu. Mieliśmy chociażby Kajetana P. Zamordował jedną kobietę, ale gdyby go nie schwytano, dzisiaj miałby pewnie więcej ofiar na koncie.

Kiedy porównuje się dawne techniki śledcze z dzisiejszymi, może się wydawać, że przestępcy mieli ułatwione zadanie – nie było współczesnej technologii, nie było monitoringu. Trudno jednak upatrywać się tu mniejszej liczby seryjnych morderców. Tego typu przestępcy nie myślą bowiem racjonalnie. Jak twierdzi Semczuk, nie są piekielnie inteligentnymi Hannibalami Lecterami, którzy planują każdy swój ruch. Oni działają pod wpływem impulsu i jedni miewają więcej szczęścia niż drudzy.

Niezależnie od kontekstu historycznego ich ujęcie nie jest łatwe. Seryjne zabójstwa są najtrudniejszymi do wykrycia, ponieważ nie znajdziemy w nich motywów łączących sprawcę z ofiarą. Zgodnie ze słowami Semczuka, jakby normalny człowiek zobaczył za dużo krwi to albo by zemdlał, albo zwymiotował. Nie jesteśmy w stanie sobie wyobrazić, że kogoś podnieca roztrzaskiwanie kobiecie głowy siekierą. Nigdy nie będziemy w stanie ich zrozumieć, ale ich historie niezmiennie nas fascynują. Dowodzi tego popularność gatunku true crime. Jego fenomenu Myszka doszukuje się w naturze tych opowieści i coraz większej ich liczbie:

Przede wszystkim są to ciekawe historie z wieloma zwrotami akcji. Lubimy przecież być zaskakiwani. W popularnych serwisach streamingowych programów o tematyce kryminalnej jest coraz więcej, a to oznacza, że nasze zainteresowanie nimi ciągle wzrasta. Cieszy mnie, że takie seriale powstają również w Polsce. Co więcej, idą one w bardzo dobrym kierunku, biorąc przykład z produkcji Netfliksa czy HBO GO. Widać to szczególnie w „Kryminalnych śledztwach PRL” CBS Reality. Nie ma tu lektora, nie ma prowadzącego. Narracja prowadzona jest przez bohaterów. Czegoś takiego w naszym kraju jeszcze nie było i bardzo podoba mi się obrana przez twórców ścieżka.

Premierowe odcinki serii „Kryminalne śledztwa PRL” w każdy wtorek o 22:00 na kanale CBS Reality. Najbliższy odcinek (17 sierpnia), w którym w roli ekspertów występują m.in. Marcin Myszka i Przemysław Semczuk, poświęcony jest Joachimowi Knychale.