1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Dramy

Łona zagrzewał publikę do „j*bania PiSu”. Przesadził, ale trudno mu się dziwić

lona owsiak pol and rock pis
245 interakcji
dołącz do dyskusji

W tym roku najchętniej krzyczanym hasłem na festiwalu Jurka Owsiaka wcale nie było „Zaraz będzie ciemno”. Publiczność skandowała niezwykle melodyjne sformułowanie kryjące się pod ośmioma gwiazdkami, rozpromowane przez Strajk Kobiet i Cypisa. Raper Łona bije się w pierś za dorzucenie swoich trzech groszy, ale ja go rozumiem.

Pol'and'Rock, ze względu na pandemię, nie odbył się w Kostrzynie nad Odrą, lecz na lotnisku Makowice w gminie Płoty (woj. zachodniopomorskie). Festiwal nie był też otwarty dla wszystkich – mogło na niego wejść tylko 20 tys. osób. Jedna rzecz, która pozostała niezmienna, to antypatia do partii rządzącej. Było ją słychać w całej okolicy.

Pod koniec piątkowych koncertów Jurek Owsiak ogłosił, że dzwonił do niego wojewoda zachodniopomorski Zbigniew Bogucki. Nie muszę chyba dodawać, że został mianowany na to stanowisko z ramienia PiS. Początkowo szef WOŚP myślał, że chce mu pogratulować imprezy. Polityk jednak zadzwonił ze skargą na krzyczane hasła.

Pan wojewoda zapytał, dlaczego padają takie bluzgi i dlaczego nie reagujemy . Panie wojewodo, tu jest festiwal. Chce mi pan ten festiwal reżyserować, chce mi pan go tworzyć?! To my go tworzymy, nie pan. To my decydujemy, co się tu będzie działo. On na to: „Ale tutaj lecą bluzgi”. Na co mu powiedziałem jeszcze jedno zdanie: „To jest zły telefon”. I skończyłem rozmowę

— powiedział Owsiak.

Jurek Owsiak jest za wolnością słowa, ale bez przesady. Poprosił, by jednak nie krzyczeć „***** ***” na Pol'and'Rocku.

Dyrygent największej orkiestry świata zaapelował jednak ze sceny, by ograniczyć skandowanie „j*bać PiS”. — Zachowajcie swoje krzyki dla siebie. Chcecie krzyczeć, to idźcie na ulice. Tu jest przyjaźń, miłość, muzyka. Zachowujmy się. Ale ja stoję na straży tego, żeby tu była wolność słowa i wolność wyrazu artystów. Stoję za tym murem — podkreślił Owsiak.

Hasło było krzyczane m.in. na koncercie Łony i Weebera, na którym to raperzy ze sceny instruowali widzów, by brzmiało to jak należy. Na nagraniu wyraźnie słyszymy, że popularny muzyk zachęcał do tego, by lewa strona publiki krzyczała „j*bać”, prawa „PiS”, a tył „mocno, mocno, mocno”.

I pewnie nie tyle festiwalowiczów było słychać w domu wojewody, ale właśnie teksty, które do mikrofonów mówili raperzy. Dźwięk z takiego nagłośnienia potrafi się nieść, że ho ho.

Łonie jest trochę głupio, że Owsiak musiał się tłumaczyć przed wojewodą z PiS. To był jednak „autentyczny gniew”.

Łona po medialnej burzy napisał oświadczenie na Facebooku duetu z Webberem, w którym wyjaśnił swoje zachowanie. Bił się w pierś, że rzucanie mięchem jest mało wyrafinowane, ale wynikało to z wewnętrznego gniewu na działania polityków.

