1. SPIDER'S WEB
  2. rozrywka
  3. Filmy

„Czarna Wdowa” to prequel, ale nie taki, jak myślicie. Marvel nie zrobił kolejnego nudnego origin story

czarna wdowa prequel kiedy sie rozgrywa fabula

Od początku było wiadomo, że „Czarna wdowa” to kolejny prequel w ramach MCU i część fanów drżała, że znów zobaczymy nudne origin story. Marvel podszedł do sprawy nieco ambitniej.

W komiksach ta pochodząca z Rosji agentka T.A.R.C.Z.Y. pojawiła już w kwietniu 1964 r., a o jej pierwszych przygodach opowiadał 52 zeszycie serii „Tales of Suspense”, a swój debiut w Marvel Cinematic Universe również zaliczyła dość wcześnie, bo ponad dekadę temu w filmie „Iron Man 2”.

Od tego czasu Scarlett Johansson, czyli aktorka, którą zatrudniono do portretowania tej postaci, wcielała się w nią wielokrotnie, aż po latach otrzymała solowy film. Problem w tym, że Black Widow A.K.A. Natasha Romanoff zginęła w „Avengers: Koniec gry”, gdyż poświęciła swe życie, aby jej przyjaciel, Clint „Hawkeye” Barton, mógł zdobyć jeden z Kamieni Nieskończoności.

Czarna Wdowa” to prequel MCU

Scarlett Johansson wciela się tym razem w nieco młodszą wersję swojej bohaterki, ale cieszy, że Marvel Studios nie poszło po linii najmniejszego oporu. Byłem pewien, że film pokaże nam zarówno szkolenie w niesławnej Czerwonej Komnacie, jak i tajemniczą misję w Budapeszcie, ale należąca do Disneya wytwórnia zrobiła fanom psikusa. Skupiła się na czymś innym, chociaż… i tak zaczęła od początku.

Krótki prolog poświęcono dzieciństwu Natashy oraz jej młodszej „siostry” Yeleny i szybko wyszło na jaw, że życie bohaterek w Ohio było kłamstwem: „ojciec” dziewczynek (Alexei Shostakov znany też jako Red Guardian) okazał się rosyjskim agentem. Jego zadaniem była infiltracja organizacji S.H.I.E.L.D., a „żona” mężczyzny, Melina Vostokoff, była jedynie częścią przykrywki…

czarna wdowa film recenzja black widow marvel mcu
W filmie „Czarna Wdowa” u boku Natashy Romanoff pojawiła się jej siostra, Yelena

Potem scenariusz „Black Widow” serwuje nam naprawdę długi skok w czasie.

Po krótkim intro, przywodzącym na myśl „Homeland”, tyle że w realiach Zimnej Wojny, w którym widać urywki z życia bohaterki w ZSSR, widzowie wyrwani z końcówki ubiegłego wieku przenoszą się aż do czasów niemal współczesnych. Natasha Romanoff zakończyła właśnie karierę w S.H.I.E.L.D. i ściga ją teraz Thadeuss Ross za to, że opowiedziała się po stronie Steve’a Rogersa w „Wojnie bohaterów”.

Z filmu dowiadujemy się przy tym, na czym polegała wspominana w innych filmach misja w Budapeszcie, ale dopiero później i widzimy jej urywki w ramach flashbacków. Marvel zdradza też, co dokładnie musiała zrobić Natasha, by przyjęto ją do organizacji S.H.I.E.L.D., ale nie jest to głównym tematem filmu; bohaterka, z którą spędzamy ponad dwie godziny, jest już dojrzałą kobietą.

Siłą nowego obrazu Marvela jest przy tym fakt, że scenariusz skupia się na czymś nowym (przynajmniej z perspektywy widzów), czyli ponownym spotkaniu Natashy z Yeleną. Siostry wymieniają się notatkami i wspólnie ruszają walczyć z demonami przeszłości — jednak zanim będą mogły się z nimi zmierzyć, muszą uwolnić „ojca”, który odsiaduje wyrok w rosyjskim więzieniu o zaostrzonym rygorze…

„Czarna Wdowa” trafiła dziś do kin na całym świecie, w tym w Polsce. Pierwszy kinowy film Marvela od dwóch lat można oglądać również za dodatkową opłatą w ramach niedostępnego w naszym kraju streamingu Disney+.