1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dramy

Queerbaiting po polsku. Homo-pocałunki Peszek i Zalewskiego mogą odbić im się czkawką

peszek zalewski homo pocalunki qeerbaiting

Maneskin, Peszek, Zalewski. Ciekawe kto będzie następny? Pocałunki osób tej samej płci stały się ostatnio modne w muzyce. I robią niesamowite zasięgi w mediach, lepsze niż premiera nowej płyty. Takie „prowokacje” pewnie i pomagają oswoić ludzi z tym, że facet może robić TO z facetem, a dziewczyna z dziewczyną i to jest spoko ale są też mroczne strony całej sprawy.

Za nami czerwiec – Miesiąc Dumy, ale i świetna okazja do narobienia szumu w internecie. Przez cały rok większość korporacji nie robi nic dla osób LGBT, ale na te kilka tygodni z chęcią zmienią logo na tęczowe. Parę osób zdefekuje się z wściekłości w komentarzach, ale w ogólnym rozrachunku opłaci się to bardziej niż wielomilionowe kampanie.

Pod koniec czerwca w Polsce zagrali też zwycięzcy Eurowizji – Włosi z zespołu Maneskin. Na koniec występu w Operze Leśnej w Sopocie wokalista (Damiano David) i gitarzysta (Thomas Raggi) pocałowali się i stwierdzili, że „każdy powinien mieć prawo do robienia tego bez żadnego strachu”. Widzowie Polsat SuperHit Festiwal przecierali oczy ze zdumienia. Takie rzeczy na imprezie organizowanej przez prawicową stację!

Muzycy Maneskin swoim pocałunkiem w Sopocie dali innym zielone światło.

O „wybryku” Maneskina mówili wszyscy. I wbrew pozorom większość głosów było pozytywnych, bo dojechali te polskie konserwy, bo rock'and'roll nie umarł, bo wreszcie coś dzieje. Dali też niejako zielone światło innym: okazało się, że Polska wcale nie jest taka nietolerancyjna i jeśli dwóch chłopów się całuje, to nie są później wywożeni na taczkach do gułagu.

W ciągu ponad miesiąca mieliśmy jeszcze dwie podobne akcje. I nie chodzi mi o teledysk Piaska z parą mężczyzn, który wypuścił niedługo po coming oucie (i dzień po występie Maneskina). Utwór nosi tytuł „Miłość” i trochę byłoby to dziwne, gdyby klip pokazywał związek hetero, gdy wykonawca piosenki jest wyoutowanym gejem.

Co innego Maria Peszek. Przez lata była i pewnie nadal jest ze swoim partnerem Edwardem, a tu nagle wyjeżdża z klipem do piosenki „J*bię to wszystko”, w którym całuje się z kobietą. Możemy traktować to wszystko w kategoriach wizji artystycznej, która współgra ze słowami piosenki. Jednak czy wtedy nie jest to w pewnym sensie wykorzystywaniem osób LGBT, które są ostatnio, że tak napiszę, na topie?

Screen z Facebooka

Możemy też oddzielić dzieło od twórczyni, ale wtedy wypada to jeszcze gorzej, bo to happening dla wywołania taniej sensacji w spolaryzowanym kraju. Chyba że Maria Peszek jest bi, to wtedy mamy inną gadkę. Nie wiemy jednak tego, to wyzwala dyskusje, udostępnienia, kliki... Rzecz jasna jest też mnóstwo opinii zupełnie przeciwnych i twierdzących, że nic nie wyklucza queerowości artystki, a tym bardziej rozkręcania inby dla wyświetleń.

Dosłownie dzień później Krzysztof Zalewski odbierając Fryderyka pocałował Ralpha Kaminskiego, a oprócz tego wygłosił antyrządowy wierszyk. Nagrody w ubiegłych latach zbytnio nie obchodziły mainstreamowe media, ale teraz napisano o nich w każdym miejscu sieci. I nie za sprawą nawiązania do Ruchu Ośmiu Gwiazd, ale właśnie gejowskiego buziaka. Widziałem nawet już artykuł o tym „Kim jest artysta, którego pocałował Krzysztof Zalewski”.

Peszek i Zalewski zawsze wspierali społeczność LGBT. Trudno jednak nie mieć wrażenia, że ostatnie akcje były dla gównoburzy.

Maria Peszek od zawsze opiera swoją twórczość na kontrowersji i od zawsze jest sojuszniczką osób LGBT, trudno więc zarzucić jej oportunizm. Jednak, czy jeśli wypuściłaby zwykły teledysk, to przedostałaby się na strony główne mainstreamowych portali? Szczerze w to wątpię. Nic tak się nie klika jak „skandale”, a rzucanie mięsem w piosenkach nie rusza już tak mediów jak paręnaście lat temu, gdy odkryły rap.

