1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Chmara” leci, ale nie wiadomo dokąd. Oceniamy horror o krwiożerczych szarańczach

chmara netflix recenzja premiera

Jak na nową francuską ekstremę „Chmara” jest za mało ekstremalna. Jak na animal attack jest w niej za mało ataków zwierząt. Chociaż Just Philippot ma coś do powiedzenia, to jego pełnometrażowemu debiutowi brakuje tożsamości.

Ok, nowa francuska ekstrema jest niespójnym stylistycznie nurtem. Według jego badaczy natrafimy w nim zarówno na czarne komedie czy kameralne psychodramy, jak i na thrillery i horrory. Zaliczane do niego filmy łączy zainteresowanie ludzkim ciałem czy to w kategoriach seksualnych, czy też w kontekście przemocy. Twórcy pokazują jednostki w poszukiwaniu transcendencji, a wyalienowanie bohaterów prowadzi do zaburzeń psychicznych, manifestowanych nieraz zadawaniem sobie krzywdy fizycznej. W „Chmarze” znajdziemy mnóstwo podobnych tropów fabularnych.

Główna bohaterka żyje na prowincji z dwójką dzieci. Po śmierci męża postanowiła hodować szarańcze na wysokobiałkowy pokarm. Ma jednak problem, bo owady nie chcą się rozmnażać. Przynajmniej dopóki nie posmakują krwi swojej opiekunki. Szybko stajemy świadkami festiwalu autodestrukcyjnych zachowań Virginii, która pozwala im się sobą żywić. Echa francuskiej ekstremy najmocniej pobrzmiewają, gdy protagonistka tnie się, aby nakarmić zwierzęta, albo gdy próbuje oczyścić powstałe w ten sposób rany. Pokazano to jest z kliniczną dokładnością bez jakiegokolwiek znieczulenia. Brak tu intensywności „Mięsa”, nie ma klimatu „Pod moją skórą”, a i o formalnych rozwiązaniach Gaspara Noe możemy co najwyżej pomarzyć.

Można się było tego spodziewać już po ograniczeniu wiekowym 13+.

Just Philippot co chwilę szuka dla swojego filmu innej ścieżki, nieraz teasując nam rozrywkę w stylu „Roju”. Pokłosiem uwolnienia krwiożerczych szarańczy okazuje się jednak tylko śmierć kozy, a na większe atrakcje musimy poczekać do samego końca. Z tego względu „Chmarze” brakuje czytelnej tożsamości. Twórcy pozwalają opowieści ruszyć w różnych kierunkach, ale żadnego z nich nie eksplorują w satysfakcjonujący sposób. Tym samym największej wartości produkcji należy szukać w jej warstwie znaczeniowej.

Tematów tu podjętych jest całe mnóstwo. Serce narracji bije zawsze po stronie opowieści o samotnej matce, próbującej zapewnić godny byt swoim dzieciom, ale z łatwością znajdziemy też inne podejmowane kwestie. Virginia z pasją ekologicznych aktywistów mówi o tym, jak niedługo skończy się nam pokarm, a członkom AGROunii z pewnością spodoba się dosadny komentarz dotyczący problemów, z jakimi muszą mierzyć się hodowcy zwierząt gospodarczych. Twórcy ani na moment nie tracą publicystycznego pazura i mnożą kolejne konteksty, w jakich można odczytywać ich film.

Silne zaangażowanie społeczne to jednak za mało, aby utrzymać uwagę widza do samego końca.

Philippot nie potrafi połączyć wszystkich podejmowanych tematów w spójną opowieść. Bez względu na to, ile ambicji i potencjału tu znajdziemy, o jakimkolwiek zaangażowaniu nie może być mowy, bo charakter filmu ginie w odmętach ciągłych powtórzeń i braku odwagi, żeby docisnąć gaz do dechy. Twórcy zachowują się tak, jakby przez cały film dopiero nabierali rozpędu dla akcji właściwej, przez co rytm „Chmary” może okazać się usypiający, a brzęczenie jednego komara za oknem bardziej przerażające niż tysiące ekranowych szarańczy.

„Chmarę” obejrzycie na platformie Netflix.