Filmy  /  Top

Krwawe lato. Największe masakry na letnich obozach w slasherach

ulica strachu 2 slasher obóz

Twórcy „Ulicy Strachu – Części 2: 1978” zabierają nas na obóz Nightwing, na którym nie brakuje brutalnych atrakcji. A przecież slasherowi mordercy od dawna lubią atakować uczestników podobnych letnich kolonii.

Na Netfliksie pojawiła się już druga część „Ulicy Strachu”. Akcja rozgrywa się na obozie Nightwing. Nastolatkom podczas turnusu przychodzi zmierzyć się z mordercą. Nie jest to narracja slasherom obca. Takie rzeczy mogliśmy już wielokrotnie oglądać. Dlatego sprawdzamy na jakie letnie obozy (nie) chcielibyśmy trafić.

Najlepsze masakry na letnich obozach w slasherach

I ty możesz być mordercą

Jeśli trafi się do postmodernistycznego slashera, dobrze mieć obok kogoś, kto zna wszystkie zasady gatunku. W tym wypadku horrorową maniaczką jest Chuck, która dostaje niespodziewany telefon od przyjaciele. Sam jest opiekunem na letnim obozie. Jego podopieczni zaczęli jednak ginąć w brutalny sposób. Teraz on musi powstrzymać szalejącego mordercę. Ale zaraz… Co znaczy ten tytuł?

Stage Fright

Slasherowa wariacja na temat „Upiora w operze”, w której znajdziemy jeszcze więcej rockowej energii niż w piosence zespołu Nightwish. Akcja rozgrywa się na muzycznym obozie letnim. Jego uczestnicy przygotowują się do wielkiego występu, aż tu nagle zaczynają padać jak muchy. Ktoś bacznie obserwuje i śledzi każdy ich krok, aby wybić ich po kolei. Wszystko wzięte zostało w ironiczny nawias i zabawę gatunkowymi schematami. Jest nie tylko głośno, krwawo i zabawnie, ale znajdzie się też trochę fabuły.

Dziewczyny śmierci

Max straciła swoją matkę. Amanda była królową krzyku i w kolejnych filmach uciekała przed żądnymi krwi mordercami. Protagonistka wybiera się do kina na produkcję z udziałem jej rodzicielki. Los chce, że wszyscy, te współczesne, fajne dzieciaki przeniosą się do świata przedstawionego. To oni znają zasady, jakimi rządzi się slasher i główna bohaterka zrobi wszystko, aby uratować matkę i spędzić z nią jak najwięcej czasu. Wszystko oczywiście odbędzie się w akompaniamencie lejącej się na wszystkie strony krwi.

Madman

Znacie to uczucie, kiedy siedzicie sobie spokojnie przy ognisku i opowiadacie straszne historie, a tu nagle jedna z nich okazuje się nie być wyssana z palca? Właśnie to spotkało bohaterów „Madmana”. Podczas jednej z takich imprez obozowicze usłyszą opowieść o okrutnym farmerze, który rzekomo czai się gdzieś w okolicznym lesie. Jeśli ktoś wypowie jego imię, Marz pojawi się z żądzą krwi. Tak też się dzieje. Ku naszej uciesze nieodpowiedzialni nastolatkowie giną w jak najbardziej wymyślne sposoby.

The Burning

Tę opowieść dobrze już dzisiaj znamy. Wiele lat temu jeden z obozowiczów został ofiarą tragicznego w skutkach żartu. Pewnego lata powraca, aby się zemścić na nieodpowiedzialnym opiekunie i przy okazji jego nowych podopiecznych. Jedni powiedzą, że to tani ripoff „Piątku trzynastego” i machną na niego ręką. Inni zechcą wracać do obozu Blackfoot tak często jak tylko się da, aby móc rozpływać się w podkręcanej na maksa i często groteskowej przemocy. Za efekty specjalnie podobnie jak w przypadku wspomnianego filmu odpowiadał tu Tom Savini, więc jest na czym oko zawiesić.

Uśpiony obóz

Fabuła, o ile tak można nazwać to z czym mamy do czynienia, skupia się na losach nastoletniej Angeli Baker. Straumatyzowana nastolatka zostaje wysłana na obóz Arawak. W trakcie turnusu zaczynają dziać się niespodziewane rzeczy. Jej współtowarzysze giną w zgodzie ze slasherową logiką, a na widzów czeka istny festiwal przemocy. Nie jest on jednak w stanie kogokolwiek przygotować na to, co dzieję się w finale. Jeśli nie widzieliście i nie wiecie co się wtedy dzieje, to szykujcie się na opad szczęki.

Gdyby nie sukces tego filmu, historia slasherów wyglądałaby zupełnie inaczej. W 1980 roku po raz pierwszy z grupą napalonych nastolatków wybraliśmy się na obóz Crystal Lake, gdzie tacy jak oni padają niczym muchy. Szalony morderca, którego tożsamość ukrywana jest do samego zaskakującego końca, zabija ich wszelkimi możliwymi sposobami, a Tom Savini dba, aby morderstwa były też efekciarskie co efektywne. Dlatego ten pierwszy „Piątek trzynastego” tak dobrze ogląda się nawet dzisiaj, ponad 40 lat od jego premiery. Produkcja doczekała się mnóstwa sequeli i remake’u, w których to już Jason Voorhees bezwzględnie rozprawia się z tabunem napędzanej hormonami młodzieży.