Nie jestem dumny z miotania ze sceny wulgaryzmów tego rodzaju i wszystkie uwagi dotyczące języka przyjmuję z pokorą. Ale już emocja, która za tym stoi jest zupełnie szczera i wynika z autentycznego gniewu. Gniewu człowieka, który ma dość słuchania o tym, że geje i lesbijki „nie są równi normalnym ludziom”; dość dewastowania wymiaru sprawiedliwości i podsycania chaosu prawnego; dość rozwalenia publicznych mediów; dość brutalnego rozpędzanie pokojowych protestów; wreszcie dość tej niespotykanej arogancji i pychy, których twarzą stali się Krystyna Pawłowicz i Stanisław Piotrowicz (choć nie jestem może akurat w dogodnej pozycji do pouczania innych w sprawie dobrych obyczajów)

— napisał Łona.

Łonie zrobiło się też wstyd, że Jurek Owsiak musiał się tłumaczyć z jego występu. Jednak nie zgadza się na to, by było to wykorzystane jako oręż w rękach jego wrogów. — Używanie mojego zachowania do ataku na Woodstock czy WOŚP jest chwytem poniżej pasa — okrzyki wznosiłem ja i to ja za nie odpowiadam — dodał muzyk.

Np. na portalu wPolityce stwierdzono, że duet raperów dostał prawie milion złotych rządowej dotacji, którą minister Piotr Gliński po starej znajomości „sypnął” im z roku Moniuszkowskiego. Łona sprostował, że użyty w artykule cytat był po prostu żartem i nie dostał ani złotówki. Aż trudno uwierzyć, że ktoś wziął na poważnie historię o tym, że Łona zna ministra kultury z czasów, kiedy ten był... breakdancerem, który tańczył na jamach pod szczecińskim Auchanem.

Łona i Webber lekko przesadzili, ale można ich zrozumieć. Wystarczy włączyć np. „Wiadomości” na TVP.

Nieraz spotkałem się z osobami, które mówiły: „Bo wiesz, ja to słucham takie inteligentnego rapu... Paktofoniki, ŁONY...”. I rzeczywiście trochę tak jest – debiutancki album „Koniec żartów” z 2001 roku to absolutny klasyk, uwielbiany nawet przez zatwardziałych fanów neo-pogańskiego grindcore'a z norweskich lasów.

Adam Zieliński, bo tak się właściwie nazywa, wyróżniał się wtedy na tle smutnych raperów z blokowisk. Jego teksty były błyskotliwe, dowcipne, czasem abstrakcyjne, a czasem, przepraszam za banał, dające do myślenia. Teraz to norma, ale wtedy, to była nowość na polskim rynku, a przynajmniej ja to tak zapamiętałem z czasów szkolnych.

Stąd właśnie skandowanie z publiką tego hasła gryzie mi się z wizerunkiem inteligenckiego rapera. Jestem pewien, że Łonę stać na coś więcej i mógł się wysilić na bardziej kreatywny wyraz niezgody na politykę PiS. Nie on pierwszy jednak zaczął, a wulgarne sformułowanie stało się wręcz częścią naszej rzeczywistości.

Hasło może i było krzyczane na tegorocznym Pol'and'Rocku, ale stało się też niejako hymnem zeszłorocznego Strajku Kobiet. Na manifestacjach był często puszczany z głośników remix Cypisa. Mocno działał na nerwy konserwatystom, bo jak to tak, damom przecież nie wolno bluzgać. Na marginesie dodam, że hasło do melodii z „Call On Me” było już śpiewane wcześniej. Cypis po prostu nagrał „profesjonalną” wersję.

„J*bać PiS”, nie jest tylko zwykłym obrazoburczym wulgaryzmem, lecz kryje się za nim cały Ruch Ośmiu Gwiazd. Jest wyrazem buntu wobec władzy. Został zainspirowany słynną, można powiedzieć, proroczą inwokacją Zbigniewa Stonogi.

Czy można kulturalniej sprzeciwiać się polityce Prawa i Sprawiedliwości? Pewnie, że można. Doszliśmy jednak do punktu, w którym zwroty grzecznościowe przestały dawać jakikolwiek efekt. Każdy zna ten przeszywający ból, gdy uderzymy się małym palcem u nogi o kant szafki. Czy wtedy krzyczymy dyplomatycznie „tam do licha!”?

* Zdjęcie główne: screen z WTV - telewizja informacyjna / YouTube