1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

Jean-Claude Van Damme dawno tak pięknie nie kopał. Oceniamy „Ostatniego najemnika” od Netfliksa

ostatni najemnik netflix recenzja premiera
282 interakcji
dołącz do dyskusji

„Ostatni najemnik” tak usilnie stara się być cool, że... wychodzi mu to naprawdę nieźle.

Nawet jeśli era hollywoodzkich twardzieli przeminęła bezpowrotnie, Jean-Claude Van Damme nie pozwala swoim fanom się nudzić, ani tym bardziej przewracać oczami, patrząc jak aktor odcinana kupony od najsłynniejszych franczyz, w jakich gra. Powraca w kolejnych częściach „Uniwersalnego żołnierza”, ale nigdy nie daje się sprowadzić do roli Luca Devereaux jak Sylvester Stallone do postaci Rocky'ego czy Johna Rambo, a Arnold Schwarzenegger do T-800. Tutaj po raz pierwszy w swojej karierze wcieli się czarny charakter w wydanym od razu na nośniki kina domowego „Bliskim wrogu”, tam w nowych wersjach „Kickboxera” stworzy oryginalnego bohatera, a w „JCVD” wyspowiada się przed widzami ze swoich grzechów.

W przeciwieństwie do umięśnionych kolegów po fachu, którzy mentalnie utknęli w latach 80., Van Damme dobrze wie, jak wykorzystać stworzony przed dekadami wizerunek i nieraz pozwala sobie z nim poeksperymentować. Świetnie wyszło mu to w „Jean-Claude Van Johnson”, gdzie rozczarowany, że przeciwnicy go nie poznają, rzucał tytułami swoich najsłynniejszych filmów. Oczywistą wydawała się chęć podążania podobną ścieżką w „Ostatnim najemniku”. Nie zdziwcie się więc, kiedy podczas seansu zobaczycie plakat „Krwawego sportu”, a protagonista spojrzy na niego i spuentuje słowami: to jest prawdziwy facet.

W końcu za kamerą „Ostatniego najemnika” stanął David Charhon.

Wystarczy spojrzeć na jego filmografię, aby przekonać się, jakie ma pole zainteresowań. W „Nieobliczalnych” nieraz przecież powoływał się na „Gliniarza z Beverly Hills” i prowadził nieustanny flirt z formułą buddy cop movies. Dopiero jednak mając do dyspozycji legendę kina akcji, reżyser w pełni rozpościera swoje skrzydła. Już na samym początku Van Damme ma okazję pochwalić się swoim popisowym szpagatem. Reżyser nie zwleka bowiem z atrakcjami, jakich oczekujemy od produkcji z udziałem aktora. Bójka, strzelanina, pościg, szpiegowska akcja, odniesienia do szlagierów kina sensacyjnego, rozładowujący napięcie humor - oto główne części składowe tego filmu.

Van Damme wciela się tutaj w byłego agenta francuskiego wywiadu, który odchodząc ze służby, załatwił synowi dożywotni immunitet od państwa, który jest wykorzystywany do brudnych interesów przez zafascynowanego „Człowiekiem z blizną” antagonistę (uprzedzając pytania, tak, w pewnym momencie każe bohaterom przywitać się z jego „małym przyjacielem”). Nierozgarnięty urzędnik cofa jednak dokument zapewniający ochronę Archibaldowi i zaczynają się kłopoty. Richard Brumere, znany również jako Mgła, będzie musiał zawiesić karierę najemnika i pomóc synowi wykaraskać się z tarapatów. Jednocześnie przyjdzie mu też zmierzyć się z największym wyzwaniem w swoim życiu.

Charhon opiera narrację na tajemnicy, czy Richard wyjawi w końcu Archibaldowi, że jest jego ojcem. Bo to nie są już czasy, kiedy bohaterowie mogli być samotnymi wilkami i w pojedynkę zaprowadzać sprawiedliwość. Teraz muszą być bardziej ludzcy. Reżyser działa w duchu współczesnego kina akcji i nieraz krytykuje wzory męskości promowane przez Hollywood w ostatnich dekadach XX wieku. Dzieci nie chcą iść w ślady rodziców. Nie uciekają od odpowiedzialności za swoje życie, nie interesuje ich zrobienie prawa jazdy, a kiedy widzą broń piszczą jak małe dziewczynki. „Ostatni najemnik” to w gruncie rzeczy opowieść o relacjach międzypokoleniowych, ale podana zgodnie z logiką, wedle której cały czas musi być szybciej, zabawniej i bardziej widowiskowo.

Jest w tym wszystkim wiele sympatii do gatunkowych wzorców i serducho wielkie jak biceps protagonisty. „Ostatniego najemnika” ogląda się z niesłabnącym zainteresowaniem.

Charhon robi co może, aby przypodobać się zarówno osobom wychowanym na oldschoolowym kinie kopanym, jak i tym fajnym dzieciakom, którzy zachwycają się autoironicznym The Rockiem. Niech was więc nie zwiodą zmarszczki na twarzy Van Damme'a, ani peruka na jego głowie. Dawno nikomu tak pięknie nie przyp... przywalił.

Film obejrzycie na platformie Netflix.