Zalewski już dawno zdążył odpokutować swoją rolę w „Historii Roja” i nie boi się głośno krytykować PiS-u i homofobii. Jest zaręczony i nigdy nie ogłaszał, że jest bi. Mógł zrobić to z ekscytacji, ale czy wy też tak często całujecie innych w usta z takiego powodu? Nawet przy witaniu znajomych jest to trochę krępujące. Widziałem nawet komentarze, że to było molestowanie (Kaminski został schwytany i pocałowany z zaskoczenia w usta).

Zalef wcale nie musiał mieć zły intencji, ale zostało to przez wiele osób zinterpretowane – w tym mnie – jako zagranie pod wyświetlenia. I żeby to jeszcze zrobił na antenie TVP, a nie TVN. Dlatego to wszystko dla mnie jest mało spontaniczne, wtórne i grubymi nićmi szyte.

Artyści wcale nie muszą robić celowego queerbaitingu. Może to być jednak tak odebrane.

Queerbaiting to sprytne narzędzie marketingowców, ale i artystów. Sugerują, że dana para jest homoseksualna, ale nie dają jasnej odpowiedzi na kiełkujące w odbiorcach pytania. Najsłynniejszym queerbaitingiem był „lesbijski” zespół t.A.T.u - wokalistki po latach oznajmiły, że to było tylko zagranie promocyjne. Oprócz nich chodziły też fanowskie teorie (i fanfici) o np. bohaterach „Sherlocka” czy  Finnie i Poe z najnowszej trylogii „Gwiezdnych Wojen”.

Ostatni najgłośniejszy zarzut o queerbaiting dotyczył Billie Eilish – również wspierającej osoby LGBT+. Piosenkarka od niedawna była widywana z nowym chłopakiem, ale nagrała teledysk do „Lost Cause” z sexy pidżama party, a na Instagramie napisała, że „kocha dziewczyny”. Czym to różni się od nowego teledysku Marii Peszek? Na szczęście nikt nie chce cancellować polskiej artystki jak Billie Eilish, co też byłoby nie tylko głupotą, ale i wielką stratą dla rodzimej muzyki.

Akurat wszyscy wymieni artyści nie są typowymi przykładami chłodno kalkulowanego queerbaitingu dla kasy, bez szanowania i tolerowania innych. Jednak gdyby takie klipy i pocałunki na scenie miały miejsce 10 lat temu (no, może z wyjątkiem 19-letniej Eilish), to rozumiałbym, że to czysty wyraz buntu wobec konserwatywnego społeczeństwa. I niezwykła odwaga, a nie prosty trolling lub zagranie na nosie prawakom.

Zobaczcie, ile czasu Piasek musiał się ukrywać z ogłoszeniem swojej orientacji, choć miał od lat status gwiazdy. I nic tylko się cieszyć, że dożyliśmy czasów, kiedy coming outy nie przekreślają niczyjej kariery, ale są potrzebne mniejszościom, by poczuły, że nie wszyscy myślą, że są dewiantami, jak głoszą niektórzy politycy i inne znany osoby.

W ciągu ostatnich tygodni z szafy wszedł m.in. Wróżbita Maciej oraz wioślarka i medalistka olimpijska Katarzyna Zillman, która pozdrowiła swoją dziewczynę do kamery. I choć nie zrobili tego dla poklasku, to i tak byli dosłownie wszędzie. Dziennikarze uwielbiają opowiadać o takich historiach miłości na przekór wszystkiemu i wszystkim.

Media lubią pisać o coimg outach i osobach LGBT. Dla niektórych to sposób na zaistnienie.

Żyjemy w czasach, gdy tematyka LGBT jest nośna – media lubią pisać i mówić o osobach trans, a ludzie lubią to czytać i hejtować/popierać w sekcjach komentarzy. To się nakręca samo, a w tym momencie stało się to wręcz genialnym sposobem na zaistnienie. Przykre to, ale tak już jest.

Media głównego nurtu i duże fanpage na Facebooku tylko czekają na takie rewelacje. Mamy też gwarancję, że nikt o nas nie napisze nic złego, bo zostanie okrzyknięty homo/transfobem. Same profity. I artyści, a przynajmniej ich menadżerowie, dobrze o tym wiedzą. I to jest właśnie ta pułapka queerbaitingu.

Za chwilę, podobnie jak te firmy zmieniające logo, pojawią się artyści, którzy dla lajków ogłoszą się osobami queer lub uderzą w ślimaka na scenie. I wypaczą lub zepchną na dalszy plan te wszystkie ważne i potrzebne coming outy, na które ludzie decydowali się latami. To tylko jedno z zagrożeń, jeżeli ten trend nie wyhamuje.

Drugie to zaprzepaszczenie wszelkich przełomów społecznych i myślowych dotyczących o orientacji seksualnej. Zaraz znów sprowadzimy ją do poziomu zachcianki, ekstrawagancji, fanaberii, a nie fundamentalnej cechy wpisanej w naszą tożsamość, którą nie da się ot tak zmieniać w zależności od tego, co akurat jest modne.

zdjęcie główne: kadr z TVN, screen z teledysku Maria Peszek / YouTube